Jak adwokat z Rzeszowa był szpiegiem austriackim. I jak z tego powodu stracił "Krzyż Niepodległości"

Czytaj dalej
Fot. 123rf
Arkadiusz Bednarczyk

Jak adwokat z Rzeszowa był szpiegiem austriackim. I jak z tego powodu stracił "Krzyż Niepodległości"

Arkadiusz Bednarczyk

W latach trzydziestych ubiegłego stulecia nie tylko w Rzeszowie, ale i w II Rzeczypospolitej szerokim echem odbiła się sprawa rzeszowskiego adwokata Józefa Nadzieji. Miał on być podczas I wojny światowej... szpiegiem austriackim.

Józef Nadzieja pochodził z Rzeszowa. Po I wojnie światowej był m.in. działaczem Stronnictwa Chłopskiego i Związku Chłopskiego. W 1923 roku, jako dyrektor Rzeszowskiej Kasy Chorych, otrzymał wotum nieufności. Już wówczas mówiono o jego szpiegostwie. Dlatego rozwiązano z nim umowę. Nadzieja przed sądem rzeszowskim domagał się odszkodowania. Sprawę przegrał. Ówczesny burmistrz Rzeszowa Roman Krogulski znalazł mu zajęcie w Komunalnej Kasie Oszczędności, gdzie Nadzieja odpowiadał za udzielanie pożyczek.

Władza uderza do głowy...

W 1929 roku nasz bohater został komisarzem Kasy Chorych we Lwowie. Bardzo szybko Józef Nadzieja- jako człowiek sanacji - wsławił się wyrzucaniem zasłużonych pracowników i szkalowaniem ludzi, co miało narazić Kasę Chorych na kilkadziesiąt procesów i sporą kwotę odszkodowań. Kiedy został komisarzem lwowskiej kasy, gazeta „Dziennik Ludowy” wystąpiła wobec niego z zarzutem, iż w czasie I wojny światowej „jako akademik” pełnił rolę płatnego szpiega sztabu austriackiego w Rzeszowie, w okolicach Strzyżowa, Tarnowa i Gorlic.

CZYTAJ TEŻ: Lutek - legenda Bieszczadów, gospodarz Chatki Puchatka na Połoninie Wetlińskiej. Zobaczymy o nim film

Przypomnijmy, że stacjonujący w Rzeszowie garnizon austriacki należał do większych w Galicji. Po pamiętnym zamachu w Sarajewie, gdzie zabito arcyksięcia Ferdynanda, wojna wisiała na włosku. Austria już w końcu lipca 1914 roku ogłosiła mobilizację mężczyzn. 31 lipca 1914 roku plakaty zawierające rozkaz mobilizacyjny zawisły na ratuszu i budynku starostwa w Rzeszowie. Ulicami Grunwaldzką oraz Trzeciego Maja trudno było się przecisnąć, zalewały je tłumy blado-niebieskich (od koloru mundurów) zmobilizowanych żołnierzy. Austriacy na cele wojskowe zajęli szkoły, budynek starostwa itp. Na wojskowych wagonach znajdowały się namalowane napisy: Jeder Schuss ein Russ (Każdy strzał to jeden Rosjanin). 14 września ulicą Trzeciego Maja szedł prowadzony przez Austriaków konwój mężczyzn i kobiet, część chłopów w słomianych kapeluszach. Okazało się, że byli to Rusini - szpiedzy Rosji.

11 września 1914 roku front państw centralnych (Austro-Wegier i Niemiec) załamał się i Austriacy zmuszeni byli wycofać się za San. W Rzeszowie zrobiło się nerwowo w obawie przed nadciągającymi Rosjanami. Władze miasta uciekły z burmistrzem Krogulskim opuścili Rzeszów. 7 października Moskale zmuszeni byli opuścić Rzeszów, wysadzając most na Wisłoku, ale miasto pozostało nienaruszone. Rosjanie zabierali tylko zegarki (pytali ludzi, która jest godzina i rekwirowali pokazany w ten sposób zegarek), bydło i drewno na opał. 10 października pod Łańcutem miano pobić sześć dywizji rosyjskich. Rosjanie ponownie wkroczyli do Rzeszowa 7 XI 1914 i pozostawali do początków maja 1915 roku. Zakazali odbywania posiedzeń Rady Miejskiej i Powiatowej ustanowiono natomiast tzw. władzę komisaryczną ze Stanisławem Jabłońskim.

CZYTAJ TEŻ: Kaplica w Leżajsku przypomina o zbrodni, o której dowiedziała się cała Polska

Bajecznie mu płacą

Prasa ogólnopolska na początku lat trzydziestych ubiegłego wieku pytała : „ Czy Polak, któremu zarzucono, że zarobkowo wykonywał szpiegostwo na rzecz Austrii i nie tylko się z tego zarzutu nie oczyścił, ale ma przeciwko sobie wyroki sądowe, jest nieskazitelnym w pojęciu uczciwej opinii polskiej i czy odpowiada warunkowi nieskazitelności wymaganej dla zawodu adwokackiego? Czy płatny szpieg austriacki może być adwokatem polskim?” Wiemy, ile to Austriacy stracili niewinnie wskazanych przez nastawionych szpiegów. W Galicji powieszono ponoć w ten sposób około 20 tysięcy osób...

Ówczesny kierownik szkoły w Palikówce Jan Tepper zeznał przed sądem w Rzeszowie, że podczas inwazji Rosjan w Galicji, służąc w „Strzelcu Polskim”, przyjechał na urlop do Rzeszowa. Było to w 1914 lub 1915 roku. Na skutek przerwania mostów, drogę z Rzeszowa do Palikówki Tepper przebył pieszo. Pewnego dnia na istniejącej kładce na Wisłoku zauważył furę, na której siedział znany mu Józef Nadzieja. Pilnujący kładki żołnierze nie robili Nadzieji trudności i nie kontrolowali dokumentów. A on nawet zbytnio nie kryjąc się z tym rzekł do Teppera, „że ma stosunki z sztabem austriackim mieszczącym się w Łańcucie” i że „bajecznie mu płacą” - miało to być 50 koron dziennie plus wydatki i „że ma do tego sztabu łatwy dostęp”. Nadto Nadzieja dodał, że na jego usługi jest nawet sam starosta w Rzeszowie. Potem dyrektor Tepper spotkał jeszcze parokrotnie Nadzieję, m.in. w drodze do Wiednia. Wówczas Józef Nadzieja chwalił się, że nadal „ma stosunki ze sztabem austriackim”, a jego znakiem rozpoznawczym są specjalne... oznakowania pod paznokciami. Chwalił się, że dostanie zajęcie w ministerstwie wojny. Kiedy doszło do kłótni z Tepperem, Nadzieja odgrażał się „co on może zrobić i jeszcze pokaże kompanowi, kto tu rządzi”.

Ponownie Tepper spotykał się z Nadzieją w kawiarni „Wiedeńska” w Rzeszowie w 1914 lub 1915 roku. Podczas jednej z wizyt Tepper spotkał tam młodą dziewczynę. Ładna kobieta siedziała przy orkiestrze i przyciągała swoją urodą tutejszych, stałych bywalców kawiarni. Piękność z „Wiedeńskiej” pokazała nauczycielowi z Palikówki złoty pierścionek i naszyjnik, i pochwaliła się, że „całą noc spędziła z Nadzieją” i to właśnie on jej to wszystko kupił.

CZYTAJ TEŻ: Jak z Wiednia do Rzeszowa przyjechał kat Selinger, by wykonać pierwszą od 40 lat w mieście nad Wisłokiem egzekucję

Prawdziwość zarzutów

Kiedy Nadzieja został komisarzem Kasy Chorych we Lwowie, wspomniany „Dziennik Ludowy”, piórem redaktora Rychlewskiego, oskarżył nowego komisarza o bycie szpiegiem austriackim. Nadzieja pozwał gazetę do sądu. Wygrał wprawdzie sprawę przed sądem w Rzeszowie, jednak sąd apelacyjny uwolnił redaktora Rychlewskiego od zarzutu oszczerstwa, przesłuchując licznych świadków, m.in. generała Kukiela (podczas przewrotu majowego przeciwko Piłsudskiemu stał na czele tzw. Grupy Belwederskiej) i profesora Stanisława Kota (działacza ruchu ludowego rodem spod Sędziszowa Małopolskiego), a także proboszcza z Dobrzechowa. Sąd przesłuchiwał również adwokatów dra Wilusza i Krogulskiego. Obrońcy redaktora Rychlewskiego przed sądem apelacyjnym podnieśli, że przewód sądowy ujawnił ponad wszelką wątpliwość prawdziwość podniesionych zarzutów szpiegostwa Nadziei na rzecz Austrii. Sąd przyjął zatem za udowodnione, że Nadzieja pełnił funkcje szpiega na rzecz Austrii i otrzymywał za to wynagrodzenie. W sumie sprawa przed sądami rzeszowskim i warszawskim ciągnęła się wiele miesięcy. W latach trzydziestych Nadzieja był wziętym adwokatem w Rzeszowie, uzyskując wpis w 1932 roku, prowadząc m.in. kancelarię przy ulicy Trzeciego Maja.

Krzyż przyznany i odebrany

Ta głośna sprawa trafiła nawet na forum sejmowe. A to za sprawą posła Zygmunta Żuławskiego, członka Rady Naczelnej Polskiej Partii Socjalistycznej (krytykującego Kazimierza Pużaka, swojego partyjnego kolegę, za próby porozumienia z obozem sanacyjnym).

Adwokat Józef Nadzieja nie poddawał się - wniósł obszerną kasację do Sądu Najwyższego. Sąd kasację tę jednak oddalił i 1 maja 1933 roku uzasadnił, że „Nadzieja, dostawszy się w październiku 1914 roku poza front rosyjski w okolice Rzeszowa, przyjął od austriackich władz wojskowych propozycję pełnienia funkcji wywiadowczych, co w ogólności odpowiada pojęciu szpiegostwa...”

Sąd konkludował, że „Nadzieja nie wstąpił do Legionów, mimo że należał do organizacji „Strzelec” w Rzeszowie, ale zwolniony z wojska austriackiego dobrowolnie i za pieniądze podjął się pełnienia służby szpiegowskiej na rzecz sztabu austriackiego i służbę tę pełnił.”

„Słowo Pomorskie” wyrażało zdziwienie, że w pierwszych dniach sierpnia 1933 roku odznaczony został Józef Nadzieja „Krzyżem niepodległości” za zasługi w walce o niepodległość. Pod wpływem ogólnego oburzenia kapituła tego odznaczenia cofnęła przyznanie mu odznaczenia.

Autor korzystał z następujących źródeł: W. Daniec, Pamiętnik z przeżyć wielkiej wojny, Rzeszów 1926; Dziennik Urzędowy Ministerstwa Sprawiedliwości nr 19/1932; Gazeta Robotnicza 225/1929 r.; Głos Wolny 1/1933 r.; „Kurier Poznański nr 510/1936; „Słowo Pomorskie” nr 264/1933.

CZYTAJ TEŻ: Artylerzysta ze Świlczy zatrzymał bolszewików pod Dytiatynem. Sowieci, którzy ponieśli duże straty, zarąbali go szablami


ZOBACZ TEŻ: Kaplica w Leżajsku przypomina o zbrodni, o której dowiedziała się cała Polska
Arkadiusz Bednarczyk

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.