Magdalena Pawlak: Chcemy pamiętać o poległych na służbie jako zwykli obywatele

Czytaj dalej
Fot. Krzysztof Kapica
Dorota Kowalska

Magdalena Pawlak: Chcemy pamiętać o poległych na służbie jako zwykli obywatele

Dorota Kowalska

„Fundacja Dorastaj z Nami ma obecnie pod opieką 135 dzieci. Na pewno nie są to wszystkie dzieci, które straciły rodzica podczas pełnienia służby, jednak im więcej słychać o fundacji, tym więcej dzieci się do nas zgłasza” - mówi Magdalena Pawlak

Od zawsze chciała pani pomagać innym?
Jestem w wykształcenia psychologiem klinicznym i przez 15 lat pracowałam w swoim zawodzie. Wiele lat byłam też związana z organizacjami pozarządowymi. Kierując Fundacją Dorastaj z Nami połączyłam więc wcześniejsze doświadczenia i umiejętności zawodowe. Problem dzieci, które straciły rodziców w trakcie pełnienia służby publicznej, był dla mnie zawsze ważny, od lat angażowałam się w projekty związane z bohaterami i historią. Współorganizowałam wystawę o Janie Karskim oraz wystawę w Centrum Informacyjnym na Monte Cassino. To tematy, które zawsze były mi bliskie.

Ile jest dzieci, młodych ludzi, którzy stracili swoich rodziców na służbie?
W służbach pracuje dziś około 250 tys. osób, z czego 110 tys. - w wojsku, 103 tys. - w policji, a ponad 30 tys. to zawodowi strażacy. Każda z tych osób ma swoje rodziny, więc prawdopodobnie około 800 tys. osób codziennie zastanawia się, czy ich najbliższym nic złego się nie przytrafi. Fundacja Dorastaj z Nami ma obecnie pod opieką 135 dzieci. Na pewno nie są to wszystkie dzieci, które straciły rodzica podczas pełnienia służby, jednak im więcej słychać o fundacji, tym więcej dzieci się do nas zgłasza. I nie chodzi tu o tragedie, które zdarzyły się wczoraj czy przedwczoraj, często są to wydarzenia sprzed wielu lat. Dlatego cieszymy się, że coraz więcej osób się o nas dowiaduje, że jesteśmy coraz bardziej rozpoznawalni, bo to oznacza, że coraz więcej dzieci i młodzieży będzie mogło uzyskać od nas pomoc.

Opowie pani o swoich podopiecznych?
Mamy wielu podopiecznych i z wszystkimi jesteśmy naprawdę emocjonalnie związani. Jednym z nich jest Konrad Nicke - od września rozpoczął naukę w I klasie Liceum Jagiellońskiego w Toruniu i jest bardzo utalentowany plastycznie. Został dwukrotnym laureatem Festiwalu Twórczości Dziecięcej Wojska Polskiego w konkursie plastyczno-historycznym. Jego wielką pasją jest historia. Należy do Bractwa Rycerzy Chorągwi Torunia. Kibicujemy mu każdego dnia, tak jak wszystkim naszym podopiecznym.

Co się stało z jego tatą?
Tata Konrada, płk Grzegorz Nicke, artylerzysta, był dla niego wszystkim. Bardzo dbał o jak najlepszy kontakt z synem, spędzał z nim dużo czasu. Zapewnienie dobrego startu i zabezpieczenie przyszłości syna było dla niego priorytetem. Przy tym był to człowiek niezwykle odpowiedzialny i doświadczony jako oficer, dbający nie tylko o rodzinę, ale również o swoich podwładnych. 8 października 2013 roku podczas ćwiczeń, które prowadził na toruńskim poligonie, Grzegorz Nicke został ranny w głowę. Zranił go odłamek granatu, który inny żołnierz, w ramach ćwiczeń, rzuciłna skraj okopu. Odpowiedzialny i bohaterski oficer zamiast się schować, uratował podwładnego, odpychając i zasłaniając go swym ciałem. 19 października, wskutek odniesionych ran, kpt. Grzegorz Nicke zmarł w szpitalu. Za swój czyn został mianowany na stopień pułkownika. Prezydent Polski przyznał mu Krzyż Zasługi za Dzielność. W 2014 roku Minister Obrony Narodowej wpisał płk. Grzegorza Nicke do Honorowej Księgi Wojska Polskiego. Syn do tej pory nie otrząsnął się po śmierci ukochanego ojca, która była szokiem dla wszystkich, którzy znali i szanowali wspaniałego oficera.

Każdego z waszych podopiecznych spotkała potworna tragedia.
Zdecydowanie tak. Opiekujemy się np. Małgorzatą i Mateuszem Dziakowiczami. Małgosia ma 13 lat, jest uczennicą siódmej klasy szkoły podstawowej w Mokrzeszowie. Jest bardzo dobrą uczennicą w zasadzie z każdego przedmiotu. Lubi aktywność fizyczną - głównie siatkówkę, koszykówkę i tenis stołowy. Mateusz to uczeń klasy maturalnej w Zespole Szkół Politechnicznych „Energetyk” w Wałbrzychu. Świetnie radzi sobie z matematyką i chemią. Lubi fotografować. Odnosi coraz większe sukcesy w grafice komputerowej. Oboje spotkał straszny cios - ich tata nie żyje, ponieważ był bohaterem.

To głośna historia - ich tata policjant zginął podczas urlopu, ratując tonącego chłopca.
Tak, ich tata, aspirant sztabowy Marek Dziakowicz przez 14 lat pracował w Komendzie I Policji w Wałbrzychu. 20 lipca 2015 roku, będąc na urlopie, z żoną i córką spacerowali po plaży i zauważyli tonącego w morzu 16-latka, który wzywał pomocy. Nastolatek nie mógł dopłynąć do brzegu, bo wciągały go tzw. nurty cofające. Marek Dziakowicz powiedział żonie, by wezwała pomoc, a sam ruszył 16-latkowi z pomocą. Do morza wskoczyło również trzech innych świadków zdarzenia. Udało im się wspólnie uratować chłopca. Niestety, policjant nie zdołał już dotrzeć do brzegu. Na miejsce ściągnięto ratowników wodnych i strażaków. Dopiero po kilkudziesięciu minutach udało się wyciągnąć z morza jego ciało. Już nie żył. Uratowany 16-latek trafił na obserwację do szpitala i jeszcze tego samego dnia został przekazany pod opiekę rodziców i wypisany do domu. Tego dnia Małgosia i Mateusz stracili tatę. Z kolei ojciec Dawida i Kaliny Koziarskich, podkomisarz Mariusz Koziarski był instruktorem Zespołu Szkoleniowo-Bojowego Samodzielnego Pododdziału Antyterrorystycznego Policji Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu. Był człowiekiem w pełni oddanym swojej rodzinie i pracy. Świetnym specjalistą, perfekcyjnym strzelcem, po latach zdobywania kolejnych uprawnień sam został szkoleniowcem. Honorowy, ambitny i wiecznie uśmiechnięty, chętny do pomocy, wszystko robił na „sto procent”. 2 grudnia 2017 roku odebrał alarmowy telefon, po którym musiał natychmiast stawić się w jednostce. Został wyznaczony na dowódcę 5-osobowego zespołu bojowego, którego zadaniem było zatrzymanie groźnego przestępcy okradającego bankomaty. W trakcie zatrzymania doszło do wymiany ognia pomiędzy sprawcą a funkcjonariuszami SPAP, w wyniku której Mariusz Koziarski poniósł śmierć na miejscu. Pośmiertnie został mianowany na stopień podkomisarza, odznaczony złotą odznaką Zasłużonego Policjanta. Został odznaczony także przez prezydenta Andrzeja Dudę Krzyżem Zasługi za dzielność. Ale Dawid i Kalina zostali bez ojca.

Jak próbujecie pomagać tym dzieciakom?
Staramy się pomóc im stanąć na własne nogi. Działalność naszej fundacji ma jedną ważną cechę: pomagamy długofalowo. Każde zgłaszające się do nas dziecko obejmujemy opieką aż do 25. roku życia, pod warunkiem, że się będzie uczyło. To dla nich bardzo ważne, bo jak mówią nam nasi podopieczni, daje im to poczucie bezpieczeństwa, które jest im potrzebne. To nie jest tak, że dostaną roczne stypendium i na tym pomoc się kończy. Nastawiliśmy się zwłaszcza na wspieranie edukacji, bardzo długo zastanawialiśmy się, jak sensownie zorganizować pomoc w tym zakresie. Nie chodziło nam o to, żeby dawać ludziom pieniądze, chodziło o coś więcej. Chcieliśmy pomóc tym osobom wyjść z traumy, stanąć na własne nogi, poczuć radość życia i pomimo tego co się stało - być szczęśliwym dojrzałym człowiekiem. Nasi podopieczni, rozsiani są po całej Polsce, nie mamy ich w jednym miejscu. W związku z tym zorganizowaliśmy całą sieć doradców fundacji, którzy są naszą podporą, a jednocześnie, ponieważ stale współpracują z jedną rodziną, stają się przyjaciółmi tej rodziny na dłuższe lata.

To chyba bardzo ważne, że rodzina ma w kimś takim oparcie, prawda?
I jest to oparcie nie tylko dla dzieci. Wielu z naszych podopiecznych jest bardzo małych, więc nasi doradcy rozmawiają wtedy głównie z ich matkami. Dopiero kiedy dzieci dorastają i są coraz starsze, doradcy pracują z nimi.

Kim są wasi doradcy?
To osoby przygotowane do takiej pracy: wykształceni pedagodzy, doradcy zawodowi, czasem psychologowie. Pomagają tym dzieciakom odkrywać ich mocne strony, pokazują, w jakim kierunku mogłyby się rozwijać, co im jest potrzebne do tego rozwoju, a co im w nim przeszkadza. To dostarcza nam informacji, jak możemy mądrze wspierać tych młodych ludzi. Ta taktyka sprawdziła się. Nasze dzieci, oprócz wsparcia edukacyjnego, mogą korzystać z pomocy psychologicznej. To ważne, aby przepracować swoją traumę. Mogą więc wziąć udział w rocznej terapii w swoim miejscu zamieszkania, nigdzie nie muszą dojeżdżać. Jest to na tyle dogodne rozwiązanie, że coraz więcej młodych ludzi z niego korzysta.

Finansowo też tych młodych ludzi, czy dzieci wspieracie?
Tak, bo kiedy mówię o wsparciu edukacji, mam także na myśli konkretne wsparcie finansowe kierowane na określone potrzeby. Wiemy, co jest potrzebne każdemu z dzieci, jak je wesprzeć: czy to mają być korepetycje w nauce, czy trzeba raczej postawić na rozwój zainteresowań, czy zapłacić czesne za studia. Mamy dzieciaki uzdolnione sportowo, pomagamy im. Mamy osobę, która bardzo chciała zostać weterynarzem, wiadomo, że to ciężkie studia, trudno się na nie dostać - pomogliśmy z korepetycjami. To bardzo indywidualna pomoc, bo każde dziecko może mieć inne potrzeby. Sensowność naszej pracy polega na tym, że pomagamy dostrzec, co jest dla naszych podopiecznych ważne, w czym są najlepsi, w jakim kierunku powinni pójść, a z drugiej strony, także finansowo wspieramy realizację tego planu.

Jak zdobywacie sponsorów?
Mamy dwa rodzaje sponsorów. Z jednej strony poszukujemy partnerów biznesowych, szukamy firm, które chciałyby wesprzeć naszych podopiecznych i ich rodziny. Mamy też duże grono darczyńców indywidualnych, są to osoby, które wspierają nas albo jednorazowo, albo comiesięcznymi kwotami. To dla nas bardzo istotne, bo tak jak mówiłam, nasza pomoc jest długofalowa, więc im więcej mamy takich darczyńców, tym czujemy się bezpieczniej, bo wiemy, że pomoc dla naszych dzieci nie zostanie przerwana. To ogromne zobowiązanie - 135 dzieci, a mamy ich coraz więcej. Pod skrzydłami naszej fundacji, od początku jej istnienia, znalazło się 253 dzieci.

Takim dzieciom, które straciły rodziców na służbie, pomaga także państwo, prawda?
Tak, takie dzieci dostają po prostu rentę. My natomiast próbujemy je wesprzeć w trochę innych obszarach. Trzeba też pamiętać, że te renty są bardzo różne. Często giną bardzo młodzi ludzie, osoby, które nie są wysoko uposażone - mamy w swojej fundacji kilkumiesięczne dzieciaki, ich ojcowie zginęli na służbie w wieku dwudziestu paru lat. Chodzi nam także o to, aby pokazać tym dzieciom poprzez pomoc, naszą wdzięczność za życie ich rodziców, za służbę, którą wykonywali i na której zginęli. Bo gdybyśmy popatrzyli w trochę szerszym kontekście, ta służba była także dla nas. Możemy żyć, pracować, nasze dzieci bezpiecznie chodzą do szkoły - korzystamy z pracy tych ludzi. Trudno wyobrazić sobie świat bez policjantów, wojskowych czy strażaków.

To tacy nasi bohaterowie!
Dokładnie tak. To bardzo ważne, to druga część misji naszej Fundacji: pamiętamy o tych ludziach, o ojcach naszych podopiecznych. Pokazujemy ich pracę i ich służbę. Wcześniej zajmowaliśmy się głównie pomocą dzieciom, teraz robimy wystawy, opowiadamy o pracy policjantów, wojskowych, strażaków.

I pewnie okazało się, że to bardzo potrzebne waszym podopiecznym?
Kiedyś robiliśmy warsztaty psychologiczne dla rodziców, jedna z mam opowiedziała, jak przyszło do niej dziecko i zapytało, czy ojciec je kochał. Strasznie ją to pytanie zdziwiło. Zaczęła z nim o tym rozmawiać i okazało się, że w głowie tego dziecka powstała taka zbitka: ojciec pojechał na misje, bo to było dziecko żołnierza, wiedział, że może zginąć, zostawił mnie, więc było coś ważniejszego ode mnie. I stąd pojawiło się pytanie, czy on mnie kochał? Dlatego jako fundacja postanowiliśmy wytłumaczyć tym dzieciom, że są pewne wartości, dla których czasami trzeba poświęcić rodzinę, że służba jest taką wartością. Pamiętamy o tym i za to dziękujemy. Stąd nasza wystawa, z którą jeździmy teraz po całej Polsce: „Dla Ciebie zginął żołnierz, strażak, policjant, a dla mnie tata”. Ta wystawa pokazuje, że wszystkie te osoby mają rodziny, bo często patrzymy na tych ludzi jako na pracowników służb, zapominając, że mają najbliższych: dzieci, żony, matki, braci, że mają swoje życie.

Chcecie ich pokazać jako zwykłych, normalnych ludzi?
Jako normalnych ludzi z jednej strony, a z drugiej - jako bohaterów, którzy dla nas wszystkich poświęcają swoje życie, swoje rodziny. I bardzo ważne jest dla nich - naszych podopiecznych, że o tym pamiętamy. Bo rzeczywistość często wygląda tak: zdarza się jakiś wypadek, mówi o tym cała Polska, piszą media, mija pięć, sześć lat - pamięć o tych ludziach ginie. Te dzieci bardzo często potem mówią: „Jak zdarzyła się tragedia, wszyscy o nas pamiętali, potem wszyscy się od nas odsunęli”. Każdy z nas ma swoje życie, idzie swoją drogą, a z drugiej strony często ludzie nie wiedzą, jak się zachować w obliczu takiego nieszczęścia. Nie wiedzą, jak rozmawiać z rodziną, którą dotknęła tragedia. Z czasem ta bariera robi się coraz większa. W momencie, kiedy pamiętamy o ojcach naszych dzieci, czasami są to matki, bo też mamy takie przypadki, pamięć wraca - robimy coś niesłychanie ważnego dla tych, którzy wciąż żyją. Któregoś dnia podczas takiej wystawy, jedno z dzieci stwierdziło: „Wreszcie ktoś powiedział, że mój tata jest bohaterem, bo tak do tej pory mówiła tylko moja mama”.

Właśnie, jak sobie z tą traumą radzą mamy, kobiety? To pewnie trudne dla nich doświadczenie, tracą ukochaną osobę, wszystko spada na ich barki - zostają same.
Na pewno jest to dla nich bardzo trudne, świat im się wali. Proszę sobie wyobrazić: ktoś wychodzi do pracy i z niej nie wraca. Życie wywraca się do góry nogami, trzeba zająć się dziećmi, dla których to także straszna trauma. W takich sytuacjach często zapomina się o sobie, bo najważniejsze, żeby ochronić pociechy i zapewnić im jak najlepszy byt, funkcjonowanie - jakoś tę stratę wynagrodzić. To bardzo trudne, my też, jako fundacja, te kobiety wspieramy. Organizujemy specjalnie dla nich warsztaty, pomoc psychologiczną. Na pewno to, co u tych kobiet zostaje, co zauważamy, to nadmierna opiekuńczość. Zostaje w nich strach, że coś się może stać. Myślę, że takie tragedie zaburzają, czy nawet pozbawiają człowieka poczucia bezpieczeństwa. To bardzo trudne do nadrobienia, a przy okazji takie traumatyczne doświadczenie sprawia, że te kobiety za wszelką cenę chcą chronić swoje dzieci. Więc to, co próbujemy robić, to wspierać taką niezależność, szczególnie naszej młodzieży i studentów tak, aby mogli korzystać z życia podobnie jak ich rówieśnicy.

Skąd w ogóle pomysł powstania takiej fundacji?
Prowadzimy dość długo swoją działalność. Chodziło nam głównie o to, aby oddać hołd i podziękować tym, którzy służą nam na co dzień. To bardzo ważne, żebyśmy pamiętali o tych ludziach. Nasza fundacja nie jest związana bezpośrednio z żadną ze służb, stąd tak ważna i istotna wydaje mi się idea naszej pracy - chcemy pamiętać o poległych na służbie strażakach, policjantach, wojskowych jako zwykli obywatele. To taki dar serca i pamięci za życie, które ci ludzie oddają każdego dnia także dla nas i naszego bezpieczeństwa.

Pomóż dorosnąć do nowego życia podopiecznym fundacji, wejdź na stronę www.dorastajznami.org i zobacz, jak to zrobić, lub wpłać na konto: 29 1030 1508 0000 0008 1545 4006 z dopiskiem „Pamięć”.

Dorota Kowalska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.