Krakowski Oddział IPN i "Dziennik Polski" przypominają. Zbrodnia i kara Wilhelma Haase

Czytaj dalej
Fot. archiwum IPN
Roman Gieroń, historyk, pracownik IPN Oddział w Krakowie

Krakowski Oddział IPN i "Dziennik Polski" przypominają. Zbrodnia i kara Wilhelma Haase

Roman Gieroń, historyk, pracownik IPN Oddział w Krakowie

23 maja 1952. Wyroki śmierci na niemieckich zbrodniarzach wojennych wykonywano w krakowskim więzieniu przy ul. Montelupich Jednym ze skazanych wyższych funkcjonariuszy SS był Wilhelm Haase 23 maja 1952 r. o godzinie 6.15 został doprowadzony przed szubienicę.

Po zakończeniu drugiej wojny światowej w Polsce odbywały się ważne procesy przeciwko niemieckim zbrodniarzom wojennym. Większość toczyła się w latach czterdziestych. W Krakowie sądzono Amona Götha, Josefa Bühlera, członków załogi obozów Auschwitz i Płaszów.

Akcja „Reinhardt”

Konsekwencją przegranej wojny obronnej 1939 r. był podział państwa polskiego i dwie okupacje, niemiecka i sowiecka. Na obszarze niemieckiej władzy znalazły się ponad 2 miliony polskich Żydów. Już od przejęcia rządów w 1933 r. niemieccy narodowi socjaliści uczynili antysemityzm rasowy naczelną zasadą polityki państwa, dlatego decydenci w Berlinie zaczęli poszukiwać rozwiązania „problemu żydowskiego”.

W konsekwencji okupowane ziemie polskie stały się tragicznym „laboratorium badawczym”. Ostateczny cel był realizowany stopniowo poprzez etapy pośrednie. W pałacu w berlińskiej dzielnicy Wannsee 20 stycznia 1942 r. ustalono logistykę planu wymordowania wszystkich europejskich Żydów.

W nocy z 16 na 17 marca 1942 r. zaczęła się akcja „Reinhardt”. Kryptonim ten oznaczał bezpośrednią eksterminację ludności żydowskiej na obszarze Generalnego Gubernatorstwa. Rozpoczęły się deportacje do obozów zagłady i masowe mordy.

W ciągu kilkunastu miesięcy historia polskich Żydów została przerwana. Po masowych „akcjach wysiedleńczych” w 1942 r. pozostawiono na obszarze Małopolski tylko trzy getta szczątkowe: krakowskie, bocheńskie i tarnowskie. Ostatecznie zostały one zlikwidowane wiosną i jesienią następnego roku. Akcjami w Krakowie i Bochni dowodził SS-Sturmbannführer Wilhelm Haase.

Świadkowie

„Haase był dość wysoki, szczupły, siwawy, miał stalowe oczy, nosił prawie zawsze cwikier” - tak zapamiętał go Tadeusz Pankiewicz prowadzący, za zgodą Niemców, aptekę w getcie krakowskim. Według zeznań tego świadka Haase brał udział w każdej akcji w żydowskiej dzielnicy mieszkaniowej na Podgórzu: „widziałem, że on tam rozkazuje i wszyscy do niego zwracali się po polecenia, jemu meldowano, jaką liczbę osób rozstrzelano, ile przeznaczono na wywiezienie”.

13 marca 1943 r. rozpoczęła się ostateczna likwidacja getta w Krakowie. W ciągu dwóch dni Niemcy zamordowali w dzielnicy ok. 2 tys. osób, tyle samo wysłali do Auschwitz. Po wojnie Leib Salpeter zeznawał: „wymienionym Żydom, żeby się nie łudzili, by wiedzieli, że idą na śmierć, zabrano wszystkie pakunki, które mieli z sobą i zostawiono je na placu Zgody. (…) Żydzi, których od razu nie zabito - dobijano. Matki z dziećmi w objęciach przeszyte kulami. Taki był ostatni akt tragedii Żydów, przebywających w getcie krakowskim”. Pozostałych blisko 8 tys. Żydów skierowano do Płaszowa.

Akcja w Bochni nastąpiła pół roku później. Dzielnica żydowska została otoczona przez siły policyjne. Rozstrzeliwano ukrywających się, masakrowano chorych, dzieci i starszych. Ada Lammensdorf w liście do koleżanki pisała: „tu jest piekło (…) Wiesz, że oni palą nasze zwłoki na stosach (…) Jestem u kresu. I nie widzę ratunku”. Ocalony z zagłady Henryk Mondheit zeznawał, że „Haase stał cały czas przy selekcji dzieci, które zaraz na miejscu zastrzelono”.

Większość pozostałych przy życiu przewieziono do Auschwitz. W getcie pozostawiono około 250 osób, które miały porządkować jego teren. „Gdy okazało się przy końcu, że zamiast 250 zostało 270 osób dla uporządkowania obozu Haase się wściekł i krzyknął: nic mnie to nie obchodzi ma zostać 250 ludzi”. W październiku 1943 r. większość z pozostałych w getcie została przeniesiona do obozu w Szebniach.

Zgłaszający się po wojnie do prokuratury ocalali z zagłady Żydzi opowiadali również o innych zbrodniach Sturmbannführera. „Każda inspekcja Haasego w obozie płaszowskim przynosiła ze sobą likwidację części więźniów obozu - zeznawał Wolf Tannenbaum - na oczach nas wszystkich powieszono inżyniera i następnie przystąpiono do wieszania chłopca. W pewnej chwili stryczek się urwał i chłopiec począł błagać Hassego i Götha o darowania mu życia. Na jego prośbę Haase odpowiedział z przekleństwem „ty psie, musisz umrzeć” po czym rozporządził zakończenie egzekucji”.

Proces

Wilhelm Haase tytułował się przedrostkiem „von”. Pełnił stanowisko szefa sztabu dowódcy SS i Policji dystryktu krakowskiego. Był przełożonym „ludobójcy z Płaszowa” Amona Götha. Przed wybuchem drugiej wojny światowej prowadził normalne życie. Urodził się 17 maja 1906 r. w Berlinie, w mieszczańskiej rodzinie Wilhelma i Marii z domu Tokarskiej. W latach trzydziestych studiował w Berlinie. W 1935 r. ożenił się.

W tym samym roku wstąpił do NSDAP. Instrukcje Himmlera mówiły, że „każda zdrowa rodzina SS miała mieć przynajmniej pięcioro dzieci”. Willi miał ich czworo. Na co dzień dobry ojciec rodziny. W służbie Rzeszy odpowiadał za mordowanie mężczyzn, kobiet i dzieci.

Jako zbrodniarz wojenny został w 1950 r. wydany w ręce władz Polski „ludowej”. Od stycznia do marca 1951 r. był przesłuchiwany w warszawskim więzieniu na Mokotowie. Następnie został przewieziony do więzienia przy ul. Montelupich w Krakowie. Postępowanie prowadzono na podstawie dekretu z 31 sierpnia 1944 r., tzw. „sierpniówki”. Rozprawa toczyła się przed Sądem Wojewódzkim w Krakowie.

Wilhelm Haase przyjął tradycyjną dla niemieckich zbrodniarzy linię obrony. Z jego zeznań wynikało, że to jego zwierzchnicy popełniali zbrodnie, a on tylko wykonywał ich polecenia. Jednocześnie zaprzeczał stawianym zarzutom. Sąd skazał go na karę śmierci. Uzasadnienie zawierało wiele drastycznych opisów, podkreślających sadyzm i bezwzględność oskarżonego. Wyrok wykonano przez powieszenie 23 maja 1952 r.

Czy najwięksi przestępcy wojenni byli jedynie urzędnikami i żołnierzami wykonującymi rozkazy? Liczne dowody w sprawie Wilhelma Haase wykazały, że nie był on biernym wykonawcą poleceń, ale również kreatywnym i aktywnie działającym zbrodniarzem.

Dotychczas prowadzone badania pokazały, że niemieccy sprawcy przejawiali znaczną inicjatywę. Pracując dla Hitlera, prześcigali się w wysiłkach, wykazywali się niebywałą pomysłowością. Dokumentacja ze sprawy Wilhelma Haase jest cennym źródłem, poszerza bowiem naszą wiedzę na temat Holokaustu, mechanizmów mordowania oraz perspektywy ofiar i katów.

Los innych sprawców

Siedem lat temu instytut Forsa przeprowadził badanie na temat stosunku Niemców do Holokaustu.

21 proc. badanych w wieku od 18 do 30 lat nie kojarzyło z niczym słowa Auschwitz. Jak zrozumieć te szokujące wyniki? Heinrich Himmler, Friedrich Wilhelm Krüger i Odilo Globocnik - trzej główni sprawcy zagłady ludności żydowskiej w Generalnym Gubernatorstwie - wkrótce po zakończeniu wojny popełnili samobójstwo.

Polskie sądy po wojnie skazały pewną liczbę funkcjonariuszy żandarmerii uczestniczących w „ostatecznym rozwiązaniu” na tym terenie, jednakże większość uniknęła kary. Ukarano najwyższych przedstawicieli cywilnych władz okupacyjnych. Niemniej jednak większość niemieckich starostów powiatowych nie stanęła przed sądem. Tak samo bezkarni pozostali choćby urzędnicy kolejowi, którzy układali rozkłady tzw. „pociągów specjalnych” do obozów zagłady.

Do dzisiejszego dnia nie zostali o nic oskarżeni...

Cykl powstaje we współpracy z krakowskim oddziałem Instytutu Pamięci Narodowej. Autorzy są historykami, pracownikami IPN.

Roman Gieroń, historyk, pracownik IPN Oddział w Krakowie

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.