Gosia, polska doktor Dolittle

Czytaj dalej
Dominika Cicha

Gosia, polska doktor Dolittle

Dominika Cicha

Mówią o niej: „zaklinaczka zwierząt”. Małgorzata Zdziechowska od 5 lat podróżuje po świecie, by pomagać dzikim zwierzętom. Nie straszne jej lwy, gepardy, hieny, nosorożce, szakale, a nawet… boa dusiciele.

Jaki jest świat Gosi Zdziechowskiej?
Pełen miłości, dobroci i chęci pomagania. Głównie zwierzętom, ale też i ludziom. W moim domu zwierzęta były od zawsze. Pomagaliśmy małym jeżykom albo żabie uratowanej z laboratorium. A potem zaczęła się moja przygoda z dzikimi zwierzętami.

Kiedy postanowiłaś, że poświęcisz im swój cały wolny czas?
W Tajlandii, gdy odwiedziłam Tiger Kingdom, miejsce gdzie ratuje się ginące tygrysy. Spotkałam tam tygrysa o imieniu Pra. Pogłaskałam go, a on położył wielką łapę na mojej głowie i mnie przytulił. Wtedy zapragnęłam być z tymi zwierzętami i coś dla nich zrobić. I tak jeżdżę, z wolontariatu na wolontariat.

Tęsknisz za nimi, gdy jesteś w Polsce?
Strasznie! Najgorzej jest tuż przed wyjazdem . Gdy wracam do Polski żyję miejscem, w którym byłam. Montuję filmiki, piszę bloga. Ale przychodzi taki moment, gdy kończy mi się materiał i już mnie ciągnie do kolejnego wyjazdu. Tak jest właśnie teraz. Zastanawiam się, czy nie pojechać do moich wilków w RPA. Nikita była dla mnie jak siostra. Gdy otwierałam jej zagrodę, zawsze stała i czekała na mnie. Tworzę ze zwierzętami niesamowite więzi. Z jednej strony chciałabym poznawać kolejne, nowe ośrodki, ale do niektórych chciałabym wrócić i przytulić moich przyjaciół jeszcze raz.

W jakim języku rozmawiasz ze zwierzętami?
Po polsku! To jest język mojego serca i mojej duszy. Zwierzęta, poza wyuczonymi komendami, bardziej reagują na gesty, ton głosu i to, co płynie z naszego serca. Kiedyś weszłam do klatki pumy, którą wcześniej wiele razy głaskałam przez kraty. Padał deszcz, więc była w złym humorze. Przyszła do mnie i zaczęła zaczepiać mnie łapką jak mój kot. Luciano, właściciel ośrodka mówi: „Gośka, nie baw się tak z nią, bo ją rozjuszysz i będzie chciała wygrać”. A ja myślałam, że się tak świetnie bawimy… Więc zaczęłam mówić: „Niuniu kochana, nie można tak, musisz być grzeczna, wiesz, że cię kocham”. Gdy słyszała mój spokojny głos, straciła zainteresowanie i odeszła. Luciano powiedział: „Gośka, ona polski rozumie!”. Był też lisoszakal. Nie wiedziałam na początku, jak się nazywa, więc wołałam do niego: lisku, lisku! A on przychodził. Brazylijczycy, pracownicy ośrodka, bardzo szybko zaczęli wołać na niego: lisku, lisku! (śmiech)

Masz szczególny dar do zwierząt?
Niektórzy tak mówią: „Gośka, jesteś wyjątkowa. Gośka, masz dar”. A dla mnie to jest normalne i naturalne. Ale prawdą jest, że radzę sobie w sytuacjach, w których wielu wolontariuszy sobie nie radzi. Miałam np. pod opieką sępa, którego ktoś próbował otruć i dlatego nie chciał jeść. Drobiłam mu mięso. Najpierw dawałam mu małe kawałeczki, potem większe i w końcu nie potrzebował już pomocy człowieka.

Jak docierasz do najbardziej zranionych zwierząt?
Różnie. Mieliśmy na Kostaryce wyjca, który nie chciał jeść. Chodził po górze klatki, a ja wyciągałam rękę z bananem tak wysoko, jak tylko mogłam. Wyjec wieszał się na ogonie i łapał tego banana. Widział, że nie chcę zrobić mu krzywdy. Z czasem zaczął więc schodzić niżej, siadać mi na ręku. Potem do mnie przychodził i się przytulał. Cierpliwość naprawdę działa!

Zwierzęta mają humory, obrażają się?
Niektóre zwierzęta się obrażają. Większość z nich wybiera sobie ludzi, których lubi i tych, których nie lubi. Hieny albo czują respekt, albo cię atakują. Małpy bywają bardzo pamiętliwe, jak w tej historii: jeden chłopak w ośrodku w Boliwii całymi dniami uderzał dłonią w klatkę z kapucynkami. Któregoś dnia jedna z nich wydostała się z klatki i przebiegła cały ośrodek tylko po to, by go ugryźć. Zaraz potem sama wróciła do klatki. Nikogo więcej nie zaatakowała.

Jest coś, czego ludzie mogą nauczyć się od zwierząt?
Instynktu i słuchania samego siebie, tego co podpowiada serce. I prawdziwości - zwierzęta nie kłamią, nie ma wśród nich fałszu. Bez trudu wyczuwają, czy człowiek jest dobry. Dla nich liczy się to, że jesteś naturalny. Wygląd i cała otoczka są nieważne.

Jak wygląda praca wolontariusza w ośrodku?
Sprzątanie klatek i karmienie - to podstawa. Wolontariusze przygotowują też zabawki dla zwierząt, np. wypełniają pudełka kamyczkami lub trawami, żeby szumiały, albo robią lody dla ochłody. Czasem zmywa się naczynia. Najdziwniejszym zadaniem, które dostałam, było włożenie ręki do pupy lamparta, by sprawdzić, czy nie ma w niej kupy. Innym razem mieliśmy zmienić dzikiemu lampartowi opatrunek na zranionej łapie. Co kilka dni usypialiśmy go na czas zmiany opatrunku. Tym razem zadanie było trudniejsze, bo trzeba było osuszyć łapę jak najszybciej, zanim się obudzi. Biegłam jak szalona po suszarkę, żeby wysuszyć mu tę łapę i zmienić opatrunek. Gdyby dostał zbyt dużą dawkę środków nasennych, mógłby nawet umrzeć.

Gosia, polska doktor Dolittle

Po co organizujecie zwierzętom rozrywki?
Żeby ich życie nie było monotonne. Zwierzęta też popadają w depresję! Dlatego wymyślamy różne zabawy. Dla dzikich kotów konstruujemy zabawki, czasem ukrywamy jedzenie w miejscu trudnym do zdobycia. Ale główną rozrywką są spacery. Zwierzęta poznają wtedy nowe zapachy i otoczenie.

Wzięłaś kiedyś na spacer węża! Nie bałaś się?
Nie boję się żadnych zwierząt. Czasem któreś podrapie, ale to normalne. Najgroźniejszymi gatunkami, z którymi miałam do czynienia, były jaguary i miodożery, które mają wielkie zęby. Ale dla mnie „groźny miodożer” to kochany Guinness.

Groźne, choć nie wyglądają, są też mrówkojady?
Mrówkojad nie jest niebezpieczny, gdy nie chce być niebezpieczny. Ale potrafi zabić człowieka, a nawet jaguara. Staje na dwóch łapach, „przytula go” i wbija w plecy pazury, które są jak noże. To tzw. uścisk śmierci. Raz widziałam taką sytuację. Mężczyzna wszedł do klatki, żeby nakarmić mrówkojada. A ten w trymiga na dwie łapy! Facet błyskawicznie wybiegł z klatki. A ja wchodziłam tam wcześniej wiele razy i nigdy się ich nie bałam.

Zabawa przygotowuje zwierzaki do wyjścia na wolność?
Kiedy osierocone wyjce, którymi opiekowałam się na Kostaryce w Jaguar Rescue Center podrosły, robiliśmy dla nich instalacje z lin i gałęzi, żeby uczyły się wspinać. Potem zabieraliśmy je do lasu, maszerując około kilometra i trzymając je za ogony. Bawiły się w lesie cały dzień. W taki sposób przystosowywały się do życia na wolności. Małpy spędzają w ośrodku ok. 3 lat. Pewnego dnia zostają w lesie na zawsze. Niektóre czasem wracają, jak np. Conga, która od 5 lat żyje na wolości, a i tak przychodzi do ośrodka, by się przywitać. Wszystkie zwierzęta, które mogą wrócić na wolność, staramy się do tego przystosować. Ale niektóre z nich na wolność nigdy nie pójdą.

Dlaczego?
Są udomowione. Spotkałam lisoszakala Tche, którego ktoś kupił sobie jako pieska. Wiele osób myśli, że można kupić sobie małpkę albo miodożera i będzie to świetne zwierzątko do domu. Abstrahując od tego, że zwierzę się męczy, to staje się niebezpieczne. Były przypadki, że ugryzło właściciela. Wtedy on chce się go pozbyć. Te zwierzęta są już oswojone, często mają wyrwane największe zęby i nie nadają się do życia na wolności.

Opiekowałaś się też uroczą kapibarą.
Kapi mieszkała na balkonie w szkole jako maskotka uczniów. Na szczęście niemieccy studenci ją uratowali i zawieźli do ośrodka La Senda Verde w Boliwii. Kapibary spędzają dużo czasu w wodzie, a na tym balkonie Kapi wody nie miała. Musieliśmy jej pokazać, że potrafi pływać.

Ludzie nieświadomie robią zwierzętom krzywdę?
Jak widzę ubrane zwierzątka, poza pieskami, które marzną, to mnie szlag trafia. Ubrane małpki nie są słodkie, ale przerażające! Ludzie traktują je jak lalki. Bawię się z nim tak, jak ono bawiłoby się z matką na wolności. Ludzie mają największy problem z małpami. Dają im alkohol do picia, papierosy do palenia, słodycze…. Zastanawiam się, jak można tak męczyć zwierzę.

Zwierzaki w zoo nie są szczęśliwe?
Nie sądzę. Oczywiście zoo - zoo nierówne. W niektórych zwierzęta umierają, w innych są pod dobrą opieką.

Przed wyjazdem na wolontariat sporo czytasz?
Przygotowuję się jak mogę. Staram się czytać jak najwięcej o ośrodkach i gatunkach zwierząt. Rozmawiam z weterynarzami i opiekunami.

Jakie zwierzęta chciałabyś lepiej poznać?
Marzy mi się praca z niedźwiedziami brunatnymi i polarnymi, a także z pumami.

Zwierzaki odwdzięczają się jakoś?
Przytulają się, lubią, jak się je drapie po kości ogonowej, dlatego tak śmiesznie wystawiają tyłki. Gdy zwierzę, które nie jadło, zaczyna jeść - to nie ma większej nagrody. Dlatego spędzam z nimi każdą chwilę. Nawet jeśli wolontariusze mają wolne weekendy, ja z nich nie korzystam. Wolę w tym czasie iść do zwierząt, które są moimi przyjaciółmi. Dzięki nim jestem szczęśliwa i spełniona.

Gosia, polska doktor Dolittle
Dominika Cicha

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.