Im mniejszy jest człowiek, tym większe ma zmartwienia

Czytaj dalej
Fot. Zdjęcie z książki Glauera
Mirosław Dragon

Im mniejszy jest człowiek, tym większe ma zmartwienia

Mirosław Dragon

Byli krewniakami genialnego opolskiego fotografa Maxa Glauera. Heinrich, Bruno i Paul Glauerowie przed wojną byli równie słynni jak on. Występowali przed amerykańskim prezydentem i przed rosyjskim carem. Swoją mikrą posturę potrafili przekuć w atut. Ich hasło reklamowe brzmiało: „Mały, ale ho, ho!”. W słynnym parku rozrywki Prater w Wiedniu zbudowali nawet całe Miasto Liliputów.

Ale kiedy w rodzinie oleskiego mistrza rzeźnickiego Mathiasa Glauera urodziły się trzy karły po kolei, nikomu nie było do śmiechu. Trzej niepełnosprawni synowie byli dla rodziców ogromnym szokiem, zwłaszcza że Mathias i Klara Glauerowie byli normalnego wzrostu. W sumie mieli siedmioro dzieci. O tym, że trzej synowie są dotknięci karłowatością, rodzice nie dowiedzieli się od razu po ich narodzinach. Zostało to stwierdzone dopiero, kiedy każdy z nich miał 5-6 lat. Wszyscy czterej wraz z kuzynem Adolfem mieli po 90-95 cm wzrostu. Pozostałe rodzeństwo rozwijało się prawidłowo: siostry Minna, Else, Wali. Brat August był wręcz potężnym dryblasem, mierzył 190 cm wzrostu!

- Dzisiejsza medycyna poradziłaby sobie z brakiem hormonu wzrostu, na który cierpieli Heinrich, Bruno i Paul. Na przełomie XIX i XX wieku nie znano jednak terapii hormonalnej - mówi dr Adelheid Glauer, autorka świeżo wydanej książki „Glauer’s Royal-Midgets. Wszechstronny zespół liliputów z Olesna”. Zbieżność nazwisk nie jest przypadkowa. Ojciec mieszkającej od lat w Niemczech Adelheid Glauer był kuzynem oleskich liliputów. Bracia Heinrich (najstarszy, urodzony w 1885 r.), Bruno (ur. 1890) i Paul (ur. 1901) liczyli po 90-100 cm. Do zespołu zaprosili też swojego kuzyna Adolfa (ur. 1903). Co ciekawe, Adolf w wieku 18 lat przestał grać na scenie, ponieważ... nagle urósł. Ożenił się jednak z karlicą z zespołu.

- To byli mali ludzie, ale wielcy artyści - podkreśla dr Adelheid Glauer. - Ich upośledzenie fizyczne w żaden sposób nie wpłynęło na rozwój intelektualny. Dzięki pracowitości i talentowi tym niewielkim ludziom udało się osiągnąć prawdziwą wielkość!

Podbój świata zaplanował najstarszy, Heinrich. W 1914 roku ukończył szkołę w Oleśnie. Pojechał do swojego wuja Felixa Glauera, który był nauczycielem we Wrocławiu. Wuj pomógł mu dostać się do zespołu liliputów C.H. Schäfersa w Berlinie. Później dołączył do niego także Bruno. Obaj bracia już w 1914 r. wystąpili w Wiosce Liliputów we francuskim Lyonie. Stamtąd pojechali do Hiszpanii, a później do Holandii, skąd wrócili do Niemiec (Olesno było wówczas niemieckim miastem Rosenberg O/S). Zanim jednak wyjechali z Lyonu w dalszą podróż, trafili na 8 tygodni do francuskiego więzienia. Wybuchła I wojna światowa, w której Niemcy i Francja byli wrogami. Po powrocie do domu zdecydowali, że razem z Paulem i Adolfem stworzą artystyczny kwartet. W szczytowym okresie popularności ich zespół liczył 30 artystów i występował na całym świecie!

Po pierwszych występach we Francji, Hiszpanii i Holandii dwóch braci, Heinrich i Bruno Glauerowie, po powrocie do domu zdecydowało, że razem z trzecim liliputem Paulem oraz kuzynem Adolfem stworzą kwartet.

Razem nie tylko jeździli na występy, ale także zamieszkali w jednym domu. Z czasem zespół rozrósł się do oktetu (8-osobowej grupy), a w szczytowym okresie popularności zespół liczył 30 artystów.

Zespół Glauers Liliputaner-Truppe występował ze spektaklami teatralnymi, występami cyrkowymi, koncertami i rewiami.

W 1922 r. po raz pierwszy wyjechali na tournée do Ameryki. Występowali tam m.in. na wiecach poparcia dla Calvina Coolidge’a, który w 1924 roku został prezydentem USA.

Bracia Glauerowie zyskali światową sławę. Byli popularni w Egipcie, Turcji, Japonii, Włoszech, Hiszpanii, Norwegii, Szwecji, Rosji i Wielkiej Brytanii. Występowali przed prezydentem USA, a także przed rosyjskim carem Mikołajem II.

Zespoły liliputów cieszyły się wówczas popularnością, a bracia z Olesna potrafili z tej mody skorzystać.

- Żaden ze wcześniejszych ani późniejszych mieszkańców miasta nie zdobył tak dużej światowej popularności jak bracia Glauerowie - mówi dr Adelheid Glauer.

To nie jest kraj dla karłów

W słynnym parku rozrywki Prater w Wiedniu bracia zbudowali w 1934 roku własne Miasteczko Liliputów, gdzie można było zobaczyć karły w miniaturowych domach. W miasteczku były także lilipucie warsztaty rzemieślnicze, poczta, teatr, cyrk, a nawet więzienie.

Lata trzydzieste były apogeum popularności braci Glauerów. Nazwę swojego zespołu Glauers Liliputaner-Truppe przemianowali po angielsku na Glauer’s Royal Midgets (Królewskie Karły Glauerów).

Po wybuchu II wojny światowej bracia byli akurat w trasie po Wielkiej Brytanii. Tak jak po wybuchu I wojny światowej, znów trafili za kratki. Byli przecież obywatelami Trzeciej Rzeszy. Zostali internowani przez brytyjskie władze, a wkrótce wydalono ich z kraju.

Wrócili do Niemiec, ale Glauer’s Royal Midgets nie mogli już więcej występować za granicą. Ich Miasteczko Liliputów w Praterze w Wiedniu zamknięto w 1940 roku.

W rodzinnym mieście w Haus der Heimat (dzisiejszym Miejskim Domu Kultury) zorganizowali jeszcze galę ze spektaklem „Królewna Śnieżka i Siedmiu Krasnoludków”.

- Najstarsi oleśnianie pamiętają ten występ do dzisiaj! - mówi dr Adelheid Glauer.

Nazistowskie władze w końcu zmusiły braci do rozwiązania swojego zespołu. - W świecie nazistowskiej ideologii rasowej nie było miejsca dla karłów - mówi dr Adelheid Glauer. - I tak mieli szczęście. Ich międzynarodowa sława prawdopodobnie uratowała im życie i ocaliła od zagłady w komorze gazowej albo od śmiertelnego zastrzyku. Osoby niepełnosprawne w hitlerowskich Niemczech były po prostu zabijane.

Doktor Josef Mengele, zwany Aniołem Śmierci, do swoich okrutnych eksperymentów medycznych w Auschwitz używał siedmioro rodzeństwa z innej znanej rodziny karłów Ovitzów (była to rodzina rumuńskich Żydów). Z pewnością zostaliby zagazowani po zakończeniu eksperymentów, tak bowiem działał doktor Mengele. Paradoksalnie, mieli jednak szczęście. Podczas wojny długo udało im się ukrywać. Do Auschwitz trafili dopiero w maju 1944 r. Jak wszyscy Żydzi, mieli od razu po przyjeździe do Auschwitz trafić do komory gazowej. Podczas selekcji na rampie kolejowej zauważył ich jednak właśnie Josef Mengele. Zdecydował, że cała rodzina Ovitzów (również ci normalnego wzrostu) nie pójdzie do komory gazowej, tylko zostanie poddana eksperymentom medycznym. Ovitzom udało się doczekać wyzwolenia obozu w styczniu 1945 r.

Niemiecki naukowiec Wernher von Braun do testów rakiety wojskowej V-2 (czyli hitlerowskiej Wunderwaffe - cudownej broni, która miała odmienić losy wojny) również używał karłów. Kilku z nich straciło przy tym życie.

Bracia Glauerowie ocaleli, ale to był koniec ich wspaniałej kariery. Po II wojnie światowej zespół liliputów z Olesna już się nie odrodził, zresztą dawni cyrkowi artyści byli już panami w średnim wieku. Szef grupy, Heinrich, żył w swoim rodzinnym Oleśnie aż do śmierci. Zmarł w 1970 roku. Jego grób zachował się na oleskim cmentarzu komunalnym.

Bruno został po kolejnym tournée zespołu w Stanach Zjednoczonych i tam się osiedlił. Po wojnie jednak wrócił schorowany i w 1946 roku zmarł w oleskim szpitalu św. Anny. Adolf od kilku lat nie był już członkiem zespołu, ponieważ nagle urósł. Najmłodszy z rodziny, Paul, zamieszkał w Berlinie Zachodnim i nadal występował na scenie. Zagrał też w trzech filmach: „Nawet karły były kiedyś małe” Wernera Herzoga oraz „Obrazie pewnej pijaczki” i „Freak Orlando”, obu w reżyserii Ulriki Ettinger. Zmarł w 1984 roku.

Z majątku nie zostało nic

W latach świetności bracia Glauerowie zarabiali krocie. Nie trwonili pokaźnych honorariów. Przede wszystkim wspomagali swoją rodzinę z Olesna, zwłaszcza dwie siostry: Minnę i Elsę, które zostały starymi pannami, ponieważ obawiały się, że ich dzieci też byłyby karłami.

Brat August również miał takie obawy. Ożenił się, ale nie miał własnych dzieci. Adoptował syna Eduarda. Tylko jedna siostra, Wali, wyszła za mąż i urodziła dziecko. Miała jedną córkę - Trudel.

August mieszkał cały czas w Oleśnie i pełnił rolę menedżera Glauer’s Royal Midgets. Siedziba zespołu mieściła się pod adresem Schulstrasse 2, czyli w domu rodzinnym Glauerów (dzisiejsza ulica Lompy). Budynek ten został już dawno rozebrany. W latach prosperity bracia Glauerowie mieli także swoje biuro w Berlinie przy Schumann-strasse 2.

Zyski z występów inwestowali w nieruchomości. Heinrich zbudował we Wrocławiu dwie czteropiętrowe kamienice: przy dzisiejszych ulicach Sienkiewicza i Lwowskiej. Kamienicę przy Sienkiewicza sprzedał po wojnie, żeby mieć pieniądze na utrzymanie. Dzisiaj w budynku mieści się Hostel Alien. Kamienica przy Lwowskiej została znacjonalizowana i rozebrana.

Bruno kupił willę w górach w Kotlinie Kłodzkiej. W Oleś-nie bracia kupili pola przy dzisiejszej ul. Słowackiego. Dzisiaj na dawnych polach stoi największe oleskie osiedle mieszkaniowe. Spółdzielcze bloki mieszkalne zbudowano tam w latach 70.

Bracia Glauerowie mieli już dość mieszkania w domach, w którym ciężko im dosięgnąć do klamki, dlatego w Oleśnie przy ul. Kluczborskiej 2 zbudowali okazały dom z wnętrzami dostosowanymi dla karłów. - Dom został niestety zburzony w styczniu 1945 r., po wejściu Armii Czerwonej do Olesna - mówi dr Adelheid Glauer. - Szkoda, dzisiaj mogłoby to być ciekawe muzeum liliputów z pamiątkami z ich podróży i występów po świecie.

Heinrich Glauer zamieszkał w szopie stojącej w podwórzu, którą przebudował na cele mieszkalne. Tam mieszkał aż do śmierci w 1970 roku.

Dzisiaj zespół liliputów z Olesna jest już zapomniany nawet w ich rodzinnym mieście, dlatego Adelheid Glauer wydała prawie 100-stronicowy album, w którym pozbierała pamiątki po swoich słynnych stryjach.

- W książce jest bardzo dużo zdjęć oraz pocztówek, które najlepiej świadczą o sławie braci Glauerów - mówi dr Adelheid Glauer.

Nie wystarczy być liliputem

Bracia Glauerowie wzbudzali zaciekawienie i podziw na całym świecie, ale nie tylko swoim lilipucimi rozmiarami. Przygotowywali wszechstronne widowiska z elementami cyrku, teatru, tańca i muzycznych koncertów. Paul Glauer był uzdolnionym skrzypkiem. To właśnie on grał pierwsze skrzypce podczas koncertów.

Paul był zresztą multiin-strumentalistą, podczas koncertów czasem występował także z batutą dyrygenta. Bruno grał na perkusji.

Jadąc na tournée do Stanów Zjednoczonych (takie trasy trwały nawet po trzy lata!), mali artyści nauczyli się stepowania i grania jazzu, aby zabawiać amerykańską publiczność tym, co zna i lubi. Zespół liliputów z Olesna wystawiał nawet całe opery, aczkolwiek były to oczywiście opery rozrywkowe, muzyczne widowiska komediowe.

Ba, bracia z Olesna musieli nawet nauczyć się grać w piłkę nożną. Jednym z ich występów było bowiem utworzenie „najmniejszej drużyny piłkarskiej świata”.

Lista znanych osób, przed którymi występowali bracia, jest imponująca. Na tej liście znajdują się nie tylko prezydent USA Calvin Coolidge i ostatni car rosyjski Mikołaj II, ale także papież Pius XI, król Hiszpanii Alfons XIII, król Szwecji Gustaw V, cesarz Japonii Hirohito i prezydent Turcji Mustafa Kemal Atatürk.

Swoje występy bracia Glauerowie wykorzystywali nie tylko do rozbawiania publiczności, ale także edukowania, kim są karły i że nie należy ich wyśmiewać.

Goście Miasteczka Liliputów na wiedeńskim Praterze razem z biletem na występ dostawali broszurę „Co chcielibyście wiedzieć o życiu karłów”. Malutcy artyści przekonywali w niej: „Jesteśmy dokładnie tacy sami jak inni ludzie, mamy normalnych rodziców i rodzimy się w normalny sposób. Intelektualnie jesteśmy na wysokim poziomie i nie potrzebujemy specjalnego traktowania. Tak jak wszyscy ludzie chodzimy do szkoły, zdobywamy różne zawody: kupca, zegarmistrza czy krawcowej. Jednak, niestety, mimo wykształcenia nikt nas nie chce przyjąć do pracy ze względu na mały wzrost. Dlatego decydujemy się na działalność artystyczną”.

Słynny węgierski karzeł Herr Gont mówił: „Im mniejszy jest człowiek, tym większe ma zmartwienia”. Sam mierzył zaledwie 75 cm. Będąc karłem, trzeba naprawdę hartu ducha, żeby przekonywać cały świat, że „mały, ale ho, ho!”.

Mirosław Dragon

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.