Jedna reforma, która wszystko zmieni w polskich szkołach

Czytaj dalej
Fot. Anna Kurkiewicz
Aleksandra Dunajska - Minkiewicz

Jedna reforma, która wszystko zmieni w polskich szkołach

Aleksandra Dunajska - Minkiewicz

Raczej nikt nie ma wątpliwości, co było najważniejszym wydarzeniem mijającego roku dla edukacji do podstawówki do matury. Ale także uczelniom rok wyznaczały decyzje rządu.

Likwidacja gimnazjów, powrót do ośmioletniej podstawówki, czteroletniego liceum i pięcioletniego technikum - o tej reformie mówiło się od miesięcy ale minister Anna Zalewska oficjalnie przedstawiła projekty ustaw w sprawie zmian w systemie oświaty 16 września. - Ta reforma przysłoniła wszystko inne - przyznaje Wiesława Stec, przewodnicząca Regionalnej Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ „S”.

Co ciekawe - w przypadku oświaty już dziś można przewidzieć, co będzie wydarzeniem roku 2017. - Wdrażanie zmian w szkołach - nie ma wątpliwości Marek Krukowski, dyrektor Gimnazjum nr 18 w Lublinie.

W listopadzie pojawiły się co prawda spekulacje, że wdrażanie reformy może być przesunięte przynajmniej o rok. Tak się jednak nie stało - ustawy oświatowe przeszły już przez Sejm i Senat, czekają teraz na podpis prezydenta. Jeśli Andrzej Duda go złoży, od września 2017 r. nie będzie już naboru do pierwszych klas gimnazjów a obecni szóstkolasiści pójdą do VII klasy.

Większość rodziców sześciolatków z Lublinia nie posłało ich do szkoły

Reforma od początku znalazła liczne grono krytyków, którzy rekrutowali się nie tylko spośród obawiających się o pracę nauczycieli gimnazjów. Dyrektorzy szkół wskazywali m.in. na wyniki międzynarodowych egzaminów gimnazjalistów, które wskazywały, że te szkoły kształcą dobrze.

Oceniano, że zmiany uderzą w dzieci ze wsi i małych miasteczek, gdzie gimnazja wyrównywały w jakimś stopniu szanse edukacyjne w porównaniu do dużych miast. Wśród minusów wskazywano też m.in. na tzw. podwójny rocznik w 2019 r., kiedy uczniom znacznie trudniej będzie się wtedy dostać do najlepszych szkół.

- Mimo powtarzanych przez rząd słów „dobra zmiana” nie widzę w tej reformie nic dobrego - ocenia Celina Stasiak, szefowa ZNP w Lublinie.

Alarm podniosły samorządy. - Rząd bardzo sprytnie wprowadza reformę - obarczając kosztami finansowymi i organizacyjnymi samorządy - podkreślał Michał Krawczyk, radny miejski z Lublina (PO). Cenę zmian Urząd Miasta Lublin oszcował na 17,3 mln zł. Skąd miasto weźmie pieniądze? Anna Zalewska zapewnia, że jest na ten cel specjalna pula środków. Jednak zdaniem samorządowców - za mała.

Zmiany popiera część dyrektorów i pracowników liceów czy techników, którzy podzielają opinię, że szkoła ponadpodstawowa powinna trwać cztery lub pięć lat a nie, jak dziś, o rok krócej. Zadowoleni są też starostowie, którzy prowadzą takie placówki i liczą na większe dotacje. Anna Zalewska, podczas wielu spotkań, także w Lublinie, podkreślała, że gimnazja zostaną zlikwidowane, bo się nie sprawdziły. Jej zdaniem polski uczeń za często zmienia szkołę i grupę rówieśniczą, co obniża jakość kształcenia.

- Chcemy też powrócić do czteroletniego liceum ogólnokształcącego, zamiast obecnego kursu przygotowawczego do matury - podkreślała.

A rodzice? Są podzieleni. - Dzieciom w gimnazjach w głowach się przewraca, bo wydaje im się, że skoro wyszli z podstawówki, to są już dorośli - mówiła nam lublinianka Marta Nowak. - Sama kończyłam ośmioletnią szkołę podstawową ale świat się zmienił, nie można dziś wracać do rozwiązań sprzed lat - podkreślała zaś Małgorzata Starek. Różnorodność opinii odzwierciedlają sondaże.

W przeprowadzonym pod koniec października badaniu IBRiS dla Radia ZET 48,3 proc. ankietowanych źle oceniło planowaną reformę. Poparcie dla niej wyraziło 47,7 proc. badanych. Kiedy miesiąc później podobne pytania zadał Millward Brown (na zlecenie RMF FM) zdecydowanie przeciw likwidacji gimnazjów było 30 proc. respondentów. „Za” - 24 proc.

Sześciolatki do szkoły tylko dobrowolnie

Poza reformą w edukacji nie zabrakło też wydarzeń, które odegrały ważne drugoplanowe role. Od września zniesiono obowiązek szkolny dla sześciolatków. Dziecko w tym wieku może pójść do pierwszej klasy tylko na wniosek rodziców. - Ubolewam nad tą zmianą. Nasze dzieci nie są przecież głupsze, niż w innych państwach, gdzie naukę rozpoczynają wcześniej - zaznacza Celina Stasiak. Większość rodziców jednak najwyraźniej oczekiwało na takie zmiany. W Lublinie na prawie 3,5 tys, sześciolatków, do pierwszej klasy poszło w tym roku tylko 573.

Koniec „godzin karcianych”

Tzw. godziny karciane to dwie godziny w tygodniu poza 18- godzinnym pensum (w szkołach ponadgimnazjalnych - jedna), które nauczyciele musieli poświęcać na dodatkowe zajęcia z uczniami (np. koła zainteresowań czy zajęcia wyrównawcze). Godziny karciane Sejm zniósł w marcu.

- W tym roku zmiany spowodowały spory chaos - przyznaje Wiesława Stec. - Na pewno plusem jest mniej biurokracji ale też dyrektorzy różnie podeszli do zmian - tłumaczy.

W większości szkół zajęcia dodatkowe odbywają się normalnie a nauczyciele prowadzą je dobrowolnie. Ale związkowcy dostawali też sygnały, że dyrektorzy przydzielali godziny uznaniowo - jednemu nauczycielowi jedną, innemu pięć.

- Minister Zalewska zapowiedziała, że zapis w ustawie zmieni tak, żeby ograniczyć takie przypadki - zaznacza Stec.

Powrót drożdżówek

Od 1 września obowiązuje złagodzone tzw. rozporządzenie sklepikowe. Wcześniejsze, wprowadzone jeszcze przez poprzedni rząd, wywołało sporo kontrowersji. Przepisy były bowiem bardzo restrykcyjne - zabraniały m.in. sprzedawania kanapek z białego pieczywa a także drożdżówek.

Wraz z nowym rozporządzeniem mogły one wrócić do szkół (ale tylko takie, spełniające określone kryteria zawartości cukru, tłuszczu i soli i nie wyprodukowane z ciasta głęboko mrożonego). Pozostawiono szlaban m.in. na słodzone napoje gazowane, batony i chipsy.

Student już nie na wagę złota

Rok 2016 był pełen zmian w przepisach dotyczących także wyższych uczelni. - Najważniejsze dotyczą sposobu finansowania - mówi prof. Stanisław Michałowski, rektor UMCS. Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego zdecydowało, że wysokość państwowej dotacji dla szkoły wyższej ma teraz w mniejszym stopniu zależeć od liczby studentów. Liczyć ma się proporcja między liczbą pracowników naukowych a studentów - premiowane będą te uczelnie, gdzie na jednego akademika przypada ok. 12 uczniów.

Resort wychodzi z założenia, że nauczanie w mniejszych grupach podniesie jego poziom. Kolejny argument - uczelnie mają bardziej koncentrować się na jakości kształcenia i badań.

- U nas ten wskaźnik wynosi 13. Z symulacji MNiSW wynika, że przyszłoroczna dotacja dla UMCS ma być korzystniejsza niż dotychczasowa. Jak będzie ostatecznie - to się jeszcze okaże - mówi prof. Michałowski.

Inaczej jest np. na Politechnice Lubelskiej, gdzie wskaźnik jest dużo wyższy, więc uczelnia powinna albo zmniejszyć liczbę studentów, albo pogodzić się z okrojonym dofinansowaniem.

Iwona Czajkowska-Deneka, rzeczniczka PL, wśród ważnych zmian wymienia też tzw. ustawę deregulacyjną. - Wprowadziła wiele uproszczeń, ograniczających obowiązki biurokratyczne - tłumaczy. - Drugi istotny dla nas dokument to mała ustawa o innowacyjności, ułatwiająca współpracę nauki z biznesem - dodaje Czajkowska-Deneka.

Nowe - stare władze

Wiosna na uczelniach upłynęła pod znakiem wyborów nowych władz. W Lublinie wśród publicznych szkół wyższych ekipa zarządzająca zmieniła się tylko na Uniwersytecie Przyrodniczym, gdzie prof. Mariana Wesołowskiego zastąpił prof. Zygmunt Litwińczuk.

Aleksandra Dunajska - Minkiewicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.