Ksiądz Karol Milik, pierwszy administrator apostolski. Wrocław za życia i po śmierci był mu przeznaczony

Czytaj dalej
Fot. polska-org.pl
Iwona Zielinska-Adamczyk

Ksiądz Karol Milik, pierwszy administrator apostolski. Wrocław za życia i po śmierci był mu przeznaczony

Iwona Zielinska-Adamczyk

Chcąc zdobyć zaufanie księży, osadników, umocnić i legitymizować nową władzę na Ziemiach Odzyskanych pozwolono, by 9 maja 1946 roku rocznicowe uroczystości państwowe poprzedzała msza święta odprawiona przez ks. Milika, a w pierwszym rzędzie siedział Władysław Gomułka

Energiczny budowniczy, społecznik, edukator, szykanowany, inwigilowany przez Urząd Bezpieczeństwa, internowany, „ukarany” przez Kościół, zapomniany przez historię. Ksiądz Karol Milik w 1945 roku pierwszy polski administrator apostolski dóbr kościelnych na Dolnym Śląsku. W swoim testamencie prosił, by po śmierci jego szczątki mogły spocząć we Wrocławiu, z którego bezpieka wygnała go w 1951 roku.

W dostojnym wnętrzu wrocławskiej katedry, w kaplicy św. Kazimierza, obok ludzkich wymiarów nagrobnej płyty znanego na Dolnym Śląsku kardynała Bolesława Kominka, znajdziemy niedużą tablicę z podobizną księdza infułata dr. Karola Milika, administratora apostolskiego we Wrocławiu w latach 1945-1951. Tak więc prośba księdza została spełniona. Leży tu od 1976 roku. Wyjątkowo musiał pokochać to miasto, w którym przyszło mu się zmagać z powojenną rzeczywistością.

Prorocza pocztówka

Kilkadziesiąt lat wcześniej, w 1938 roku, w życiorysie Milika znajdziemy zaskakującą opowieść o pocztówce, którą kolportowano na Międzynarodowych Targach Poznańskich tuż przed wybuchem II wojny światowej. Miała być na niej mapa Polski czasów Chrobrego i Jagiellonów, z zaznaczonymi ziemiami niemieckiego wówczas Śląska, z polskimi nazwami Szczecina i Wrocławia. Zdaniem jednych, Milik był autorem proroczej grafiki, zdaniem innych - jedynie kolportował druk tysięcy ulotek. Ten fakt dobrze zapamiętali Niemcy. Gestapo ścigało księdza po rozpoczęciu II wojny światowej, a on w konspiracji dalej robił swoje. Pod panieńskim nazwiskiem matki, jako Karol Bargieł. Tworzył w Poznaniu i konspiracyjnie, już w czasie wojny w Warszawie, sieć Towarzystwa Czytelni Ludowych, współpracował z tajną organizacją „Ojczyzna”. Brał udział w powstaniu warszawskim. Po upadku powstania razem z ludnością cywilną miał zostać wywieziony w głąb Rzeszy. Udało mu się uciec z transportu. Ukrywał się u polskich znajomych, a wiosną 1945 r. przedostał się do Poznania. Potem, latem na polecenie prymasa Polski, kardynała Augusta Hlonda, trafił do Wrocławia z misją odbudowy polskiego Kościoła, w znaczeniu i fizycznym, i duchowym. Diecezja terytorialnie była w rozsypce - przygraniczna część terenów Dolnego Śląska należała wówczas do diecezji praskiej, część do diecezji miśnieńskiej. Dlatego kardynał Hlond postanowił utworzyć zupełnie nową archidiecezję. Powstała archidiecezja wrocławska, która przypadła Milikowi, i osobno dla Śląska Opolskiego, gdzie trafił arcybiskup Kominek, późniejszy szef archidiecezji wrocławskiej.

Energiczny i przedsiębiorczy

Joanna Hytrek-Hryciuk, historyczka z IPN, opowiada: - Milik był osobą kontrowersyjną z punktu widzenia urzędu bezpieczeństwa i ówczesnych władz państwowych. Bardzo energiczny i zaangażowany w swój cel przystąpił do odbudowy struktur kościelnych, administracji, kościołów, edukacji. Uruchomił seminarium duchowne i szkoły dla katechetek.

Uważam, że Milikowi Wrocław był pisany. Urodził się w 1892 roku na Śląsku Cieszyńskim, jeszcze pod panowaniem Habs-burgów. W tym czasie diecezja wrocławska sięgała aż do tych terenów. Pochodził z rodziny polskojęzycznych katolików. Edukacje pobierał w języku niemieckim, a kształcił się na terenie Czech, w seminarium dla kleryków z diecezji wrocławskiej. Skończył prawo kanoniczne na Uniwersytecie Jagiellońskim. W czasie pierwszej wojny był kapelanem wojskowym, dla ludzi różnych przecież narodowości i kultur. Znał doskonale polityczne problemy narodowościowe i przygraniczne. Gdy skończył seminarium w 1915 roku, przyjął święcenia kapłańskie od przedwojennego wrocławskiego biskupa Adolfa Bertrama.

Ksiądz profesor Józef Pater w biografii Milika, wydanej trzy lata temu, a opierającej się na pamiętnikach księdza infułata, pisze, że gdy Karol studiował teologię w Czechach, przyjechał do Wrocławia na pogrzeb jednego z kościelnych hierarchów i spotkał się tu ze studentami z Koła Polskiego. Po wyjściu z wrocławskiej katedry miał się zastanawiać : „Czy kiedykolwiek w tej katedrze zabrzmi jeszcze polski śpiew?”. Tak właśnie się stało w 1950 roku, gdy dzięki pracy księdza katedrę odbudowano.

Dzięki księdzu profesorowi Paterowi wiemy też, że we wrześniu 1945 roku „Wraz z objęciem urzędowania ks. Milik wystosował pierwszy list pasterski zaczynający się od słów: „Co człowiek sieje, to też żąć będzie” (Gal. 6,8), a zachęcający wszystkich przybywających Polaków do osiedlania się i zagospodarowywania powierzonych im ziem. Podobny wydźwięk miały następne listy. Pisał w nich: „Polak stanął na dolnośląskiej Ziemi po to, by ją uprawiał, albowiem każdy chwast na tej ziemi ubliża nam, a każdy uprawiony zagon jest naszą chlubą”. Wymowne jest także wołanie administratora apostolskiego o rozmnażanie chleba: „Widziałem na dolnośląskim powojennym ugorze matkę i syna, ciągnących lekki pług i przygotowujących ziemię pod zasiew. Niech będą po stokroć błogosławieni za ten przekorny trud dla rozmnażania chleba”.

We Wrocławiu latem 1945 roku zastało go morze gruzów. Miasto było zniszczone w 80 proc. Całkowicie zbombardowano 10 kościołów, 16 było spalonych w ponad 50 procentach. Do użytku nadawały się jedynie świątynie: św. Bonifacego, św. Antoniego oraz kościół pod wezwaniem Trójcy Przenajświętszej Ojców Bonifratrów. Na terytorium administracji apostolskiej Dolnego Śląska uległy zniszczeniu 273 świątynie. W czasie swych rządów ks. inf. Karol Milik zainicjował odbudowę około 200 kościołów.

Z kronik o walkach w Festung Breslau niemieckiego księdza Paula Peikerta dowiadujemy się, że w 1945 r., w czasie walk i pożarów wielkanocnych, uległy zniszczeniu: katedra, kościoły na Piasku, św. Wincentego, św. Wojciecha, św. Maurycego, św. Michała, św. Mikołaja.

Na pl. Strzegomskim stał okazały kościół św. Pawła, wysadzony przez SS, ten nigdy nie został odbudowany. Dziś na jego miejscu stoi Dolmed. Z jednego ze wspomnieniowych opisów dowiadujemy się o niezwykłej ruinie kościoła św. Dominika, gdzie w kompletnie zrujnowanym kościele ocalała kaplica z trumną kryjącą prochy bł. Czesława Odrowąża, ciemna i malutka sąsiadowała z zupełnie zniszczoną nawą główną. Ksiądz Milik, chodząc kilka miesięcy później wśród gruzów, przyrzekał jak najszybsze odbudowanie w pierwszej kolejności i katedry, i kościoła z ocalałą kaplicą bł. Czesława i jego doczesnych szczątków. W grudniu 1945 roku prosił ówczesnego wojewodę Stanisława Piaskowskiego (PPS) o wsparcie. Pisał, że jest to pamiątka polska, której uratowanie leży w interesie całej Polski, że świątynia uległa zupełnemu zburzeniu przez bomby, ale grób, z kopułą nad nim, cudownie ocalał, że kopuła w każdej chwili groziła zawaleniem, i to wprost na grób bł. Czesława, który jest przecież symbolem polskich tradycji na tych ziemiach. Udało się. Kaplica została dość szybko odrestaurowana. A w 1963 roku Watykan ogłosił bł. Czesława patronem Wrocławia.

Był władzy potrzebny

Do 1947 roku władza ludowa przychylnym okiem patrzyła na pracę księdza Milika. Nie tylko zdjął jej z głowy problem z zabytkowymi budowlami, ale tworząc we Wrocławiu oddział krakowskiego Caritasu, wypełniał charytatywnie zadania opieki socjalnej i wyręczał państwo. Stworzył diecezjalną Caritas i 308 jej oddziałów w terenie. Współpracował z Czerwonym Krzyżem w Szwajcarii i Centralnym Biurem Dobroczynnym we Włoszech. Dzięki temu do coraz liczniej napływających osadników z centralnej Polski i wypędzonych z polskich Kresów Wschodnich trafiała żywność, lekarstwa, odzież, sprzęt medyczny.

Władza wiedziała, że tłumy wysiadające na Nadodrzu czy Brochowie w pierwszej kolejności, szczególnie dotyczyło to repatriantów ze Wschodu, szukali polskich kościołów i księży, z prośbą o pomoc.

Gdy Milik trafił do Wrocławia, na terytorium administracji apostolskiej Dolnego Śląska mieszkało około 880 000 katolików, w tym około 500 000 katolików polskiej narodowości. Po dwóch latach było już ich o milion więcej. Księży niemieckich było ponad pięciuset, a księży polskich zaledwie 49. Księża ci pracowali w 463 parafiach. Na apel Milika do zakonów w Polsce do pracy na teren Dolnego Śląska przybyło ponad 200 zakonników i ponad 2000 sióstr zakonnych.

Władzom bardzo zależało na zasiedlaniu nowych ziem przez Polaków i to ułatwiała im właśnie działalność parafii tworzonych przez Milika. To księża niosąc posługę duchową i wsparcie socjalne swoim wiernym przekonywali, że warto tu zostać, że te ziemie już będą polskie. Byli nie tylko księżmi, ale i dobrze wykształceni nauczycielami przedmiotów w szkołach. To wokół parafii tworzonych przez Milika tworzyły się nowe organizmy społeczne. Do księdza administratora Milika apelował wojewoda Piasecki o konieczność zwiększania liczby „dobrych księży”. Nawet wojskowe władze radzieckie zdawały sobie sprawę z wagi polskiego Kościoła i swoimi sposobami powiększali grono księży, wyłapując ich w pociągach i wyznaczając cel wędrówki: ziemie zachodnie.

Chcąc zdobyć i zaufanie księży, i osadników, umocnić i legitymizować politycznie nową władzę na tzw. Ziemiach Odzyskanych pozwolono, by 9 maja 1945 roku rocznicowe uroczystości państwowe poprzedzała msza święta odprawiona przez administratora apostolskiego księdza Milika. Przed ołtarzem na pl. Wolności we Wrocławiu, w pierwszym rzędzie siedzieli m.in.: Władysław Gomułka, wiceprzewodniczący Krajowej Rady Narodowej Stanisław Szwalbe z PPS, dowódca Dolnośląskiego Okręgu Wojskowego gen. Stanisław Popławski, prezydent Wrocławia Bolesław Drobner i wojewoda Piasecki.

Pod koniec lat czterdziestych zaczęły się kłopoty. Władze już nie były przychylne. Sprzeciwiały się rozwojowi Kościoła, kształceniu kleryków w ramach Uniwersytetu Wrocławskiego. Milik powołał więc sam Wyższe Seminarium Duchowne we Wrocławiu i oddział w Żaganiu. Zorganizował również kształcenie katechetek. Rozpoczęła się likwidacja organizacji katolickich, inwigilowanie księży. Milik jednak był uparty i trzymał się swojej misji: „Ziemia polska to ziemia krzyżów, jako drogowskaz kultury chrześcijańskiej. Ruch hitlerowski ściął te krzyże, postawimy je na nowo”. Tym razem do ścinania krzyży zabrała się władza ludowa.

Kazimiera Jaworska, profesor Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu, tak pisze o tym czasie: „... Rok 1949 rozpoczął czas surowych represji reżimu komunistycznego wobec Kościoła katolickiego w Polsce, trwający do jesieni 1956 r. Celem było utrudnienie funkcjonowania Administracji Apostolskiej Dolnego Śląska oraz sprawowania urzędu administratora apostolskiego przez ks. dr. Karola Milika, zarzucając mu współpracę z podziemiem, obcym wywiadem oraz podejmowanie prób opanowania klasy robotniczej i młodzieży. Jako środek do zwalczania duchowieństwa proponował stosowanie kontroli gospodarczej i podatkowej wobec instytucji kościelnych. Stopniowo ograniczano także udział duchowieństwa w uroczystościach państwowych. Coraz częściej zmuszano młodzież do udziału w różnego rodzaju zajęciach w niedziele i święta, aby uniemożliwić im udział w praktykach religijnych. Mocno zaktywizował się ZMP, a przynależność do tej organizacji stawała się wręcz obowiązkowa. (...) Przełomowy w dziejach Kościoła na Dolnym Śląsku był rok 1951. Dnia 26 stycznia tego roku we wszystkich administraturach apostolskich na ziemiach zachodnich i północnych władze komunistyczne dokonały zmiany ich rządców. Dotychczasowi, mianowani przez prymasa Augusta Hlonda, zostali usunięci, a ich miejsce zajęli duchowni dyspozycyjni wobec władz państwowych. Po aresztowaniu ks. dr. Karola Milika na czele administratury apostolskiej we Wrocławiu stanął ks. Kazimierz Lagosz”.

Mecenas Andrzej Jochelson, prawnik kurii i bliski znajomy księdza Milika, aresztowany przez UB, mocno, na własnej skórze, doświadczył, jak bardzo władze bezpieczeństwa chciały się pozbyć księdza Karola. Przez pięć godzin bito go i zmuszano do zeznań: „Chodziło o to, abym obciążył jakimś przestępstwem, choćby tzw. szeptanką, Księdza Administratora Apostolskiego Milika. W naszych rozmowach nigdy żadnej „szeptanki” nie było. Dla przyszłych pokoleń:„szeptanka” to pomówienie (najczęściej żartobliwe lub w formie plotki) władzy państwowej lub organu partii albo sprzymierzeńca i jego organów. Oczywiście mówiłem tylko prawdę, a w niej nie było nic obrażającego ani mnie, ani Ks. Infułata Milika. Pisałem życiorys oraz charakterystykę Ks. Infułata. Po przeczytaniu tych moich pism przesłuchujący oświadczył, że tak pozytywnej charakterystyki nawet sam ksiądz Milik nie byłby napisał. Gdy wreszcie ściemniało, przesłuchanie się zakończyło i zapłonęły lampy, przesłuchujący powiedział mi: „Jesteście, mecenasie, twardy, trzeba was zmiękczyć”. Znalazłem się w karcu, jakby w trumnie za życia”. Pisał Jochelson w swoich wspomnieniach o śledztwie z roku 1950.

Po księdza Milika UB przyjechało 26 stycznia 1951 roku, rano. Zanim wepchnęli go do samochodu próbowali zmusić do podpisania różnych papierów. Nie uległ.

Jako miejsce odosobnienia wskazano mu klasztor Kapucynów w Rywałdzie Królewskim. Mógł poruszać się po całym klasztorze i ogrodzie, jednak nie mógł opuścić terenu odosobnienia. Podobnie jak kardynał Stefan Wyszyński, który trafił do tego samego miejsca dwa lata później, ale Milika tam już nie było. Znalazł się w klasztorze w Pobiedziskach.

Po odwilży w 1956 r. mógł wybrać kościół w jakiejkolwiek miejscowości w Polsce poza ziemiami północnymi i zachodnimi, bo te były poddane eksperymentowi ateizacji, za co między innymi zapłacił swoją bezkompromisową postawą ksiądz Milik. Trafił więc najpierw do Warszawy, potem do Gorzowa Wlkp., gdzie schorowany umarł w wieku 84 lat.

Niemieckie donosy

Historyk Tadeusz Serwatka, podobnie jak i inni badacze historii Kościoła zastanawiają się nad zepchnięciem w cień postaci Milika: „Karol Milik należał we Wrocławiu do „najtwardszych” przeciwników systemu prosowieckiego i dlatego też znajdował się pod szczególną obserwacją bezpieki i partii. Także po pamiętnym październiku roku

1956, jako jedyny z represjonowanych w czasach stalinowskich hierarchów kościelnych nie został oficjalnie i do końca „zrehabilitowany”. Jako jedyny z 5 administratorów mianowanych 1 września 1945 r. przez Hlonda na ziemie zachodnie - nie otrzymał później formalnej sakry biskupiej. Notabene, zadziwia mnie tutaj swego rodzaju niefrasobliwość prymasa Wyszyńskiego w kontekście sprawiedliwego zadośćuczynienia Milikowi za jego krzywdy w okresie stalinowskim (1951-1956), kiedy był internowany lub inwigilowany”.

Ksiądz Józef Pater na spotkaniach autorskich promujących biografię Milika odpowiadał na podobne pytania: - To nie Wyszyński stał na drodze do sakry biskupiej dla Milika, a sam Watykan. Kardynał Hlond opowiedział Wyszyńskiemu, że gdy był w Watykanie, by świadczyć za Milikiem przyniesiono mu cztery walizy listów skarg i donosów na zarządcę wrocławskiego Kościoła. Pisane przez księży i wiernych niemieckich, zarzucających Milikowi wprowadzanie do Kościoła polskiego nacjonalizmu, ale i polskich duchownych, którym bardzo przeszkadzał brak elastyczności i twarde zasady księdza.

Watykan chętnie jak widać, aż do dzisiaj wsłuchał się w żale niemieckich wiernych wysiedlonych z ziem, które za własną przyczyną utracili.

Zgłoś kandydata

JAK powstanie galeria

Na miano Ojca Założyciela Dolnego Śląska zasługuje wielu wspaniałych ludzi, którzy dali początek naszego życia na tej ziemi. W każdej ze 169 gmin naszego regionu. I z tych postaci chcemy stworzyć Galerię Dolnoślązaków. Kandydatów do niej będziemy prezentowali raz w tygodniu na łamach „Gazety Wrocławskiej” i w specjalnej sekcji naszego serwisu internetowego. A z czasem utworzymy osobną stronę. Do końca roku chcemy zakończyć pierwszy etap tworzenia Galerii, czyli wydać książkę poświęconą tym zasłużonym postaciom. Kto do niej trafi z grona zgłoszonych i przedstawionych kandydatów, o tym zdecydują historycy, przedstawiciele marszałka województwa i wojewody, a także dziennikarze. Ale to dopiero pierwszy etap tworzenia Galerii. W przyszłym roku chcemy otworzyć stałą wystawę w gmachu Urzędu Wojewódzkiego, w którym obraduje również Sejmik Województwa Dolnośląskiego. Wystawa będzie miała wersję mobilną, co umożliwi nam pokazanie jej mieszkańcom różnych miejscowości Dolnego Śląska. Ponadto w przyszłym roku rozpoczniemy produkcję filmu poświęconego Ojcom Założycielom, których przez lata nazywano pionierami. Na propozycję postaci do Galerii czekamy pod adresem pionierzy@gazeta.wroc.pl

Iwona Zielinska-Adamczyk

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.