Hanna Wieczorek

Mercedes nasz powszedni, czyli wicepremier Morawiecki w akcji

Dr Andreas Schenkel przy produkcji silników Mercedes-Benz. Andreas Schenkel jest szefem nowo powstałej spółki Mercedes-Benz Manufacturing Polska - odpowiada Fot. materiały prasowe daimler.com Dr Andreas Schenkel przy produkcji silników Mercedes-Benz. Andreas Schenkel jest szefem nowo powstałej spółki Mercedes-Benz Manufacturing Polska - odpowiada za produkcję w fabryce w Jaworze, która działalność produkcyjną w Wałbrzyskiej Strefie Ekonomicznej rozpocznie w 2019 roku
Hanna Wieczorek

Mercedes jest nasz! Mateuszowi Morawieckiemu udała się trudna sztuka ściągnięcia na Dolny Śląsk znanej firmy motoryzacyjnej. Po prostu złoty interes... Ale czy na pewno? Może tylko pozłacany.

Nie kto inny, tylko nasza gazeta triumfalnie donosiła: „W Jaworze powstanie fabryka silników Mercedesa - oficjalnie potwierdziły w środę koncern Daimler AG (właściciel marki Mercedes-Benz) oraz Ministerstwo Rozwoju. Inwestycja ma pochłonąć dwa miliardy złotych. Produkcja silników powinna ruszyć w 2019 roku. Pracę dostanie kilkaset osób”.

Dalej opisywaliśmy, jak to niemiecki koncern zapewni kilkaset nowych miejsc pracy w powiecie jaworskim, w którym bezrobocie jest bardzo wysokie (pod koniec ubiegłego roku sięgało 17 procent), kiedy średnia dla całego województwa jest znacznie niższa.

Daimler, ustami Franka Deißa, szefa działu produkcji układów napędowych Mercedes-Benz Cars i szefa fabryki Mercedesa w Untertürkheim tak opisuje polską inwestycję: - W nowych zakładach w Jaworze chcemy zlokalizować drugą fabrykę silników Mercedes-Benz Cars poza granicami Niemiec. Dysponując kilkoma zakładami, możemy elastycznie reagować na zmiany rynkowe. Za zarządzanie siecią fabryk układów napędowych odpowiada główna fabryka w Untertürk-heim.

Inwestor obiecuje, że przyszli pracownicy fabryki silników w Polsce mają być przygotowani do wykonywania swoich nowych zadań poprzez udział w rozbudowanych kursach szkoleniowych.

Motoryzacyjne południe

Profesor Jan Rymarczyk, specjalista od międzynarodowych stosunków gospodarczych mówi, że południe Polski, Czechy, Słowacja, a dalej Węgry, są postrzegane jako motoryzacyjne zagłębie. I trzeba sobie powiedzieć jasno, konkurencja panuje tu duża. Czesi kilkakrotnie już nas przelicytowali, nawet Słowacy okazali się bardziej konkurencyjni i to właśnie tam, „wielki kot” zdecydował się na budowę fabryki Jaguara.


Zresztą, jak wyliczyli fachowcy, od 2002 roku siedem razy przegraliśmy z naszymi sąsiadami motoryzacyjną rywalizację.

Dlaczego? Z różnych powodów. Profesor Rymarczyk wylicza: lepsza infrastruktura (przede wszystkim drogi), przyjaźniejsze przepisy i sprawniejsza administracja. No i jeszcze kwestie finansowe, te być może są najważniejsze. Bo jeśli chcemy ściągnąć do #siebie jakiś koncern, to musimy dołożyć się do budowy jego fabryki.

W przypadku Daimlera, polski rząd zadeklarował niebagatelną sumę 18,75 mln euro czyli blisko 81 mln zł. Co za to dostaniemy? Oczywiście miejsca pracy. Kilkaset w samym zakładzie, a być może drugie tyle, jeśli wokół fabryki powstanie solidna infrastruktura.

Korzyści pośrednie

Szymon Grela, socjolog i współpracownik oko.press, wylicza, że w ten sposób stworzenie jednego miejsca pracy będzie kosztowało rząd polski około 81 tys. zł. I dodaje, że o innych profitach nie mamy co myśleć, bo przecież Dailmer zbuduje fabrykę w Wałbrzyskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej, co oznacza, że Mercedes może liczyć na olbrzymie ulgi podatkowe przez wiele lat.

Profesor Rymarczyk uśmiecha się i mówi, że wielkie koncerny nie potrzebują specjalnych stref ekonomicznych, by uniknąć płacenia podatków. Wystarczy, że zastosują metodę cen transferowych i okaże się, że nic nie zarobiły. Mechanizm jest prosty: sprowadzają do kraju, w którym mają fabrykę (na przykład do Polski) drogie części, a produkt finalny (złożony z tych części) wysyłają dalej po kosztach produkcji. Tym sposobem okazuje się, że nic nie zarobiły, a może nawet są pod kreską. To zresztą nie muszą być usługi materialne, wielkie hipermarkety mogą wydawać krocie na marketing i reklamę, bądź usługi consultingowe. Dobre jest wszystko, co na papierze wykaże straty i będzie można dzięki temu wyprowadzić zyski - co zresztą w swojej kampanii wyborczej mocno podkreślali politycy Prawa i Sprawiedliwości, którzy na dodatek obiecywali ukrócić ten proceder. Znamy doskonale sztandarowe hasło wicepremiera Morawieckiego: „Patriotyzm gospodarczy” i jeszcze bardziej sztandarowe hasło PiS o wspieraniu polskiego przemysłu.

Oczywiście nie podejrzewamy solidnego, niemieckiego Daimlera o takie działania. Zresztą, jak mówi profesor Rymarczyk w tego typu inwestycjach, nikt poważny nie liczy na bezpośrednie zyski.

Istotne jest to, że ludzie dostają pracę i mamy do czynienia z zadowolonymi konsumentami. Przypływ gotówki nakręca spiralę gospodarczą w regionie. A jeśli fabryka nie jest jedynie montownią sprzętu AGD, można liczyć na przenikanie nowych, innowacyjnych metod pracy i technologii do innych firm. Można liczyć, że w takiej firmie potrzebni będą nie tylko pracownicy do najprostszych zadań - robotnicy od taśmy...

Pamiętacie Państwo doskonały film Charliego Chaplina „Dzisiejsze czasy”?, chyba nie muszę mówić nic więcej. Jeśli powstanie coś więcej niż „montownia”, trzeba będzie zatrudnić także wykształconych ludzi, na przykład inżynierów i ekonomistów, którzy po jakimś czasie mogą rozpocząć nowe życie zawodowe, choćby zakładając własne firmy.


- To wcale nie bajka, tak się często dzieje - mówi prof. Jan Rymarczyk.

Szymon Grela nie jest tak optymistycznie nastawiony, przytacza opinie, z których wynika, że często firmy ze specjalnych stref ekonomicznych zatrudniają ludzi na umowy śmieciowe, na dodatek korzystając z biur pośrednictwa pracy i agencji pracy tymczasowej. A i tak, kiedy kończą się ulgi podatkowe, pracownicy są wyrzucani na bruk. I przytacza wyliczenia Fundacji Kaleckiego, z których wynika, że w przeliczeniu na jedno (tak, jedno!) miejsce pracy w Specjalnej Strefie Ekonomicznej, budżet państwa tracił w latach 2010-2012 w ulgach podatkowych około 139 tys. zł.

Więzi z regionem

Tak naprawdę na razie nie ma się o co kłócić, bo rozstrzygnięcie dylematów związanych ze „złotym mercedesem” wicepremiera Morawieckiego leży w szczegółach, których nie znamy.

Czy inwestycja naprawdę może się okazać motorem napędowym rozwoju naszego regionu? Profesor Rymarczyk wylicza warunki, które powinny być spełnione. Na przykład, fabryka powinna nawiązać więzy kooperacyjne z regionem, a więc zaopatrywać się u lokalnych producentów. Ale ważniejsze jest chyba, by produkcja nie ograniczała się do #składania części przysłanych z innych zakładów Mercedesa.

Mówiąc bardziej skomplikowanym językiem, chodzi o to, by halom montażowym towarzyszyły także biura/laboratoria, w których pracuje się nad badaniami i rozwojem nowych technologii. Wtedy można liczyć na przenikanie tychże technologii do polskiej gospodarki. Zresztą zadowoleni i pracujący konsumenci nie muszą też wcale ograniczać się do zakupów nowych mebli, samochodów i nowego sprzętu AGD lub RTV. Można liczyć, że wielu z nich zainwestuje w dobra niematerialne, takie choćby jak kształcenie - siebie lub dzieci.

Wicepremier zachwycony

Mateusz Morawiecki, wicepremier i minister rozwoju, podkreśla, że: - To dobry projekt inwestycyjny marki premium, który opiera się na wysoko zaawansowanej technologii. Na takich przedsięwzięciach nam zależy i będziemy pracować nad tym, aby było ich jak najwięcej.

Ja ze swej strony będę równie zachwycona, jeśli przekonam się, że wicepremier dobrze odrobił zadanie domowe: dobrze zintegrował cele korporacji z interesem narodowym Polski. Mówiąc wprost, przekonał Daimlera, by w Jaworze, oprócz montowni powstało coś jeszcze, oczywiście najlepiej, aby był to ośrodek badawczy.

Jeśli wicepremierowi nie udała się ta sztuka, będziemy mieć kolejną fabrykę, której budowa ograniczy się właściwie do kreacji zatrudnienia. Inne efekty będą prawie nieodczuwalne. I okaże się, że wielki sukces „człowieka z Wrocławia”, złoty interes premiera Morawieckiego, niczym nie różni się od tych, którymi chwaliły się poprzednie ekipy. Ani polski, ani innowacyjny. Po prostu luksusowa montownia.

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Gazety Wrocławskiej.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Gazety Wrocławskiej
  • codzienne e-wydanie Gazety Wrocławskiej
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Hanna Wieczorek

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.