Emeryci szaleją na prezentacjach, a potem płacą i płaczą

Czytaj dalej
Fot. 123RF
Anna Gronczewska

Emeryci szaleją na prezentacjach, a potem płacą i płaczą

Anna Gronczewska

Scenariusz zawsze jest podobny. Telefon z zaproszeniem, potem starannie wybrane miejsce prezentacji: restauracja lub hotel. Potem profesjonalne techniki manipulacji, przed którymi emeryci nie mogą się obronić.

Centrum Łodzi. W okolicy siedziby dystrybutora popularnych garnków uwagę zwraca grupa emerytów. Wśród kilkudziesięciu osób dominują panie, ale jest też kilku mężczyzn. Na ich twarzach widać podniecenie.

- Jeszcze dwadzieścia minut - mówi jedna z emerytek do swej koleżanki. - Może pójdziemy do sklepu?

- Nigdzie nie idziemy. Może dziś będą wpuszczać wcześniej... Będziemy mieć lepsze miejsce - odpowiada jej energicznie. I rzeczywiście drzwi otwarto wcześniej i zaraz pojawił się przy nich tłum ludzi, którzy szybko zniknęli w środku.

Jak to superzdrowa kołdra z merynosów uczuliła emerytkę

77-letnia Krystyna Łabędzka, była księgowa z Łodzi, mieszka w bloku na Kozinach i przez kilka lat była stałą bywalczynią takich pokazów. Teraz na nie nie przychodzi, choć nie ma tygodnia, by nie zadzwonił telefon i jakaś miła pani nie zaprosiła jej na prezentację wyjątkowych garnków czy zdrowotnej pościeli.

- Nogi mi wysiadły - żali się emerytka. - Mieszkam na trzecim piętrze, mam kłopot, by zejść na dół do sklepu, córka robi mi zakupy. O prezentacjach mogę zapomnieć. Bardzo tego żałuję, bo lubiłam tam chodzić...

Za zasłoną w dużym pokoju stoją jeszcze rzeczy, które pani Krystyna kupiła na prezentacjach. Jest komplet garnków znanej firmy, szybkowar z kuchenką elektryczną, trzy kołdry, dwie duże poduszki z wełny. Wszystko nowiutkie, nieużywane. Niezliczona ilość małych poduszeczek, butelek z płynami do prania wełnianej pościeli.

- Te poduszki i płyny to zawsze w prezencie nam dawali - wyjaśnia emerytka.- Tylko nie mogę zrozumieć, dlaczego córka denerwowała się, że chodzę na te pokazy. Kupuję głupoty, a potem nie używam. A to nie głupoty, a bardzo przydatne rzeczy. I używam ich, używam...

Na przykład pani Krystyna bardzo zadowolona jest z poduszki, kołdry z merynosów, które na takiej prezentacji kupiła kilka lat temu za... 4 tysiące złotych.

- Ale na raty - dodaje szybko. - Już tę pościel spłaciłam. Tak jak garnki. Merynosy to taka specjalna rasa owiec, które hoduje się ze względu na wełnę. Na prezentacji wszystko dokładnie nam wytłumaczyli.

Pani Krystyna choruje na reumatyzm, a na prezentacji powiedzieli, że taka pościel z merynosów znakomicie go leczy. Tylko nie wolno zakładać powleczenia. Po pierwszej nocy pod nową pościelą pani Krysia obudziła się cała czerwona. Okazało się, że „cudowna” pościel ją uczuliła.

Za zasłoną w dużym pokoju stoją jeszcze rzeczy, które pani Krystyna kupiła na prezentacjach. Jest komplet garnków znanej firmy, szybkowar z kuchenką elektryczną, trzy kołdry, dwie duże poduszki z wełny

- Córka kazała mi tę pościel zwrócić, ale powlekłam ją i już mnie nie uczula, bardzo dobrze się pod nią śpi - zapewnia pani Krysia. Zaraz też tłumaczy, dlaczego nie używa garnków i szybkowara.

- Dla córki trzymam, dla niej kupiłam w prezencie - mówi emerytka. - Kiedyś dam jej w prezencie... Ten szybkowar i kuchenkę sprzedawali w komplecie, za 1200 złotych. Też wzięłam na raty. Córce powiedziałam, że dostałam w prezencie i po cichu te raty spłacałam. A ta poduszka do masażu też jest znakomita. Jak ją kupiłam kilka lat temu, to nie było dnia, bym jej nie używała. Teraz już mi się znudziła.

Jak pani Eleonora hotelowe życie oglądała i prezenty dostawała

Eleonora Siwińska ma 80 lat. Pracowała kiedyś u „Marchlewskiego”. Nie pamięta, jak długo chodzi na prezentacje. Kilka lat temu zadzwonił telefon. Jakaś miła pani zapytała, czy nie chce poznać walorów leczniczej pościeli. Pomyślała, że czemu nie spróbować. Zabrała ze sobą sąsiadkę z drugiego piętra.

- Jak był ten pierwszy telefon, to zapytałam tę panią, skąd mają mój numer - wspomina pani Eleonora. - Powiedziała, że wyznaczył mnie komputer.

Teraz nie może się opędzić od tych telefonów. Gdy siedzi w domu, to dziennie dzwonią do niej dwa-trzy razy i zapraszają na różne pokazy. Na początku mówią, że będzie prelekcja o sercu, nadciśnieniu, kręgosłupie. Ale pani Eleonora nie daje się już na to nabierać. Wie, że będą sprzedawać garnki, pościel, urządzenia do masażu. To stały asortyment prezentacji.

- Zawsze jedno i to samo! - dodaje pani Eleonora. - Na wszystko już nie chodzę, bo pilnuję wnuczki i nie mam za bardzo czasu w tygodniu. Ale jak jest coś w sobotę lub niedzielę, to chętnie idę. Przynajmniej człowiek miło weekend spędzi.

Pani Eleonora cieszy się, że odwiedza też przy okazji ciekawe miejsca. Nie zliczy, ile razy była w Hotelu Grand, bo tam najczęściej były pokazy organizowane.

- Jak stał jeszcze w Łodzi hotel Centrum, to też go często odwiedzałam - śmieje się dziś emerytka z Łodzi.

Nie powie, ale wiele rzeczy na tych prezentacjach jej się podobało. Chciałaby mieć na przykład pościel z merynosów. Tylko najtańszy komplet kosztuje ponad 3 tys. zł, a są i takie za 4 tys. zł. Kiedyś nawet pani Eleonora skusiła się na taką pościel. Wnuczka akurat szła do komunii. Pomyślała, że będzie to znakomity prezent. Pościel z merynosów dla wnuczki kupiła na raty.

- Rata nie wyszła duża, bo 100 zł miesięcznie - opowiada Eleonora Siwińska. - Ale córce nie podobał się ten prezent. Powiedziała, że dałam się oszukać. I musiałam oddać pościel. Na szczęście to się udało, bo córka mi pomogła.

Pani Eleonora jeszcze dziś czasem pójdzie na taką prezentację. Zawsze wraca z niej z upominkiem. Najbardziej zadowolona jest z poduszki z merynosów, którą przed laty dostała na jednej z takich prezentacji. Teraz nawet śpi na niej.

- Tyle że ostatnio prezenty się pogorszyły - żali się pani Eleonora. - Dają najwyżej opaski rozgrzewające na kolana, czasem kolczyki. Ale te kolczyki to buble. Choć nawet niedawno dali mi krem do smarowania rąk i szampon do włosów. Małżeństwa lub pary: kobieta i mężczyzna, dostają lepsze prezenty. Na przykład garnek. Czasem można też wylosować pościel, komplet garnków. Tyle że ja nie miałam jeszcze takiego szczęścia.

Czesław Michalczyk, psycholog z Łodzi, wyjaśnia, dlaczego właśnie emeryci są najczęściej gośćmi takich prezentacji.

- Emeryci są generalnie samotnymi ludźmi, z ograniczoną liczbą kontaktów społecznych - tłumaczy. - Nie bez powodu to właśnie oni są głównie zapraszani na takie prezentacje. Wybierani są celowo. Prezentacja jest dla nich okazją do kontaktów z innymi ludźmi, a tego im zwykle bardzo potrzeba. Scenariusz zawsze się podobny. Najpierw jest telefon. Najczęściej na telefon stacjonarny, bo emeryci takie zazwyczaj mają. Poza tym starannie jest wybierane miejsce prezentacji. Jest to na przykład restauracja, jakaś ładna sala. Emeryci chętnie idą na takie spotkania. A tam są poddawani technikom profesjonalnej manipulacji. Nie mogą się przed nimi obronić.

Czesław Michalczyk zwraca uwagę, że zaczyna też działać zasada wzajemności.

- Jeśli coś dostają, to muszą się zrewanżować - dodaje. - Zwykle bowiem są częstowani ciastkami, herbatą, nawet obiadem. Dostają upominki. Czują się więc zobowiązani, by się zrewanżować i zrobić jakieś zakupy.

Pani Eleonora wie, że na takiej prezentacji wszyscy są bardzo mili, ale potrafią omotać ludzi. Ją kiedyś poprosili do stolika, gdzie leżały te różne pościele, materace.

- Jak zaczęli mówić, jakie to świetne, to po paru minutach zapomniałam, jak się nazywam - wspomina pani Eleonora. - Ale ja tam już się nabrać nie dam, choć może to i dobre jest. Raz córka na mnie nakrzyczała, że kupiłam pościel, więc nie chcę mieć nie- przyjemności w domu. Jestem ostrożna.

Dawali rękawiczki, ale na raty. Raz jedną, potem drugą

Nie każdy potrafi być tak ostrożny jak pani Eleonora. Bożena Nowicka, pracownica jednego z łódzkich banków, gdy przypomni sobie o prezentacjach, to od razu robi się czerwona. Ze złości. Stałym bywalcem tych pokazów był jej 74-letni ojciec. Początkowo przynosił do domu jakieś gadżety, więc jej to nie przeszkadzało. Raz nawet porządne rękawiczki skórzane. Przysłali mu jedną, a jak poszedł na pokaz, to dostał drugą do pary. Innym razem to samo było z pantoflami. Przysłali jeden, a na miejscu dostał drugi. Ale kiedyś przyszedł do domu z materacem do masażu za 1800 zł. Kupił go na raty. Córka przetłumaczyła mu, że do niczego mu się nie przyda. Zrozumiał to, zaczął żałować zakupu, całą noc przez to nie spał, a ciśnienie wzrosło mu tak, że o mało co pogotowia nie wzywali. Postanowili więc, zwrócić to urządzenie do masażu. W firmie z południa Polski, która to sprzedawała, powiedzieli, że towar przyjmą z powrotem, gdy klient będzie miał rachunek fiskalny.

- Tyle że ojciec nie dostał tego rachunku - wyjaśnia Bożena. - Urządzenie do masażu kupił na raty. Ale pytałam u miejskiego rzecznika konsumentów w Łodzi i powiedział mi, że można towar zwrócić bez rachunku fiskalnego. Odesłałam urządzenie do masażu, firma go nie przyjęła... Tata raty spłacił...

Marzena Jarosińska z Pabianic podobną historię miała z rodzicami. Kupili garnki znanej firmy za 4 tysiące zł. Oczywiście na raty.

- Nie wiem, jakim cudem dostali kredyt, ponieważ oboje utrzymują się z niskiej renty - skarży się Marzena. - Tłumaczymy im, by nie odbierali nieznanych telefonów, nie chodzili na pokazy, ale to nie pomaga. Nie wiem, czy to jakieś uzależnienie? Bo nie chce się mi wierzyć, żeby kusiły ich upominki. A może o to chodzi? Efekt jest taki, że oni płacą raty za garnki, a my musimy pomagać im finansowo.

Pani Eleonora mówi, że na takiej prezentacji jest zwykle 30-40 osób, ale była na takiej, gdzie sala nie mogła pomieścić wszystkich chętnych. Na pokazy chodzi teraz ze swoją koleżanką Jadzią. Kiedyś razem pracowały i od czasu do czasu się spotykają. Pani Eleonora trochę zazdrości Jadzi, bo ona kupiła już sobie pościel, urządzenie do masażu i garnki za 4 tys. zł. Ale Jadzia może sobie na to pozwolić. Ma męża, oboje dostają emeryturę, nie mają dzieci. Pani Eleonora jest wdową, musi pomagać córkom.

Jeśli coś dostają, to muszą się zrewanżować. Zwykle bowiem są częstowani ciastkami, herbatą, nawet obiadem. Dostają upominki. Czują się więc zobowiązani, by się zrewanżować i zrobić jakieś zakupy

- Z pościeli Jadzia jest zadowolona, a garnków to jeszcze nie używała, choć ma je rok - wyjaśnia pani Eleonora. Pani Eleonora wie, że garnki muszą być dobre. Raz była na takim pokazie w hotelu Mazowiecki. Poczęstowali ich wtedy obiadem. Podali kurczaka po chińsku, ugotowanego w tych garnkach. Pokazywali film ze znanym z serialu aktorem, który też w nich gotował. - A wszystko ugotuje się na jednym palniku gazowym: zupę, ziemniaki, mięso - mówi z podziwem pani Eleonora.

Czesława Michalczyka nie dziwi, że starsi ludzie nie używają rzeczy, które kupują. Wyjątek stanowią przedmioty, które mają poprawić ich stan zdrowia. A więc materace do masażu, lampy do naświetlań czy mająca lecznicze właściwości pościel.

- Garnków, innych przedmiotów związanych z wyposażeniem domu nie będą raczej używać - mówi Czesław Michalczyk. - Starsi ludzie korzystają bowiem z przedmiotów, do których są przyzwyczajeni.

Z tych wszystkich prezentowanych na pokazach rzeczy pani Eleonora chciałaby mieć specjalny materac, który podkłada się pod prześcieradło. Słyszała, że bardzo dobrze się na nim śpi, bo kupiła go znajoma. Tyle że kosztuje 3700 zł, ale w promocji kupi się już za 3100 złotych, więc wykorzysta okazję i się skusi.

Anna Gronczewska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.