Krzysztof Kucharski: Piotr Omnibus

Czytaj dalej
Krzysztof Kucharski

Krzysztof Kucharski: Piotr Omnibus

Krzysztof Kucharski

Piotra Bikonta nie ma i trudno mi to przyjąć do wiadomości. W miniony wtorek dachował w renault scenic na S-1, jadąc w kierunku Tych. Wracał do domu po spektaklu.

Piotra znałem z czasów Jego fascynacji Teatrem Grotowskiego. Poważnie myślał, by dostać się do tego zespołu i robić tam cokolwiek, do czego się przyda. I przydał się jako tłumacz, Był wtedy studentem filologii angielskiej. Ale jako tłumacz oficjalnie zaczął od przekładu manifestu pokolenia Beat Generations - poematu „Skowyt” Ginsberga - i wydrukował go na łamach łódzkiego kwartalnika „Puls”, który skupiał lokalnych sympatyków opozycyjnego wobec władzy KOR-u. Piotr był współpracownikiem tego Komitetu.

Dyplom reżysera obronił w łódzkiej „Filmówce”. Pozwolił Mu on zrobić kilka wyjątkowych filmów dokumentalnych, m.in. o obradach Okrągłego Stołu, ale przede wszystkim w teatrze posmakować dramatów różnych „odmieńców i buntowników”. Najbliżej Mu było do teatru absurdu i teatru panicznego, to też na swój reżyserski debiut w łódzkim Teatrze Studyjnym wybrał „Architekta i cesarza Asyrii” Arra-bala. Potem reżyserował sztuki Ionesco, Topora, czy Dario Fo, ale też Marcina Świetlickiego, czy… Długosza. No, bo historia pasjonowała go szczególnie. Trudno też sobie wyobrazić lepszy aktorski debiut w filmie - zagrał niewielki epizodzik u Zanussiego w „Roku spokojnego słońca”. Potem pojawiał się jeszcze w komediach spółki Konecki - Saramonowicz.

Czy było coś, co nie rozpalało Jego wyobraźni? O kuchni zaczął pisać niby przypadkowo, bo też wcześniej, włócząc się po całej Polsce, zaglądał do każdej przydrożnej knajpy i nie tylko wybierał lokalne smakowitości, ale też zadawał dziesiątki pytań. Był wyjątkowym smakoszem i bywał w tym względzie bardzo surowy czasami. Patrz: „Polska. Nawigator kulinarny”.

Wspaniały azyl (na wolne chwile) znalazł w Folwarku Badowo, gdzie też razem w zaprzyjaźnionymi aktorami dla czystej przyjemności bawił się w swój teatr, którego był jedynym reżyserem, a po spektaklach zapraszał na biesiadę, w menu której też miał swój udział. Jednym z jego najbardziej szalonych pomysłów była formacja „Pociąg Towarowy”, w której pod wodzą Bikonta muzycy (m.in.: Stańko, Kiniorski, Knitel, Przybielski) ilustrowali improwizacjami fragmenty filmów. A zaczęła się ta przygoda we wrocławskich klubach jazzowych. Tylko czy była ona bardziej zwariowana od mówionej gazety „Gadający pies”? Prowadził ją razem z Maciejem Piotrem Prusem w krakowskim klubie… „Piękny Pies”. Każdy mógł pojawić się w tej gazecie pod warunkiem, że nie przekroczy limitu czasu (5 minut). Była ona zresztą inspiracją dla wrocławskiego cyklu „Gadki Szmatki Literatki”.

Piotr we Wrocławiu mieszkał przez dziesięć lat. Ba, podstawówkę kończył razem z Władkiem Frasyniukiem. I potem przez resztę życia do Wrocławia miał szczególny sentyment. Czuł się tu jak u siebie. To On wymyślił kulinarne święto na wrocławskim Rynku „Europa na widelcu”. Pędził przez całe życie... Piotrze, chciałem oddać ten Twój rytm gonitwy z miejsca na miejsce z wiatrem wtór… Musisz wiedzieć, że byłeś najwspanialszym kompanem wspólnych biesiad… 29 czerwca 2017

Krzysztof Kucharski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.