Małgorzata Matuszewska

Fascynujące zapiski i rachunki dawnych wrocławskich czeladników [ZOBACZ]

Fascynujące zapiski i rachunki dawnych wrocławskich czeladników [ZOBACZ] Fot. fot. Arkadiusz Podstawka
Małgorzata Matuszewska

W sztambuchu wrocławskich czeladników murarskich i kamieniarskich są upamiętnieni m.in.: Matthäus Biener (1630-1692), budowniczy Kościoła Uniwersyteckiego, Christoph Hackner - twórca pałacu Hatzfeldów.

To jedyny zachowany wrocławski sztambuch cechowy, który dotrwał do naszych czasów. Został zakupiony do zbiorów Śląskiego Muzeum Przemysłu Artystycznego i Starożytności (stało w miejscu dzisiejszego Narodowego Forum Muzyki) w 1911 roku od kasy chorych bractwa czeladników kamieniarzy i murarzy wrocławskich.

Sztambuch przetrwał wojenną zawieruchę, która go nie oszczędziła, świetnej jakości karty na pewno były mokre. Od 1946 roku jest w zbiorach Muzeum Narodowego. I wymaga starannej, półrocznej konserwacji.

- Trzeba wzmocnić oprawę, poddać ją rekonstrukcji, każda z 301 kart konserwowana będzie oddzielnie, po czym dzieło zostanie zszyte lnianymi nićmi przypominającymi grubością i składem już zastosowane - mówi Daria Kordowska, konserwator dzieł sztuki. - Nawet potem będzie można czytać sztambuch tylko w rękawiczkach - dodaje.

Na razie sztambuch, w którym czeladnicy zapisywali ważne wydarzenia i rachunkowość (na przykład przyjęte darowizny i zakup rzeczy służących do wyposażenia siedziby oraz publicznej prezentacji podczas uroczystości) zachwyca grafikami. Wśród nich jest miniatura z zawieszką czeladnika z 1710 roku, miniatura z przedstawieniem skutków pożądania, przedstawione w żywych barwach.

Te miniatury to piękne i bogate ciekawostki zdobiące księgę, dzięki nim sztambuch nie jest wyłącznie „rachunkową wyliczanką” cechową. Wśród nich znalazł się portret fundatora, Paula Wiesnera. Na miniaturze z symbolicznym przedstawieniem skutków pożądania widnieją postacie czwórki ludzi.

- Ta miniatura przedstawia złowienie nierządnicy - opowiada Piotr Oszczanowski, dyrektor Muzeum Narodowego. - Jej twórca pokazał różne reakcje ludzi różnych profesji na to samo wydarzenie. Jest tu i zakonnik, i żołnierz, rybak i chromy - opowiada. Rzeczywiście czeladnicy wrocławscy musieli mieć wyrafinowane gusta. Razem ze sztambuchem do kolekcji muzealnej trafił srebrny wilkom - okazały puchar ze szlachetnych metali, dawniej używany do wznoszenia toastów powitalnych i trzydzieści siedem zawieszek cechowych. Czeladnicy zawarli w księdze wpis o tym wydarzeniu i jest to ostatni wpis w sztambuchu. Od karty 64do 301 karty nie są już zapisane, choć oczywiście też wymagają konserwacji - wilgoć dotknęła całą księgę. Wilkom z zawieszkami zaginął podczas wojny, przetrwała tylko przykrywka z figurką czeladnika trzymającego kamieniarski cyrkiel oraz siedem zawieszek.

- Kiedyś bardzo dbano o estetykę ksiąg - tłumaczy Daria Kordowska. - Karty są tłoczone (widać je, kiedy księga jest zamknięta - przyp. red.). Większość kart ma filigrany z motywem mitry biskupiej skrzyżowanej z pastorałem i dwoma tarczami herbowymi. Na tytułowej karcie w czerwono-czarnej plecionce ukryty został podpis autora dekoracyjnych, kaligraficznych wspisów. To wrocławski kaligraf - monografista HK - ceniony autor wielu inskrypcji w śląskich kościołach.

Robert Heś, kustosz Muzeum Narodowego we Wrocławiu, zauważa, że elementami cechu były cyrkiel i kielnia. - Kolorystyka sztambucha jest nienaruszona - uśmiecha się. Piotr Oszczanowski zachwyca się wyjątkowością wrocławskiego sztambucha. - Proszę zauważyć, że jest duży, ma niezwykłe rozmiary. Własne sztambuchy nosili np. dawni studenci, zbierając do nich autografy możnych ludzi - opowiada. Tej księgi nie da się zmieścić nawet w przepastnej kieszeni. Księga została oprawiona w pergaminową, garbowaną skórę, bardzo jasną i wymagającą. Tłoczenia powstały dzięki użyciu radełek, a skóra, by na niej zostawić ślady tłoczeń, była nagrzewana. Dziś oczywiście skóra także jest zniszczona. - Na okładce prawdopodobnie widnieje scena przyjęcia do cechu nowego członka bractwa - dodaje Robert Heś. Po konserwacji dzieło będzie prezentowane w Muzeum.

Małgorzata Matuszewska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.