Dla córeczki Mai postanowiła znowu zamieszkać w Polsce

Czytaj dalej
Fot. Ewelina Wojcik
Paweł Gzyl

Dla córeczki Mai postanowiła znowu zamieszkać w Polsce

Paweł Gzyl

Z miłości do męża wyjechała do Rosji, gdzie zaczęła występować w jego teatrze. Teraz jednak wróciła do kraju. Możemy ją oglądać w „Szczęściu świata”, a niebawem w filmie o Marii Curie-Skłodowskiej.

Po kilku latach nieobecności w polskim kinie, od niedawna znów możemy cieszyć się jej talentem, który prezentuje na kinowych ekranach. Właśnie zbiera entuzjastyczne recenzje za rolę w „Szczęściu świata” Michała Rosy, gdzie - jak piszą recenzenci - niezwykle przekonująco wciela się w piękną, intrygującą i zabójczo seksowną diwę.

- Dla mnie to film o nieumiejętności dawania, strachu przed tym, by pójść w swoim życiu za tym, co prawdziwe. Moja bohaterka Róża obdarza mieszkańców kamienicy, w której mieszka, uważnością, otwiera ich na wyjątkowość chwili. Film ma w sobie jednak sporo goryczy, gdyż w momencie, w którym ona potrzebuje pomocy innych, obecności i czułości, oni odwracają się - opowiada aktorka w Onecie.

Ten obraz może się odbić szerokim echem nie tylko nad Wisłą, ale i w całej Europie

Powrót Karoliny Gruszki do kin nie oznacza jednak, że Karolina zaniechała zagranicznych produkcji. Niebawem zobaczymy ją w biograficznej opowieści o słynnej, polskiej noblistce - Marii Curie-Skłodowskiej. Ten obraz może się odbić szerokim echem nie tylko nad Wisłą, ale i w całej Europie.

- Starałam się nie myśleć o niej jako ikonie, tylko jako o człowieku. Chciałam przede wszystkim zrozumieć i poczuć energię, jaką ze sobą niosła, jej rodzaj skupienia. Bardzo pomogły mi w tym jej intymne zapiski, listy, kilka zdjęć bardziej spontanicznych i niepozowanych - wspomina gwiazda.

Wszystko więc wskazuje na to, że po okresie koncentracji na swym rosyjskim życiu i karierze, Karolina Gruszka znów wypływa na szersze wody.

Nie taka znów grzeczna

Poznaliśmy ją dzięki Jackowi Cyganowi, który wypatrzył ją w jednej z warszawskich podstawówek i zaangażował do swego dziecięcego projektu. „Dyskoteka Pana Jacka” była wielkim przebojem, dlatego dziewięcioletnia Karolina nie tylko śpiewała w telewizji, ale koncertowała z zespołem w całej Polsce. W efekcie w młodości poznała smak popularności, która jednak nie zawróciła jej w głowie dzięki postawie rodziców.

Karolina Gruszka i Borys Szyc w spektaklu „Słoneczna linia” w warszawskim Teatrze Polonia
Anna Kaczmarz Mam wrażenie, że ona jest marzeniem każdego mężczyzny - powiedział o Karolinie Gruszce niegdyś Piotr Adamczyk

- Jako nastolatka miałam mnóstwo obowiązków. Ojciec zawsze powtarzał, że muszę być samodzielna i odważna i nie powinnam być zdana na łaskę i niełaskę mężczyzn. Dzięki temu świetnie radzę sobie z szeregiem spraw i czynności pozornie zarezerwowanych dla mężczyzn: wymianą opony w samochodzie i kontaktów w ścianie, montażem mebli i wypełnianiem zeznań podatkowych - śmieje się w „Gali”.

Ojciec zawsze powtarzał, że muszę być samodzielna i odważna i nie powinnam być zdana na łaskę i niełaskę mężczyzn

To jednak charyzmatyczny nauczyciel języka polskiego w liceum, a nie dzieciństwo spędzone na estradzie, sprawił, że zdecydowała się zdawać do szkoły aktorskiej w Warszawie. Tam poznała swoją pierwszą wielką miłość - Łukasza Garlickiego. Starszy o trzy lata przyszły aktor wprowadził swoją dziewczynę w świat stołecznej bohemy.

- Na studiach miałam moment, że strasznie przeklinałam. Nie chciałam być obsadzana wyłącznie w rolach amantek. Zależało mi, żeby pokazać siebie od ostrej strony. Sporo też wtedy paliłam. Na szczęście to już zamknięty etap - śmieje się w „Twoim Stylu”.

Aktorski eksperyment

Niebanalna uroda, naturalny talent i nabyte umiejętności sprawiły, że Karolina nie miała najmniejszych problemów z rozpoczęciem kariery zawodowej. Od razu po zrobieniu dyplomu Jan Englert dał jej angaż w ówczesnym Teatrze Narodowym. Dobijali się do niej również twórcy telewizyjni i kinowi. Dlatego mogła wręcz przebierać w propozycjach.

Ta najważniejsza pojawiła się w 2003 roku, kiedy na festiwal Cameraimage do Łodzi przyjechał David Lynch. Amerykański reżyser zachwycony miastem postanowił naprędce nakręcić w nim film. Ponieważ nie było czasu na casting, dyrektor festiwalu zasugerował dwoje aktorów - Krzysztofa Majchrzaka i Karolinę Gruszkę.

Dzięki temu oboje zagrali potem w jednej z najbardziej awangardowych produkcji tego twórcy - „Inland Empire”. Po premierze w Wenecji reżyser powiedział o Karolinie: - To wspaniała aktorka. Wydaje się, że nie ma czegoś takiego, czego ona nie potrafiłaby zagrać. Wierzę, że Karolina będzie znana na całym świecie.

W Rosji, zwłaszcza na płaszczyźnie zawodowej, ludzie są przyzwyczajeni do hierarchicznych rozgrywek, próby sił - kto się okaże ważniejszy, a kto mniej ważny, z kim na ile można sobie pozwolić.

Gruszka podchodzi dziś do tamtej przygody z dużym dystansem. - Nie do końca wiedziałam, w czym w ogóle biorę udział, nie miałam scenariusza, informacje o scenach do zagrania dostawałam dzień przed, a nawet tego samego dnia. Lynch nawet nie streścił nam fabuły ani nie wskazał kierunku, w którym zmierza.

Karolina Gruszka i Borys Szyc w spektaklu „Słoneczna linia” w warszawskim Teatrze Polonia
Maciej Stanik

Nie wiem, na ile sam to wtedy wiedział, a na ile była to improwizacja. Zapamiętałam go jako bardzo miłego, skupionego, trochę z dystansem. Pracę nad „Inland Empire” nazwałabym eksperymentem - podsumowuje w „Mieście Kobiet”.

Kiedy Karolina kręciła sceny do „Inland Empire” w Los Angeles, Lynch zabrał ją do swego agenta. Ten zaoferował jej pomoc w karierze - pod warunkiem, że przeniesie się do USA na stałe. Młoda aktorka nie zdecydowała się na ten śmiały rok.

Twórcze partnerstwo

Grała nadal w Polsce. I to w nie byle czym, bo w „Kochankach z Marony” Izabeli Cywińskiej, filmie, który zebrał sporo nagród i został zaproszony na festiwal do Kijowa. Tam Karolina poznała rosyjskiego reżysera Iwana Wyrypajewa. Zachwycony grą Polki artysta od razu zaprosił ją do Moskwy, aby tam z kolei ona zobaczyła premierę jego obrazu pt. „Euforia”.

Wyrypajew był już wtedy w Rosji uznanym twórcą, choć co niektórzy widzowie pamiętali o jego trudnej przeszłości. Bowiem wychowywany na ulicach syberyjskiego Irkucka chłopak, dorobił się wyroku w zawieszeniu za napad i rozbój i być może gdyby nie teatr, skończyłby w więzieniu.

Miał też opinię kobieciarza. Zresztą zasłużoną. Dla Karoliny zostawił swoją drugą żonę, aktorkę Polinę Agurejewę, gwiazdę jego debiutanckiej „Euforii”.

Polka przeprowadziła się do Moskwy i zaczęła pracować w teatrze Praktika, dowodzonym przez Wyrypajewa. Początkowo trudno było jej się odnaleźć w nowym miejscu.

Bywa, że są między nami konflikty twórcze, ale one są przecież bardzo potrzebne

- W Rosji, zwłaszcza na płaszczyźnie zawodowej, ludzie są przyzwyczajeni do hierarchicznych rozgrywek, próby sił - kto się okaże ważniejszy, a kto mniej ważny, z kim na ile można sobie pozwolić. Uprzejmość bywa odbierana jako wyraz podległości, słabość. To oczywiste pozostałości z czasów sowieckich - tłumaczy w „Twoim Stylu”.

W Polsce pojawiła się po dwóch latach - i dopiero wtedy wyjawiła publicznie, że wyszła za mąż za Wyrypajewa. Warszawskie środowisko aktorskie uznało, że rosyjski reżyser zdominował swą żonę. Ta jednak wcale nie narzekała na swojego życiowego i artystycznego partnera.

- Zawsze bardzo dobrze mi się z nim współpracowało, nie zdarzają się nam destrukcyjne konflikty. Bywa, że są konflikty twórcze, ale one są potrzebne. Iwan oczekuje od aktora partnerstwa i gotowości na to, żeby udać się we wspólną podróż. Jeśli kogoś to nie interesuje, może mu być z Wanią trudno. Dla mnie to wymarzony model współpracy - deklaruje w „Elle”.

W zeszłym roku para artystów postanowiła przeprowadzić się do Warszawy. Zrobili to przede wszystkim dla córeczki Mai, żeby nie żyła tak jak oni do tej pory, rozdarta między Polską a Rosją, tylko miała swoje miejsce na ziemi.

- Nasze najbliższe plany zawodowe też są związane z Polską. Czuję się Polką, jestem wdzięczna za to, co od tego kraju dostałam, natomiast nie jestem typem osoby bardzo przywiązanej do miejsca. Najważniejsze, żeby była ze mną rodzina. I na razie wciąż jeszcze wierzę, że mam trochę tu do zrobienia jako aktorka - twierdzi Karolina w Onecie.

Alfabet Karoliny Gruszki:

Paweł Gzyl

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.