Co ty, człowieku, wiesz o polowaniu?

Czytaj dalej
Fot. brak
Maciej Sas

Co ty, człowieku, wiesz o polowaniu?

Maciej Sas

Najmarniejszy kot jest arcydziełem - mawiał Leonardo da Vinci. Miał rację: w ciemności koty widzą 6 razy lepiej niż my. Ich węch jest pięciokrotnie czulszy od naszego, a słuchu i niezależności możemy im jedynie zazdrościć.

Ludzi można z grubsza podzielić na dwie kategorie: miłośników kotów i osoby poszkodowane przez los - twierdził Oscar Wilde, znakomity irlandzki pisarz. Jednak nawet ci, którzy sami zaliczą się do drugiej grupy, powinni przeczytać ten tekst. Nigdy bowiem nie jest za późno, żeby się nawrócić na „kocizm”. I dowiedzieć się czegoś o naszych mniejszych braciach czy raczej sąsiadach. Bo przyjdzie jeszcze chwila, że będziesz czegoś, człowieku, chciał od kota. Ale wtedy musisz wiedzieć, jak ładnie poprosić...

Podobno udomowiliśmy je 10 tys. lat temu. To nieprawda (co przyzna każdy kociarz) - przecież wiadomo, że to one nas udomowiły i sprytnie zamieniły w swoich niewolników. Przypomnijmy w tym miejscu stare zestawienie naszych domowych przyjaciół. Pies myśli: „Człowiek mnie karmi, kupuje mi zabawki, wyprowadza mnie na spacer… Chyba jest bogiem”. Natomiast kot: „Człowiek karmi mnie, kupuje mi zabawki, sprząta w mojej kuwecie… Chyba jestem bogiem!”.

Pewne jest jedno: kot to zwierzę doskonałe, genialny myśliwy i strateg! Nijak nam równać się z nim, jeśli chodzi o możliwości zmysłów. Mam na myśli zarówno nasze domowe mruczki, jak i dzikie, zagrożone wyginięciem tygrysy czy irbisy. Wzrok mają znacznie lepszy od nas. Widzą co prawda mniej ostro, nie radzą sobie z kolorem czerwonym, ale za to ich pole widzenia to nawet 280 stopni! A człowieka? Co najwyżej 180 stopni. My, chcąc widzieć coś ostro, musimy się skupić na tym przedmiocie. Kot nie ma takiego kłopotu.

Poza tym jego oko potrzebuje 6 razy mniej światła niż nasze, by coś dostrzec. - Dzieje się tak za sprawą tapetum lucidum, czyli warstwy pigmentu, błony odblaskowej umiejscowionej między siatkówką oka a naczyniówką. Można powiedzieć, że korzysta z noktowizji - wyjaśnia Marcin Wierzba, biolog i zoopsycholog.

- Światło wpada do oka, przechodząc przez siatkówkę i odbijając się od tapetum lucidum, trafia z powrotem do siatkówki i przy okazji pobudza poboczne receptory, co zwiększa skuteczność widzenia np. o świcie czy o zmierzchu.

Węch mają też lepszy od nas - pięciokrotnie. W ich jamie nosowej jest ok. 100 mln receptorów węchowych, w naszej - 20 mln… Ale i nas, i koty pokonują tutaj psy, które takich wyspecjalizowanych komórek mają nawet 280 mln. Na tym nie koniec, bo koty korzystają jeszcze z tzw. narządu Jacobsona, dzięki któremu mogą się komunikować ze sobą w swój ulubiony sposób, a więc przy pomocy substancji chemicznych zwanych feromonami. Dlatego wszystkie kocury obsikują kąty, a każdy mruczek ociera się o swoich ludzi w domu. Po prostu ich znakuje swoim zapachem (tak jak np. ludzie robią z krowami, wypalając im znak na skórze…).

Słuch? Znowu człowieka czeka łomot - dość powiedzieć, że my mamy 6 mięśni odpowiedzialnych za poruszanie uchem. I to teoretycznie, bo nasze są niedorozwinięte. Kot ma ich 14 i wszystkie działają świetnie, dzięki czemu może każdym uchem śledzić inne odgłosy. A gdy już jego owłosiony radar namierzy coś ciekawego, oboje uszu skupia się na tym, pozwalając dokładnie zmierzyć odległość od celu.

Pies przyjdzie na zawołanie, kot odbierze wiadomość i skontaktuje się z tobą w wolnej chwili. Mary Bly

Jak wyjaśnia Marcin Wierzba, wrocławski biolog i zoopsycholog, nasze koty domowe wyspecjalizowały się w polowaniu na małe zwierzęta - takie, jak myszy czy ptaki, dlatego słyszą w innym zakresie częstotliwości, niż my. - Ludzie słyszą dźwięki do 20 kHz, a koty - nawet do 50 kHz. One muszą rejestrować wysokie częstotliwości, jak piski czy uderzenia skrzydeł, żeby móc skutecznie polować - tłumaczy.

Kocia brać dysponuje jeszcze jednym cudownym narzędziem - wibrysami, czyli specjalnymi, sztywnymi włosami po bokach pyska (wąsami) oraz na łapach i na brwiach. - Są elementem ich zmysłu dotyku - tłumaczy biolog. - To specyficzne, sztywne włosy: wykrywają wibracje, reagują, gdy zwierzę zawadzi o jakiś obiekt. Włos, którym kot dotknął czegoś, jest wprowadzony w drgania, te przekazuje do komórek pod skórą u nasady włosa, a stamtąd nerwami impuls płynie do mózgu. Koty wykrywają wibrysami np. ruch powietrza wywołany przez mysz, która przebiega w pobliżu - dodaje Marcin Wierzba. Dlatego nawet w zupełniej ciemności potrafią się poruszać bez nabicia sobie guza.

Czy można go wytresować jak psa? Marcin Wierzba twierdzi, że tak. Robi się to podobno identycznymi metodami. - Z nimi jest o tyle trudniej, że są „socjalne fakultatywnie”. Nasze koty domowe nie są niezależne zupełnie - szukają kontaktu z nami i czasem cierpią, gdy go brakuje. Ale same regulują, ile tego kontaktu potrzebują. Pies chce być z tobą non stop, a kot musi pobyć sam i zająć się swoimi sprawami - śmieje się zoopsycholog, potwierdzając słowa amerykańskiej pisarki.

Jak dodaje, ze szkoleniem kotów jest o tyle trudniej, że żyją w „świecie 3D”, a więc wskakują gdzieś, biegają na różnych poziomach, rozprasza je znacznie więcej rzeczy niż psa. - Ale na pewno można nauczyć kota aportowania, przybijania piątki i wielu innych sztuczek - zapewnia treser.

Bóg stworzył kota, żeby człowiek mógł głaskać tygrysa. V. M. Hugo

No dobrze: kot domowy żyje z nami, jest mały, więc z jego „cywilizowaniem” pewnie będzie łatwiej. A co z jego dzikimi kuzynami: gepardami, lwami, panterami, których wiele żyje w niewoli (i to nie tylko w ogrodach zoologicznych)? Tomasz Grabiński, lekarz weterynarii, który od wielu lat zajmuje się dzikimi kotami we wrocławskim ogrodzie zoologicznym mówi, że one wcale nie różnią się bardzo od swoich mniejszych, domowych pobratymców. Owszem, inne mają np. zwyczaje żywieniowe: lew potrafi najeść się na 3--4 dni. - Potem leży i odpoczywa. Domowy kot, który w naturze żywi się mniejszymi ofiarami, musi jeść często. Gdybyśmy nie nakarmili go przez 3-4 dni, wyrządzilibyśmy mu krzywdę - mówi.

Ale, jak dodaje, te duże, jeśli wychowują się z człowiekiem, zachowują się często, jak małe kotki. Wspomina tygrysa, który na początku lat 90. XX wieku trafił do wrocławskiego zoo. Jego matka należała do cyrku. Kiedy malec się urodził, trafił w ręce prywatnego właściciela, żeby nie rozpraszał tygrysicy w jej niewolniczej pracy... Kiedy jednak osiągnął grubo ponad 100 kg, właściciel stwierdził, że nie da sobie z nim rady. Oddał go więc do ogrodu zoologicznego.

- Pamiętam, kiedy był już staruszkiem, miał chyba 19 lat i zawsze, kiedy widział swojego opiekuna, domagał się miziania i przytulania - zupełnie jak mały kotek - śmieje się Tomasz Grabiński. - Oczywiście, nikt do niego nie wchodził, to było głaskanie przez kraty.

Panu Bogu nic się nie udało, z wyjątkiem kotów. Wisława Szymborska

Trudno się nie zgodzić z naszą noblistką, widząc takiego na przykład ocelota - uznawanego za najpiękniejszego wśród dzikich kotów. Kłopot w tym, że chyba przez zazdrość człowiek wytępił wiele z tych niezwykłych, pięknych stworzeń. Tak jest choćby z największym wśród dzikich kotów żyjących w przyrodzie - tygrysem syberyjskim. Najokazalszy okaz, który udało się zbadać w naturze, ważył 384 kilogramy. To oczywiście ekstremum, ale 300-kilogramowy „kotek” też robi spore wrażenie. Zwłaszcza gdy staniemy z nim oko w oko...

Najszybszy jest, jak powszechnie wiadomo, gepard, który rozpędza się sprawniej niż najlepsze sportowe samochody do prędkości 110 km/h. Kłopot w tym, że z równie wielką prędkością znika z tego świata. Sceptycy twierdzą, że jeszcze za naszego życia będzie je można zobaczyć jedynie w zoo.

Inną niezwykłością jest karakal, zwany też rysiem stepowym. Ten mieszkaniec Afryki, polując na ptaki, potrafi skakać na wysokość dwóch metrów.

Z kolei rekordzistą w skoku w dal jest najbardziej tajemniczy, najmniej zbadany i jeden z najbardziej zagrożonych wyginięciem irbis, czyli pantera śnieżna. Ten żyjący w górach Środkowej Azji kot sadzi 15-metrowe susy, przemieszczając się po stromych stokach.

Na szczególną uwagę zasługuje też lew. Nie dość, że on jako jedyny z rodziny żyje w stadach, to na dodatek największe są u tego gatunku różnice między samcem a samicą (tzw. dymorfizm płciowy). Lew jest większy od lwicy o 25-30 procent, a waży od niej nawet o połowę więcej.

A wiecie, jaki jest największy kot, który miauczy tak jak nasi domowi drapieżcy? Nie, na pewno to nie lew ani tygrys. Miauczenie nie licuje z ich wielką godnością… Największym wielbicielem miauczenia jest... puma, którą można spotkać w obu Amerykach. Samice ważą do 50 kg, samce - do 75. To musi być naprawdę wielkie „miauuuu”…

W Polsce też mamy dzikie koty. Jeszcze mamy - wypada dodać, bo coraz ich mniej. Mam na myśli oczywiście rysia i żbika. Jak mówi prof. Wojciech Niżański, kierownik Katedry Rozrodu z Kliniką Zwierząt Gospodarskich Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu, i jednych, i drugich według szacunków żyje w granicach Polski około 200. Giną głównie dlatego, że trudno im… znaleźć partnera. Jest ich mało, podobnie jak dzikich, niepociętych drogami terenów, na których mogłyby znaleźć schronienie i się osiedlić.

To, jak traktujesz koty, decyduje o twoim miejscu w niebie. Robert A. Heinlein

Aż strach pomyśleć, że być może nasze wnuki będą mogły podziwiać te dzikie, kocie piękności tylko w muzeach - jak my szczątki tygrysa szablozębnego. Żeby temu zapobiec, we Wrocławiu powstał unikatowy w skali europejskiej bank genów dzikich kotów. Udało się w nim zgromadzić materiał genetyczny 11 dziko żyjących gatunków, m.in.: rysia, żbika, tygrysa, geparda, jaguarundi, karakala, irbisa i ocelota.

Bank powstał dzięki współpracy zespołu prof. Niżańskiego, ludzi z Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie oraz ogrodów zoologicznych z Opola i Krakowa. - Podobny bank ma tylko niemiecki Instytut Leibnitza, mają też Amerykanie i być może Hiszpanie - mówi szef wrocławskiej Kliniki.

Jak to ma pomóc dzikim kotom? - Kiedy ginie jakieś zwierzę (z różnych powodów: śmiercią naturalną, czy po zastrzeleniu przez kłusownika), próbujemy uzyskać materiał genetyczny, a więc plemniki i komórki jajowe, potem zamrozić je w ciekłym azocie (można to zrobić nawet dobę po śmierci) - wyjaśnia prof. Niżański. - Taki materiał może czekać zamrożony latami na zespół, który przeprowadzi zapłodnienie in vitro. Można też uzyskać embriony, które również w stanie zamrożenia mogą czekać na dogodny moment: aż znajdziemy matkę, która donosi ciążę i urodzi młode - dodaje. Jest więc nadzieja…

Ale dlaczego właściwie mówimy o tym wszystkim przed Międzynarodowym Dniem Kota? To proste - żebyście zdążyli przygotować się z prezentami. No i z hołdami...

Maciej Sas

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.