Krajowski, Paulik, Brzoza-Brzezina – czescy bohaterowie 1920 r.

Czytaj dalej
dr Dariusz Dąbrowski IPN Wrocław

Krajowski, Paulik, Brzoza-Brzezina – czescy bohaterowie 1920 r.

dr Dariusz Dąbrowski IPN Wrocław

Wszyscy znamy historie o polskich dowódcach, którzy walczyli w różnych częściach świata. Czy może z drugiej strony byli obcy żołnierze, którzy w najważniejszych momentach polskiej historii bili się o naszą Ojczyznę? Okazuję się, że było ich wielu. Podczas walk o niepodległość w 1918 roku oraz wojny polsko-bolszewickiej w szeregach wojsk polskich służyli oficerowie i żołnierze najróżniejszych narodowości. Byli wśród nich ochotnicy z Francji i Stanów Zjednoczonych, austriaccy czy niemieccy oficerowie, którzy po pierwszej wojnie pozostali w Polsce, byli wojskowi ze sprzymierzonych jednostek ukraińskich i białej Rosji walczący przeciw bolszewikom. Wśród nich była też grupa Czechów. Wśród nich przyszli generałowie Wojska Polskiego, których życiorysy mogłyby posłużyć za scenariusze filmowe.

Pierwszym z nim był Franciszek Krajowski. Urodzony w południowych Czechach w 1861 roku jako František Králíček. Pochodził z niezamożnej rodziny, wiec szansę dla niego stanowiła kariera wojskowa. Skończył austriacką szkołę kadetów i jako oficer, na długo przed wojną, trafił do batalionu w Sanoku, tam też założył rodzinę. Po wybuchu działań wojennych brał udział w obronie twierdzy Przemyśl przed rosyjskimi atakami. Uważany był za odważnego wojskowego, wesołego człowieka, a przy tym sprawiedliwego oficera. Twierdzy w ramach armii austro–węgierskiej bronili Polacy, Czesi, Austriacy i Ukraińcy. W tym czasie swobodnie porozumiewał się ze swoimi podkomendnymi w ich językach. Czynił to chętnie, zyskując wśród nich popularność.

Twierdza została zdobyta w marcu 1915 r. Podczas jej obrony został ranny, a potem został internowany przez Rosjan. Jeden z jego towarzyszy niewoli zapamiętał go, kiedy podczas rejestracji w obozie jenieckim odmówił podania swojego nazwiska. Uznał to za niepotrzebne, gdyż jak wyjaśniał, zamierzał niebawem uciec. Próbował cztery razy. Pierwsza samotna próba została zahamowana na granicy fińsko-szwedzkiej. Podczas kolejnej znał już dobrze język rosyjski, którego znajomością nie mógł się pochwalić jego młodszy kolega, z którym uciekał. Udawał zatem, że jest on jego głuchoniemym synem. Z Irkucka dotarli do Petersburga i blisko Finlandii zostali złapani. Wywieziono ich na Daleki Wschód. Wyskoczył z pociągu, próbując dostać się do Chin, ale Kozacy udaremnili plan. Za czwartym razem, dzięki Polakom z Syberii udało mu się wyrobić fałszywe dokumenty. Poskutkowało.

Wrócił bez grosza przy duszy. Wojna miała się ku końcowi. Udało mu się jeszcze otrzymać awans na stopień generała. Bezrobotny generał podjął szybko decyzję dotyczącą przyszłości, a interwencja u generała Józefa Hallera poskutkowała. W 1919 r. brał udział w wojnie polsko-ukraińskiej w szeregach Wojska Polskiego. Ze swoją jednostką dotarł do Zbrucza, rzeki która wyznaczyła granicę niepodległej Polski. Na świętowanie nie było czasu. Z Galicji jego jednostkę przerzucono na Wołyń.

Rozpoczął walkę z bolszewikami od zdobycia Krzemieńca i Dubna. Został dowódcą 18. Dywizji Piechoty, która szybko została nazwana „Żelazną Dywizją”. Brała ona udział w ofensywie na Kijów, walczyła z konną armią Budionnego na Wołyniu i w Galicji. Za zdobycie Brodów został uhonorowany Krzyżem Virtuti Militari.

Kiedy bolszewicy zdobyli twierdzę w Brześciu, Żelazna Dywizja została przesunięta na Mazowsze, gdzie weszła w skład 5. Armii Władysława Sikorskiego, który tak scharakteryzował jednostkę „zaprawiona w ciężkich, a chwalebnych dla siebie walkach z armią Budionnego. Znakomita kadra oficerów i podoficerów z generałem Krajowskim jako dowódcą, ujęła świeżo wcielonego ochotnika w żelazne karby dyscypliny, przez co ta doskonała także pod względem moralnym jednostka przerobiła się szybko w pierwszorzędne, a niezawodzące później narzędzie walki.” Generał Sikorski darzył Krajowskiego pełnym zaufaniem. Żelazna Dywizja znowu nie zawiodła. W połowie sierpnia 1920 r. po ciężkich bojach opanowała Mławę i Ciechanów. Do niewoli dostało się 4,5 tys. jeńców z wielkiej armii gen. Tuchaczewskiego.

Po przełamaniu ofensywy nieprzyjaciela dywizja Krajowskiego rzucona została nad Bug, który przekracza, zdobywając Kowel i Łuck. Następnie bierze udział w walkach nad Prypecią pod koniec września 1920 r., gdzie podporządkowana została 4. Armii gen. Leonarda Skierskiego. Nieprzyjaciel rozbity, Pińsk zdobyty. Do niewoli dostaje się 10 tys. jeńców wraz z taborem i sprzętem złożonym z 15 parowozów, 2 tys. wagonów z materiałami wojennymi i zbożem, czterech pociągów pancernych. Gen. Skierski nie szczędził pochwał „Żołnierz z krwi i kości. Obdarowany w dużej mierze cnotami żołnierskimi i znajomością sztuki wojennej, znakomicie działa na podwładnych porywając ich obowiązkowością swoją i nadzwyczajną odwagą osobistą. Jest przeto lubiany bardzo przez żołnierzy wszystkich stopni. Względem przeciwnika natarczywy, z niezmiennym duchem ofensywy.” Zawsze wesół i wytrzymały na trudy bojowe – zdrowia żelaznego. W ogóle doskonały dowódca dywizji.

Opinię tę potwierdzają jego podkomendni. Oficerowie dywizji wystosowali apel o awans dla swojego Generała. Zwracano się do niego Szefie, a szef prowadził walki według podwójnych map – tej oficjalnej i tej prywatnej z naniesionymi adresami gospód, restauracji i hoteli. Żołnierze z dumą wspominali, że ich dywizja zawsze była do przodu o jedną miejscowość, pardon gospodę, niż przewidywał plan przyjęty przez dowództwo frontu!

Za walki oprócz Krzyża VM był odznaczony czterokrotnie Krzyżem Walecznych oraz francuską Legią Honorową. W wieku 63 lat został przeniesiony w stan spoczynku. Zmarł w 1932 roku. Pochowany został na terenie cmentarza Twierdzy Brześć. Żegnały go tłumy.

Franciszek Paulik również pochodził z południowych Czech, gdzie urodził się w 1866 r. Podobnie jak generał Krajowski po ukończeniu austriackiej szkoły kadetów trafił do Galicji. Na początek do Rzeszowa, a następnie do Lwowa. Polka również stała się wybranką jego serca.

Po pierwszej wojnie, w której brał między innymi udział w walkach z Rosjanami pod Limanową, Bochnią i Gorlicami, wstąpił w szeregi Wojska Polskiego. Podobnie jak gen. Krajowskiego los zetknął go z Władysławem Sikorskim (wtedy pułkownikiem). W tym wypadku walczył w składzie

jego grupy z Ukraińcami w 1919 r. Za udział w bojach otrzymał Krzyż Walecznych i następującą opinię dotyczącą jego postawy „Dowodząc grupą operacyjną >Mszana< podczas obrony odcinka >Kamiennobród<, który był kluczem taktycznym całej pozycji Lwów w znacznej mierze przyczynił się swoją osobistą odwagą do utrzymania tego ważnego punktu. Dowodzona przez niego jednostka odnosiła sukcesy w okolicach Chyrowa, Brzeżan, nad Zbruczem, między innymi wypierając oddziały nieprzyjaciela na teren Czechosłowacji.

Jeszcze w październiku 1919 roku został przeniesiony w rejon operowania Frontu Litewsko-Białoruskiego nad rzeką Dźwiną jako dowódca VI Brygady Piechoty Legionów. Za udział w walkach został odznaczony Krzyżem Virtuti Militari. We wniosku odznaczeniowym gen. Leon Berbecki zapisał „Jako pułkownik i dowódca prowadzi osobiście bitwę pod Koplau (dziś Kaplava na Łotwie) mającą na celu zgniecenie bolszewików znajdujących się po zachodniej stronie Dźwiny. W pewnym momencie 9 pułk załamuje się pod kontratakiem wroga. Sytuacja staje się niezwykle poważna, ponieważ nieprzyjaciel może wejść na tyły innych walczących batalionów. Generał Paulik porywa garść rozbitków cofającego się batalionu, atakuje wroga, wypiera go i prąc aż do rzeki decyduje los i cel bitwy.”

W roku 1920 uczestniczył w ofensywie na Kijów, a następnie w zaciętych walkach z konnicą Budionnego. Pod koniec wojny otrzymał przydział do Wojskowego Gubernatorstwa Warszawy. Otrzymał również awans generalski.

Po wojnie był między innymi zastępcą dowódcy okręgu korpusu w Łodzi. Po przejściu w stan spoczynku w 1925 roku nabył dwór w miejscowości Wielopole na Podkarpaciu. Nie mieszkał tam jednak długo. Najlepiej czuł się we Lwowie, do którego powrócił. Tam nadal był aktywny społecznie, pełnił między innymi funkcję konsula honorowego Peru. Spokojny okres zakończył wybuch wojny. W końcu 1939 roku został aresztowany przez Sowietów. Jego nazwisko znalazło się na tzw. Ukraińskiej Liście Katyńskiej. Spoczywa na Polskim Cmentarzu Wojennym w Kijowie-Bykowni. Zamordowany został w wieku 74 lat. Był jedną z najstarszych ofiar zbrodni katyńskiej.

Ottokar Brzoza-Brzezina urodził się w 1883 roku w czeskim Protiwinie jako Ottokar Březina. Po ukończeniu szkół w kraju urodzenia wstąpił do kadeckiej szkoły artylerii w Wiedniu. On także trafił do Galicji. W 1903 roku rozpoczął służbę od pułku artylerii w Stanisławowie. Podobnie jak pozostali oficerowie założył tam rodzinę. W 1911 roku młody porucznik dość niespodziewanie przeszedł w stan spoczynku. Nie do końca znana jest przyczyna tego stanu rzeczy. Wiadomo jednak, że otrzymał przeniesienie do artylerii górskiej w Sarajewie, gdy mniej więcej wtedy urodziła mu się córka…

Przeszedł do austriackiej służby urzędniczej, gdzie był odpowiedzialny za zakłady karne. Kariery w służbie więziennej nie zamierzał rozwijać. W tym czasie wstąpił do Związku Strzeleckiego i Związku Walki Czynnej. Organizował i zakładał komórki na terenie Galicji Wschodniej, prowadził kursy artyleryjskie. Został odznaczony Odznaką Oficerską Związków Strzeleckich, tzw. Parasolem. Tego zaszczytu dostąpiło jedynie kilkudziesięciu przyszłych legionistów Józefa Piłsudskiego, z których większość po odzyskaniu niepodległości pełniło wysokie stanowiska w państwie i armii. Właśnie na rozkaz Naczelnika przystąpił w sierpniu 1914 roku do organizowania jednostek artylerii Legionów Polskich, przybierając pseudonim „Brzoza”. Szybko otrzymał awans na legionowy stopień kapitana. Został głównym organizatorem 1. Pułku Artylerii Legionów, który stanowił zalążek przyszłych wojsk artyleryjskich Wojska Polskiego. W nowe obowiązki zaangażował się bez granic. Prowadził nabory, ćwiczenia, walczył o przydział starego sprzętu i ekwipunku przez Austriaków.

Chrzest bojowy jednostka przeszła pod Krzywopłotami k. Olkusza podczas bitwy z Rosjanami w listopadzie 1914 r. Następnie pułk przesuwał się na zachód, przełamując front rosyjski nad Nidą, dochodząc nad Styr w Galicji. Jedną z jego bitew obserwował sam Piłsudski, który wspominał ją następująco ‘Brzoza nie chciał zaprzestać strzelania, ponosił go zapał artylerzysty. Ze zwykłym sobie optymizmem twierdził, że parę granatów musiało trafić w mosty na Dunajcu. Świt się zbliżał, podpędziłem go więc, by zakończył swe fajerwerki, on zaś wciąż prosił, aby mógł jeszcze parę razy wystrzelić. (…). Brzoza, ze swymi ośmiu armatkami, musiał stanąć prawie za własną piechotą na pozycji prawie zupełnie odkrytej i widocznej dla Rosjan. Gdyby zresztą można było ukryć armatki za jakimś załomem gruntu, byłoby to zupełnie nieużytecznym, bo armaty dymiły haniebnie. (…) Wyglądały one jak złe pieski na uwięzi. Za każdym strzałem taki potworek podskakiwał, jak na łańcuchu i śmiesznie przewracał się lub odskakiwał w tył. Chłopcy, którzy przy nich pracowali, wciągali znowu potworka na należyte miejsce, pakowali weń nabój i… znowu to samo. Pagórki na prawo od szosy – gdzie właśnie stała artyleria Brzozy – dymiły jak wulkany. (…) Od czasu do czasu pękł nad artylerią Brzozy jakby zabłąkany szrapnel. Chłopcy przy armatach pracowali szalenie i mieli ten rzadki dla artylerii zaszczyt, że pracowali w ogniu karabinowym, gdyż dla osiągnięcia nieprzyjaciela musieli stanąć blisko do niego. Przecie karabiny swą dalekonośnością przewyższały tę „polską” artylerię. Mam cały szacunek dla oficerów i żołnierzy z artylerii. Wyznam otwarcie, że nie należę do rzędu tchórzliwych, a jednak pomimo ciekawości trzymałem się od swoich armat w należytym oddaleniu.”

Po tych wydarzeniach stał się postacią legendarną. Został odznaczony Krzyżem Virtuti Militari. Jemu poeta Jan Lechoń zadedykował swój wiersz „Polonez artyleryjski”, którego fragment brzmi:

To artylerja nasza licha

Dziś puka od świtania.

Ani się pyta kto dziś z nami

Baterja wściekłej stali

To major Brzoza kartaczami w moskiewskie pułki wali

W tym czasie przyszły nowe awanse, odznaczenia i pochwały. Do odrodzonego Wojska Polskiego został przyjęty w stopniu podpułkownika i mianowany Szefem Sztabu Naczelnego Dowództwa Artylerii w Krakowie, pracował w Departamencie Artylerii Ministerstwa Spraw Wojskowych w Warszawie.

Wybuch wojny polsko-bolszewickiej spowodował jego powrót na stanowiska liniowe. Jako pułkownik znalazł się w Armii Rezerwowej, dowodził 6. Dywizją Piechoty. Za udział w bojach odznaczony został Krzyżem Walecznych. W obliczu zagrożenia Warszawy z początkiem sierpnia został mianowany dowódcą artylerii obrony stolicy. Pełnił też funkcję oficera do specjalnych poruczeń przy Naczelnym Dowództwie.

Po wojnie pełnił służbę w artylerii między innymi w Toruniu. W 1927 roku przeszedł w stan spoczynku. Zamieszkał w Zielonce pod Warszawą, gdzie za swe zasługi otrzymał folwark.

W wrześniu 1939 roku postanowił wrócić do armii. Udało mu się dotrzeć na Polesie, gdzie zorganizował i dowodził 50. Dywizją Piechoty „Brzoza”, która walczyła jeszcze w październiku w ramach Samodzielnej Grupy Operacyjnej „Polesie” dowodzonej przez gen. Franciszka Kleeberga.

W okresie okupacji mieszkał nadal w Zielonce. Współpracował z Armią Krajową, w jego majątku organizowane były szkolenia podoficerskie. W 1944 roku został zatrzymany i osadzony w obozie jenieckim w Woldenbergu, z którego powrócił w zimie 1945 r. Po wojnie był rozpracowywany przez komunistyczne służby bezpieczeństwa. Zmarł 30 sierpnia 1968 roku w Zielonce. Pośmiertnie został awansowany przez Augusta Zaleskiego, prezydenta RP na uchodźstwie, na stopień generała brygady.

Postaci generałów Krajowskiego, Paulika i Brzozy-Brzeziny wiele łączy. Wszyscy pochodzili z Czech, wszyscy byli znakomitymi dowódcami, bohaterami wojny polsko-bolszewickiej. Byli oni jednymi z tych, którzy, choć nie urodzili się Polakami, z pełnym poświęceniem walczyli o naszą wolność.

Nie można zapominać o ich Żonach i Rodzinach, dzięki którym związali swoją przyszłość z Polską. Nie przez przypadek ich synowie związali swój los również z Wojskiem Polskim. Pułkownik dypl. Wielisław Krajowski (1896-1973) walczył w wojnie polsko - bolszewickiej i II wojnie światowej, był oficerem Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Kapitan dypl. Roman Paulik (1897 - 1971), uczestnik wojny polsko-bolszewickiej, w 1939 r. brał udział w bitwie nad Bzurą, jeniec wojenny, zmarł i został pochowany we Wrocławiu. Stanisław Brzoza-Brzezina (1913 - 2007) był przedwojennym porucznikiem artylerii. W czasie wojny oficer Armii Krajowej. Po wojnie mieszkał w Bystrzycy Kłodzkiej, gdzie został pochowany.

https://ipn.gov.pl/pl

dr Dariusz Dąbrowski IPN Wrocław

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.