Adam Willma

Ktoś nie śpi, aby spać mógł jeż [zdjęcia, wideo]

Beata Woźniacka: - Najłatwiej wyrządzić krzywdę jeżowi przez niewiedzę. Na przykład wywożąc go do lasu. Fot. Adam Willma Beata Woźniacka: - Najłatwiej wyrządzić krzywdę jeżowi przez niewiedzę. Na przykład wywożąc go do lasu.
Adam Willma

Na poddaszu u Beaty Woźniackiej z Solca Kujawskiego tupta 30 kolczastych pensjonariuszy, w nieodległym hiberantorium próbuje zasnąć 20 kolejnych.

Na karcie, jak w szpitalu, są wszystkie informacje o czynnościach przeprowadzonych z jeżem. U niektórych dokumentacja liczy kilka, u innych już kilkanaście stron. Przy furtce ceramiczny jeż, w przedpokoju kolczasta galeria. Z łazienki dochodzi odgłos kichania - to ostatni pacjenci.

- Sprawcą tego zamieszania jest mój syn - śmieje się Beata Woźniacka. - Kilka lat temu poszedł na grzyby i nagle wpadł do domu po kombinerki. Okazało się, że znalazł jeża zaplatanego w siatkę ogrodzeniową.

Tuptuś (bo tak został nazwany pierwszy lokator) nie dawał znaków życia.

- Nigdy później nie mieliśmy jeża w tak fatalnym stanie: nóżki miał powykręcane, żywcem pożerały go mady. Do weterynarza jechaliśmy raczej z myślą o eutanazji.

Po długiej terapii Tuptuś doszedł do siebie, choć stracił jedną łapkę. Dalej już poszło naturalnie - Woźniacka miała doświadczenie, więc trafiały do niej kolejne zwierzęta. Gości na poddaszu było coraz więcej. W akcję włączyła się mama Beaty i sąsiad Tomasz Głowski.

Beata Woźniacka: - Najłatwiej wyrządzić krzywdę jeżowi przez niewiedzę. Na przykład wywożąc go do lasu.
nadesłane Ostatnio założona karta ma numer 307.

Ryjki i prosiaczki

Jeżowe nieszczęścia stały się drugim życiem Beaty: - Początek był trudny, bo mieliśmy bardzo niewiele wiedzy. Do tej pory podstawowym źródłem informacji o jeżach w Polsce jest książka z 1956 roku. Pomogły informacje z angielskich stron. Brytyjczycy zainteresowali się jeżami wskutek zanikania tamtejszej populacji. W ciągu zaledwie 10 lat liczba tych zwierząt w Wielkiej Brytanii spadła dziesięciokrotnie, stąd o jeżach zrobiło się głośno.

Okazało się, że Solec leży dokładnie na granicy dwóch jeżowych światów. Bo Wisła oddziela terytoria jeża wschodnioeuropejskiego (barwniejszego, o dłuższym pyszczku) i jego zachodnioeuropejskiego kuzyna (jednokolorowy, z krótszym ryjkiem, przypominający prosiaczka). Oba gatunki mają swoich przedstawicieli w Solcu, bo oba narażone są na podobne niebezpieczeństwa. Wobec samochodów są bezradne, bo na niebezpieczeństwo reagują zwijając się kulkę, podobnie z psami. Ale prawdziwą apokalipsą jeży są prace ogrodowe. Wówczas z dymem idą ich kryjówki w stertach gałęzi i liści, a resztę krwawego działa dokonują widły, łopaty i podkaszarki. Najwięcej krzywdy robią te ostatnie - tną jak skalpel.

- Nie chodzi o to, aby zarzucić koszenie, ale żeby wcześniej sprawdzić, czy w okolicy nie ma jeża - apeluje Tomasz Głowski. - W Wielkiej Brytanii organizacje ekologiczne dogadały się z producentami podkaszarek, aby na każdym opakowaniu znalazło się ostrzeżenie przed możliwością okaleczenia jeża.


Wideo: Dzień z życia jeży

Ofiarą kosy jest Podkoszona: skalp ścięty z pyska, ucięty mięsień w łapie, pokaleczone palce, otwarte narządy. Odnaleziono ją po śladach krwi - ranna samica wracała do gniazda, gdzie pozostawiła małe.

- Udało nam się uratować zarówno Podkoszoną, jak i małe. Cały wysiłek zrekompensował nam widok, kiedy matka po raz pierwszy po kuracji spotkała się z małymi. Podkoszona jest już naszym rezydentem, bo straciła również zęby i nie przeżyłaby na wolności.

Największym wrogiem jeży jest jednak brak wiedzy o nich.

- Wielokrotnie dowiadujemy się, że ludzie odnosili jeże do weterynarzy, a ci wywozili je do lasu - załamuje ręce Beata Woźniacka. - To fatalny brak wiedzy. Jeż nie jest zwierzęciem leśnym, a na pewno jego środowiskiem nie są lasy iglaste, które dominują na naszych terenach. W lesie jeż ma samych wrogów - kuny, lisy, jenoty, borsuki. Jeśli wywozimy jeża do lasu, to stanie się on posiłkiem dla żyjących tam drapieżników. Polowanie na jeża nie jest łatwe, ale głodny lis ma na to sposoby. Potrafi czekać godzinami i obsikiwać jeża, żeby zmusi go do zmiany pozycji i dobrać się do jego miękkiego podbrzusza.

Beata Woźniacka: - Najłatwiej wyrządzić krzywdę jeżowi przez niewiedzę. Na przykład wywożąc go do lasu.
nadesłane

Kolczasty wieniec

Jeże wybierają siedliska na skraju lasu, blisko siedzib ludzkich - w ogrodach, parkach, na cmentarzach, przy boiskach. Dlatego nie należy się dziwić, gdy znajdujemy jeża w szopce na podwórzu przy ul. Gdańskiej w Bydgoszczy albo w centrum Torunia.

- Pewien pan znalazł samicę jeża na Podmurnej, w samym centrum toruńskiej Starówki - wspomina Beata Woźniacka. - Gdy tylko doniósł ją do domu, urodziła małe. Czasem ludzie dzwonią i mówią, że porządkowali grób po pogrzebie i w wieńcu znaleźli uwite gniazdo jeża.

Wielkim niebezpieczeństwem dla jeży jest wywożenie samic, które po porodzie i dwóch tygodniach przebywania z małymi w gnieździe (bez picia i jedzenia) wyruszają po pożywienie. To jest wyjątkowa sytuacja, gdy jeż żeruje w ciągu dnia. Ludzie w odruchu serca często zabierają wówczas jeża do lasu. W efekcie matka staje się ofiarą drapieżników, a młode umierają z głodu.

Problemem jest również mit o wściekliznie wśród jeży. Opiekunowie jeżowego przytuliska w Solcu nigdy nie zetknęli się z takim przypadkiem.

- Jeże mają słaby wzrok, ale znakomity słuch i węch - tłumaczy Beata Woźniacka. - Gdy po zimie jeż trafia na wybieg, wszystko pachnie inaczej niż on. Zapach jeża zwraca na niego uwagę drapieżnika, dlatego jeż musi szybko upodobnić się zapachowo do otoczenia. Gryzie wówczas mech, korę i obficie się ślini, aby tą śliną z zapachem otoczenia pokryć swoje ciało.

Beata Woźniacka: - Najłatwiej wyrządzić krzywdę jeżowi przez niewiedzę. Na przykład wywożąc go do lasu.
nadesłane Jeż z jabłkiem? To fałszywe zestawienie powstało jeszcze w starożytności. Przysmakiem jeża są owady, zwłaszcza drewnojady i ślimaki. Dlatego uważajmy z trutkami w ogrodzie!

Zabójcza pobudka

Niebawem nastaną kolejne dni grozy dla jeży - czas odpalania fajerwerków.

- Proces zasypiania jeża jest dość złożony wyjaśnia Tomasz Głowski. - Trwa około 7 dni. Porównuję to czasem do sondy kosmicznej, która, gdy leci w przestrzeń i nie będzie przez jakiś czas używana. Wyłącza się wówczas poszczególne procesy, stopniowo przez kilka dni. Tak samo wyłączają się układy życiowe jeża. Gdy zakłócony zostanie ten proces, gwałtowne wybudzenie może spowodować nawet śmierć jeża. Często zdarza się, że wybudzenie następuje wskutek hałasu fajerwerków (taki przypadek mieliśmy na przykład w podtoruńskim Przysieku). Gdy zatem w zimie znajdziemy na zewnątrz jeża, trzeba doprowadzić naturalnie do pełnego wybudzenia, a później wyżywić go, aby nabrał pełnej wagi i spowodować, żeby znowu zaczął zasypiać w niskiej temperaturze.

W Solcu proces ten następuje w specjalnie do tego celu postawionym pawilonie -hiberantorium. Znalazły się tu jeże, które osiągnęły co najmniej 750 gramów i mogą przeżyć hibernację. Aby oszczędzić im trudu przygotowań (podczas którego mogłyby gubić wagę) zimę przeżyją w specjalnie zaprojektowanych hiberantorach. Każdy składa się z dwóch pomieszczeń - wybiegu i „sypialni”, w której każdy lokator przygotowuje własne gniazdo ze słomy i liści. Wiosną pensjonariusze będą wypuszczani na wolność.

- Na powrót do naturalnych warunków liczyć może około 90 proc. - precyzuje Tomasz Głowski. - Pozostali to już nasi stali rezydenci, bo nie można wypuścić inwalidów. W momencie, gdy przenosimy je z domu na podwórze, nagle coś się przestawia. Już nie podchodzą, nie lubią być brane na ręce, stroszą igły i fukają. Uruchamia się w nich nagle tryb „dzikie zwierzę”.

Według Tomasza Głowskiego empatii wobec losu zwierząt jest jednak coraz więcej: - Kiedyś zadzwoniła firma prowadząca prace na Fordonie, że do wykopu wpadł jeż. Pojechałem go odebrać i cała historia zakończyła się dobrze. Ale przecież kiedyś załatwiono by sprawę za pomocą łopaty. Jestem pod wrażeniem strażników miejskich z Torunia, którzy nie lekceważą żadnego zgłoszenia. Zorganizowali nawet specjalne szkolenie na temat postępowania z jeżami.

- Kontaktują się z nami niesamowici ludzie - podkreśla Beata Woźniacka. - Kiedyś młody chłopak przyjechał cinquecento z Zabrza z potrąconą przez samochód samicą jeża, która nazwaliśmy Zabrzanką. Wielu ludzi pomaga nam z dobrej woli, przywozi karmę dla kotów (przysmak jeży) i materiały.

Ale bywa i odwrotnie. - Przy jeżach trzeba ciągle chodzić. Nie tylko sprzątać, ale i podawać lekarstwa, czyścić rany, doglądać maluchów. Wszystko to robimy po pracy, w wolnym czasie. Tym bardziej przykre są telefony w tonie roszczeniowym, czasem z komentarzami „to za co wam płacą”.

Gorycz mija, gdy do psa pani Beaty (znalezionego w lesie) i kota dołącza jeż. Ostatnio jeden z pensjonariuszy wylizał przyrządy do kominka i dokładnie zamaskował swoje igły popiołem i sadzą. Żaden drapieżnik już go w domu Woźniackich nie znajdzie.

- Jak ich nie kochać? - pyta Beata Woźniacka.

PS. Więcej informacji o soleckich przyjaciołach jeży na stronie naszejeze.org

Adam Willma

Żyjący w coraz mniej oczywistym świecie ze stałym uczuciem deja vu. Nałogowy słuchacz ludzkich historii i muzyki sprzed trzech stuleci.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.