Krakowski Oddział IPN i „Dziennik Polski" przypominają. Zagłada wadowickich Żydów

Czytaj dalej
Fot. fot. NAC
Martyna Grądzka-Rejak, historyk, pracownik IPN, Oddział w Krakowie

Krakowski Oddział IPN i „Dziennik Polski" przypominają. Zagłada wadowickich Żydów

Martyna Grądzka-Rejak, historyk, pracownik IPN, Oddział w Krakowie

Lato 1942 r. Niemcy przystępują do pierwszej akcji deportacyjnej Żydów z Wadowic. Rok później tamtejsze getto zlikwidowano. Społeczność żydowska, jak w wielu innych miejscach, już nigdy nie odrodziła. Choć kształtowali rozwój i historię tego miasta, dziś po ich obecności pozostały tylko nieliczne ślady.

Początki gminy żydowskiej w Wadowicach sięgają drugiej połowy XIX w., gdyż do tego czasu obowiązywał tam zakaz osadnictwa dla Żydów, wydany jeszcze przez króla Augusta III Sasa i potwierdzony przez jego następcę, króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. W trakcie zaborów Wadowice znalazły się pod panowaniem austriackim. Na skutek m.in. wydarzeń okresu Wiosny Ludów, społeczność żydowska uzyskała część praw politycznych, zaś Konstytucja grudniowa z 1867 r. zrównała wszystkich obywateli, znosząc tym samym np. wspomniany zakaz osadnictwa.

Pierwszym, któremu zezwolono tam zamieszkać był Baruch Thieberg - powstaniec styczniowy. W kolejnych latach osiedlali się zarówno zasymilowani Żydzi niemieccy, jak i chasydzi. Szukając źródła utrzymania otwierali sklepy i hurtownie. Z czasem dzięki swojej działalności przyczyniali się do rozwoju miasta. Wybudowano tam synagogę, dom przedpogrzebowy, a także założono kirkut - żydowski cmentarz. Funkcjonowała też prywatna mykwa. Gmina żydowska oprócz Wadowic obejmowała też inne okoliczne miejscowości, m.in. Babice, Chocznię, Dąbrówkę, Jaroszowice, Jaszczurową, Kleczę Dolną i Środkową, Kozieniec, Łękawicę, Ponikiew, Radoczę, Tarnawę, Zawadkę i Zembrzyce. W trakcie I wojny światowej wielu Żydów służyło w tutejszym 56. pułku piechoty armii austriackiej, a lokalni lekarze angażowali się w pomoc rannym.

Według spisu ludności z 1921 r., w Wadowicach przebywało 1437 Żydów, stanowiąc około 20 proc. ogółu mieszkańców. Podobnie jak w poprzednich latach, większość z nich trudniła się handlem lub rzemiosłem. W okresie międzywojennym funkcjonowały tam liczne organizacje i stowarzyszenia, np. niosące pomoc potrzebującym, takie jak Bikur Cholim wspierające ubogich chorych, czy Talmud Tora pokrywające koszty edukacji biednych dzieci.

W mieście działały też różnorodne organizacje polityczne, instytucje gospodarcze i społeczne, a nawet Związek Sportowy Makabi. Ocalały Kalman Rübner wspominał: „W Wadowicach przed wybuchem wojny w 1939 r. mieszkało około 400--500 rodzin żydowskich tzn. około 2000 Żydów. Część ludności zajmowała się handlem jarmarcznym. Wozili na jarmarki towary bławatne i galanteryjne. Byli również drobni kupcy i rzemieślnicy jak np. krawcy, szewcy, cholewkarze, fryzjerzy i blacharze”. W okresie kryzysu gospodarczego wiele żydowskich sklepów i warsztatów upadło lub poważnie ucierpiało. Koniec lat 30. przyniósł też akty bojkotu przeciw żydowskim przedsiębiorstwom.

W granicach III Rzeszy

Rankiem 4 września 1939 r. do Wadowic wkroczyły wojska niemieckie. Już na początku okupacji tamtejsza społeczność żydowska doświadczyła szykan, Niemcy podjęli też przeciw niej różne działania prawne. Nakazano m.in., by wszystkie sklepy oddać pod zarząd komisaryczny tzw. mężów zaufania (treuhaenderów). Sala Luftglas wspominała: „W 2 miesiące po wkroczeniu Niemców, zamknięto sklepy żydowskie i wszelki handel był zabroniony. Po kryjomu ludzie wyprzedawali uratowany i ukryty towar. Przepisy o handlu bardzo ostre, za tajny handel wywożono do więzienia do Bielska”. Według Kalmana Rübnera „gdy Niemcy wkroczyli było bardzo mało Żydów w mieście. Później wróciła większa część, a reszta uciekła do GG na wschód. Podczas okupacji żyło w Wadowicach około 1500 ludzi”. Wadowice znalazły się tuż za granicą Generalnego Gubernatorstwa, na obszarach wcielonych w granice III Rzeszy.

W październiku 1939 r. Niemcy spalili synagogę i Bet-Hamidrasz (dom modlitwy). Według relacji Edy Rübner pożar trwał całą dobę. Jetty Goldberger podkreślała, że Niemcy wysadzili oba te budynki dynamitem: „Były ogromne huki, tak, że nawet w sąsiednich domach szyby wypadały, a mieszkańcy częściowo wyprowadzili się”. Żydzi byli później zmuszani do porządkowania ruin po zniszczonej synagodze.

Podobnie jak na innych obszarach kontrolowanych przez Niemców, przystąpiono do oznakowania ludności żydowskiej. Początkowo nakazano im nosić białe opaski z gwiazdą Dawida. Kalman Rübner twierdził, że „W Erew-Rosz-Haszana 1941 roku zostały zastąpione opaski przez żółte tarcze Dawida, które musieliśmy nosić na lewej piersi. Tarcze były przyszyte do ubrania”. Niemcy ograniczali możliwość swobodnego poruszania się Żydów po mieście. Zabronili im chodzić po głównych ulicach. Z czasem wyznaczyli też godziny, w których Żydzi mogli przebywać na terenie miasta. Edy Rübner wspominała „można było wychodzić tylko od 8-11 i od 3-5. Na 3-go Maja wolno było mieszkać, ale wchodzić musiało się tylnymi ulicami”.

Jesienią 1939 r. powołano zarząd gminy żydowskiej, czyli Judenrat, którego zadaniem było administrowanie oraz wykonywanie rozporządzeń. W skład pierwszego Judenratu wchodzili przedstawiciele elity żydowskich mieszkańców miasta: Fingrund Eliasz (przedwojenny sekretarz gminy żydowskiej) i Proper Kalman (przed wojną kasjer banku ludowego). Przewodniczącym pozostał kupiec Rubin Scharfer, przedwojenny prezes gminy. Po pewnym czasie zastąpił go kupiec Bernard Wolf. Istotną figurą był też Baruch Majerczyk, zwany przez ocalałych „komisarzem”. Niemcy powołali też niewielki oddział policji żydowskiej.

Arbeitseinsatz i szopy

Wadowiccy Żydzi byli wykorzystywani do różnych prac. Kobiety najczęściej kierowano do prac porządkowych w budynkach na terenie miasta, a mężczyzn do robót publicznych przy budowie dróg oraz regulacji dopływów Skawy. Członkowie Judenratu starali się organizować miejsca pracy, wierząc, że zapewni to szansę na przetrwanie. Z czasem Niemcy przystąpili do tzw. Arbeitseinsatz, czyli akcji wywożenia ludności do pracy w obozach lub innych miejscowościach, takich jak Otmęt lub Gogolin. W latach 1940 i 1941 r. wysyłano z miasta głównie młodych ludzi.

Z czasem zorganizowano warsztaty, zwane szopami, w których Żydzi pracowali na rzecz gospodarki III Rzeszy. Sala Luftglas wspominała o szopie krawieckim, szyjącym odzież dla wojska. Tak opisywała go Lora Płużnik: „Szop był poza gettem. Do pracy prowadziła nas milicja żydowska. […] W szopie pracowali mężczyźni i kobiety. Pracowano na dwie zmiany - razem około 1500 ludzi. W szopie naprawiono mundury wojskowe, szyto peleryny. Pracowaliśmy 8 godzin dziennie. Niedziela była wolna. Kierowali szopem sami Żydzi. [...] Płaca była bardzo niska, z tego żyć nie można było”. Szop ten był filią zakładów Oberschlesische Gummiwerke GmbH Trzebinia.

Mydlarska, Kręta, Piaskowa

W źródłach pojawiają się rozbieżności dotyczące utworzenia getta. Według części z nich stało się to już w 1941 r., według innych rok później, po pierwszej akcji deportacyjnej, która nastąpiła 2 lipca 1942 r. W czerwcu 1942 r. sprowadzono do Wadowic ludność żydowską z Kęt, Suchej i Zatora. Sala Luftglas wspominała: „już wcześniej przewidywano, że coś będzie, przygotowywano plecaki. 3-go lipca, 5-ta rano pędzono Żydów na plac kasarni, kazano nieruchomo siedzieć. Sortowano ludzi według placówek pracy. Robotnicy „shopu” zostali zwróceni do miasta, robotnicy „Wasseramtu” mieli pójść do obozu”. Tych, których uznano za niezdolnych do pracy deportowano do obozu zagłady w Bełżcu. Pozostali w mieście Żydzi zostali zamknięci w getcie. Powstało ono w ubogiej, słabo zmodernizowanej dzielnicy i obejmowało ulice: Mydlarską, Krętą, Piaskową oraz lewą stronę ul. Zatorskiej.

Jetty Goldberger wspominała „Ci, którzy pozostali w getcie mieli możność przewiezienia furmankami swego dobytku do getta. Urządzenia mieszkań żydowskich po wysiedleniu stały się łupem Niemców”. W relacjach podkreślano, że getto było bardzo zatłoczone. Do tego stopnia, że dzielono pracowników na dwie zmiany, by kiedy jedni przebywali w warsztatach, drudzy mogli się przespać. Niedożywieni mieszkańcy getta zapadali na różne choroby, wielu z nich umarło. By pomóc najuboższym Judenrat utworzył sierociniec i kuchnię ludową.

10 sierpnia 1943 r., w święto Tisza be-Aw upamiętniające zniszczenie pierwszej i drugiej świątyni jerozolimskiej, Niemcy przystąpili do ostatniej akcji mającej na celu likwidację getta w Wadowicach. Zdolni do pracy trafili do obozów, starsi zaś, chorzy i dzieci zostali wywiezieni do KL Auschwitz i tam zgładzeni. Niewielka grupa wadowickich Żydów zdołała uciec i pośród dawnych sąsiadów starali się przetrwać do końca okupacji.

Martyna Grądzka-Rejak, historyk, pracownik IPN, Oddział w Krakowie

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.