Krzysztof Kucharski

Gest w Zajezdni. Felieton Krzysztofa Kucharskiego

Gest w Zajezdni. Felieton Krzysztofa Kucharskiego Fot. Paweł Relikowski
Krzysztof Kucharski

Dziś muszę zacząć od bardzo dramatycznego zdarzenia. Jerzy Puzilewicz napadł na Henryka Tomaszewskiego i z drugim rzezimieszkiem ukradli mu płaszcz.

Tak, tak! Podniósł rękę na twórcę, dyrektora i reżysera Wrocławskiego Teatru Pantomimy. Co prawda, było to w bardzo odległych czasach, bo w listopadzie roku 1956, ale przyglądało się temu ponad tysiąc osób, a fakt ów udokumentował wtedy na fotografii Stefan Arczyński, który niedawno fetował swoje setne urodziny.

Ci patrzący na ten napad rabunkowy siedzieli wygodnie w fotelach na widowni Teatru Polskiego. Rzecz się działa, oczywiście, na scenie w mimodramie „Płaszcz” według Gogola wyreżyserowanym przez dyrektora Tomaszewskiego, który grał też główną rolę obrabowanego carskiego czynownika Akakiu-szę. A wspomniany Puzilewicz wcielił się wówczas „czarny charakter” Bandytę Pierwszego. Tenże mim prowadził trochę później w akademiku T-4 na placu Grunwadzkim, w Klubie Związków Twórczych w Rynku, czy sali Lustrzanej „Pałacyku” przy ul. Kościuszki - klasyczne dla mimów ćwiczenia niemal dokładnie przypominające „lekcje” u Tomaszewskiego. Początkowo litry potu wylewali głównie studenci architektury Politechniki Wrocławskiej z Olkiem Sobierajem na czele, który też miał za sobą lekcje u Wielkiego Mima i założył z przyszłymi architektami Studencki Teatr Pantomimy Gest.

O tym zjawisku artystycznym - którym był Gest - przypominać będzie do 30 września skromna wystawa w Centrum Historii Zajezdnia. Pokazuje nie tylko stare fotografie ze spektakli i trochę teatralnych bibelotów, ale też przypomina, jak ulotną sztuką jest teatr i jak niewiele po jego przedstawieniach pozostaje. Pierwszy raz studenci mimowie pokazali się wrocławskim teatromanom w kwietniu 1963 roku, a kilka miesięcy później całej Polsce na festiwalu w Szczecinie, gdzie przewodniczącym jury był profesor Kazimierz Rudzki.

Może już wtedy Gest dostałby nagrodę, gdyby nie psujące się światła i dosadne wiązanki przekleństw rzucane pełnym głosem przez Puzilewicza w stronę elektryków, co uczulony na kulturę języka profesor subtelnie skomentował tak: „Pantomima mi się podobała, tylko złamaliście konwencję, bo ze sceny leciały jakieś słowa”…

Za to niecały rok później na pierwszym Światowym Festiwalu Teatrów Studenckich w Nancy wrocławianie zajęli drugie miejsce. Na tym samym festiwalu Europa odkryła wtedy jeszcze opolski Teatr XII Rzędów Jerzego Grotowskiego, który pokazywał swój warsztat.

Na wernisażu w Zajezdni te artystyczne drogi skomentował były mim Gestu, a dziś architekt Jerzy Przybyła: „Nasze ćwiczenia nie były wcale łatwiejsze”. I pewnie to prawda. A najlepszym dowodem na te słowa jest Andrzej Paluchiewicz, który z Gestu przeniósł się do teatru Grotowskiego i grał w nim przez parę lat. Dziś w niezwykły sposób fotografuje Wrocław.

Krzysztof Kucharski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.