Ej, kanapowe misie - ruszać się! Ale już!

Czytaj dalej
Fot. Filip Kowalkowski
Katarzyna Piojda

Ej, kanapowe misie - ruszać się! Ale już!

Katarzyna Piojda

- Pani po 80-tce uprawia kick-boxing i skacze przez skakankę - mówi Mariola Bojarska-Ferenc, gimnastyczka. - Takich ludzi naśladujmy. Nie tych siedzących godzinami na kanapie.

- Zacznę ćwiczyć regularnie, ale nie od dziś. Od jutra. Tak często sobie obiecujemy, ale z obietnic wychodzą nici. Jak się zmobilizować do wstania z kanapy i rozruszania się?
- Trzeba budować motywację. W przypadku pań dobrą motywacją są, np. nadchodzące święta. Kobiety chcą ładnie wyglądać na firmowym spotkaniu wigilijnym i gdy rodzina przyjedzie do nas w Boże Narodzenie. To okazja, żeby popracować nad sobą i wcisnąć się w ulubioną sukienkę. Panowie też mogą mieć podobny plan.

- Pewnie młodzi, a ludzie w wieku 60 plus albo nawet 50 plus niechętnie się ruszają.
- Patrzę na to z perspektywy kobiety dojrzałej. Gdy skończyłam 50 lat, myślałam, żeby zwolnić tempo. Gdy tak zrobiłam, zaczęło mi czegoś brakować.
Każdy z nas w sobie ma lenia - misia kanapowca, który namawia nas do biernego stylu życia. A ja powtarzam: ruch musi nam towarzyszyć przez całe życie. I nie tylko wtedy, gdy biegniemy do autobusu, szkoły czy pracy. Sport, niekoniecznie przecież wyczynowy, jest nam potrzebny nie tylko dla zachowania dobrej kondycji i smukłej sylwetki. Gdy się ruszamy, mamy energię do działania, dobrą pamięć, lepszą koncentrację.



- Pani od zawsze taka sportowa?
- Właściwie tak. Studiowałam na Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie. Wtedy o czymś takim, jak fitness, prawie nikt nie słyszał. Ludzie ćwiczyli w zaadaptowanych do tego celu pomieszczeniach i sali po dyskotece. Mówiłam znajomym, że chciałabym pójść w tym kierunku, że fitness stanie się jeszcze popularny. Oni się dziwili: „Co ty gadasz?”. To było 28 lat temu. Zostałam instruktorką fitness. Proszę zobaczyć, ile teraz w każdym mieście, i nie tylko w mieście, powstało klubów fitness, siłowni i centrów sportu.

- Mówi się, że sport to zdrowie, a to nieprawda. Przecież z raka nie uleczy.
- Nie uleczy, ale może zapobiegać chorobom. Ma działanie profilaktyczne, prewencyjne. W Ameryce, na przykład, nawet seniorzy ćwiczą jogę czy pilates. Treningi pozwalają im walczyć z dolegliwościami. Nie przerywają ćwiczeń nawet wówczas, gdy choroba im daje się mocniej we znaki. Trenują teraz, bo nie wiedzą, czy choroba nie będzie bardziej zaawansowana i nie będą musieli być przykuci do łóżka.

- U nas ludzie nadal wstydzą się ćwiczyć. Starszy człowiek, gdyby zaczął codziennie biegać, spotkałby się pewnie z krytyką. To dlatego nawet nie zaczyna uprawiać sportu. Nie chce się przecież ośmieszyć. Wiele osób myśli podobnie. Efekt jest taki, że 50 procent ludzi ma problemy z wagą.
- Znam pewną Amerykankę. Ta pani jest już po 80-tce. Uprawia kick-boxing i skacze przez skakankę. Takich ludzi warto naśladować!

- W swoich programach telewizyjnych porusza też pani tematy dotyczące chorób. Choćby w TVP2 w „Sztuce życia” oraz w „Pytaniu na śniadanie”, w którym prowadzi Pani autorski cykl „Klub 50 plus - zawsze w formie” .

- Niedawno w „Sztuce życia” wystąpiła Marta Wiśniewska, czyli Mandaryna. Opowiadała o gorzkim smaku życia z cukrzycą. Po jakimś czasie skontaktowała się ze mną telewidzka. Oglądała ten odcinek z czystej ciekawości. Dziwnie się złożyło, bo następnego dnia 20-letnia córka tej pani trafiła nagle do szpitala. Okazało się, że to cukrzyca.
Dla nich to był szok, ale mama tej dziewczyny dzięki programowi wiedziała chociaż, co to za choroba. I wiedziała, że z nią da się normalnie żyć. Nieleczona cukrzyca może doprowadzić do utraty wzroku, amputacji nogi. Gdy jednak człowiek dba o siebie - „normalnie” z nią funkcjonuje.

Samo myślenie, że trzeba coś zrobić, to za mało. To pierwszy krok, ale przed nami początek drogi. Trzeba wierzyć, że uda nam się zrealizować cele. Jeśli nie uwierzymy, nie uda się.

- Ale czasem choroba uniemożliwia sport.
- Czasem zdarza się cud. Pewnego kolarza potrąciła ciężarówka. Młody chłopak trafił do szpitala w ciężkim stanie. Siedem razy umierał. I tyle samo razy lekarze go odratowywali. Gdy przeżył, medycy się dziwili. Mówili, że chłopak skończy na wózku inwalidzkim. On jednak nie dał się chorobie. Minęło sporo czasu, ale stanął na nogi. Wrócił do zdrowia. Znowu jeździ zawodowo na rowerze. To chłopak z żelaza.

- Podejście jest równie istotne, jak same ćwiczenia?
- Samo myślenie, że trzeba coś zrobić, to za mało. To pierwszy krok, ale przed nami początek drogi. Trzeba wierzyć, że uda nam się zrealizować cele. Jeśli nie uwierzymy, nie uda się.
Nie można się jednak katować, to wzbudziłoby w nas niechęć. Należy podejść pozytywnie. Dobrze, że Polacy, i to nie tylko panie, kupują książki i płyty dvd o fitnessie. Zmienia się mentalność ludzi. I to jest pozytywne.

- Konsekwencja też ma znaczenie.
- I to jakie! Jeśli ktoś uważa, że trening raz w tygodniu mu wystarczy, jest w błędzie.
Tego dnia, gdy ćwiczy, lepiej się czuje. Wmawia sobie, że skoro ćwiczy, to będzie w formie. Sam siebie, często nieświadomie, okłamuje, że uprawia sport.
Mitem jest też, że rozgrzewka nie jest potrzebna i że od razu można przejść do „konkretnych” ćwiczeń. Tymczasem rozgrzewka to podstawa. Najpierw trzeba się porozciągać, żeby kolejne ćwiczenia były bardziej skuteczne.
Następny mit to ten, że nie trzeba ćwiczyć, bo przecież spacer po zakupy, sprzątanie, pranie czy prasowanie pomagają nam zgubić kalorie. Jednak nie o taki ruch nam chodzi.

- A kto chce stracić gruby brzuch, powinien ćwiczyć codziennie?
- Lepiej co drugi dzień. Mięśnie brzucha potrzebują bowiem 20 godzin na regenerację. Ćwiczenia na pozbycie się brzucha, nie usuwają go, tylko wzmacniają jego mięśnie. Zresztą: kto chce zgubić brzuch, niech wykonuje ćwiczenia aerobowe - biega, pływa, jeździ na rowerze, skacze przez skakankę.

- Sama dieta nie wystarczy?

- Nie wystarczy! Podobnie, jak nie wystarczą same ćwiczenia. Trzeba je połączyć i być twardym, konsekwentnym. Inaczej może pojawić się efekt jo-jo. Wysiłki pójdą na marne.

- Kobiety w ciąży powinny uprawiać sport?
- Ciąża to nie choroba, chociaż tak niektórzy ją traktują. Jeśli panie ćwiczyły przed zajściem w ciążę i teraz nie ma przeciwwskazań lekarza do treningów, to tak. Rower, taniec, bieganie, pływanie nie zaszkodzą przyszłej mamie, o ile ona będzie do tego podchodziła zdroworozsądkowo. Nie ma co na siłę udowadniać sobie, że udaje się nam wyczynowy trening.

- Znam panie, które do 9. miesiąca ćwiczyły.

- Znajoma instruktorka prowadziła treningi dla pań, a miała już spory brzuszek ciążowy. Myślałam, że to 6. -7. miesiąc. Okazało się, że prowadząca ćwiczenia jest na początku 9. miesiąca. Zaszłam w ciążę podczas studiów. I też w zaawansowanej ciąży ćwiczyłam.
Gdy jednak kobieta wcześniej nie ćwiczyła i dopiero wtedy, gdy jest już w ciąży, nagle decyduje się rozpocząć ćwiczenia, lepiej niech zrezygnuje z planów. Powinna odczekać do czasu, aż dziecko się urodzi.

Musimy uważać na to, co i jak często jemy, ćwiczymy, jak długo śpimy, odpoczywamy. Niby banalna sprawa, ale nie każdy potrafi odpoczywać, regenerować siły.

- Ostatnio modnym słowem jest wellness. Co to takiego?
- Wielu ludzi sądzi, że to zabiegi w salonie spa. Pod tym kryje się jednak znacznie więcej. To wszystko to, co sprawia, że osiągamy sukces. Musimy uważać na to, co i jak często jemy, ćwiczymy, jak długo śpimy, odpoczywamy.
Niby banalna sprawa, ale nie każdy potrafi odpoczywać, regenerować siły. Gdy cały weekend poświęca na doprowadzenie domu do porządku, a sam nie odpocznie, zabraknie mu sił. Może pojawić się depresja, kłopoty z koncentracją, nawet z potencją.

- Pani ćwiczy codziennie?
- Staram się. Mam w domu salkę ćwiczeń, a w niej bieżnię i podstawowy zestaw sprzętów do treningu.
Mam sporo pracy. Ostatnio sporo poświęciłam mojej nowej książce „Klub 50 +”. Ukazała się we wrześniu w księgarniach. Niecodziennie wystarcza mi czasu na ćwiczenia. Wtedy chociaż staram się znaleźć pół godziny, 45 minut, żeby pójść na dosyć szybki spacer.

Katarzyna Piojda

Miałam 6 lat, gdy postanowiłam zostać dziennikarką. I tak też wyszło. Piszę o bezrobotnych, bezdomnych, ubogich, czyli o ludziach, którzy znaleźli się na życiowym zakręcie i trudno im z niego wyjść. Samo pisanie w tym przypadku to za mało. Staram się więc im pomóc wyjść z tego zakrętu. Zajmuję się także tematyką bydgoskiej oświaty. Piszę również do serwisów Regiodom.pl i Strefa Biznesu.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.