Co się nosiło w Breslau w 1920 roku

Czytaj dalej
Fot. fotopolska.eu
Kinga Czernichowska

Co się nosiło w Breslau w 1920 roku

Kinga Czernichowska

Początek roku to czas, kiedy pisze się o trendach w modzie. O tym, co się nosiło w 1920 roku, można było przeczytać między innnymi w „Breslauer Zeitung”. Dziś tłumaczenie relacji z noworocznego pokazu mody.

Są krytyczni i surowi ludzie, którzy w naszym czasie ogólnego przewartościowania wszystkich rzeczy przyjmują i oczekują, że pełna smaku królowa tego świata - moda - powróci, nawet jeśli ma się to stać pod godłem państwowym, ale na wygnaniu. Taki obraz może nawarzyć piwa w głowach naszych ukochanych kobiet oraz wielbicieli damskiej elegancji. Jednak widok przepełnionej sali Wrocławskiego Domu Koncertowego w poniedziałek po południu pokazuje, jak jest naprawdę. We wnętrzach Wrocławskiego Domu Koncertowego prezentowali się przedstawiciele takich firm, jak Blusen-Wolf (Robert Wolf & Co.). Rosenstein i Otto Knipper, a także inni goście zaprezentowali wielki pokaz mody, po którym otwierają nam się oczy.

Plac boju dla kobiecych oczu

Pociągające i wytwornie ubrane przedstawicielki płci pięknej, wypełniły salę Wrocławskiego Domu Koncertowego w niedającej się oszacować ilości i wyczekiwały cudownych dzieł, jakie tylko mogą wyjść spod pilnych i niezliczonych rąk, i którym kapryśna Pani Moda daje możliwości życia i uzupełnia naszą dietę, której podstawą jest przecież wysuszony chleb.

Scena była przybrana w kolorowe i pełne smaku dekoracje, wśród kwiatowych aranżacji postawiono na niej buduarowe meble. To wszystko stanowiło plac boju setek krytycznych kobiecych oczu, oczekujących w napięciu tego, co wkrótce miały zobaczyć.

Bitwę rozpoczął pan Habel, prowadzący Teatr Lobego (oryg. Lobe Theater; Teatr Lobego powstał z inicjatywy Theodora Lobego, znajdował się przy dzisiejszej ul. Dobrzyńskiej, został zniszczony podczas walk o Festung Breslau - przyp. red.).

Pan Habel powiedział na wstępie kilka wyróżniających się słów, zwracając krótko uwagę zarówno na potrzebę niemieckiej konkurencyjności, jak też na samą dziedzinę, którą jest moda.

Wkrótce potem na scenę przydreptały w pełnych elegancji butach na obcasach pierwsze z drobnych, żywych manekinów, każąc się przy tym podziwiać ze wszystkich możliwych stron i wspinając się na górę w sali. Tam właśnie na środku umiejscowiono jeszcze jedno miniaturowe podium. Stąd można było podziwiać modelki lub też toaletkę, którą ze sobą wniosły.

Światła reflektorów pozwalały na to, by z tego miejsca wszystko było wspaniale widoczne nawet dla tych osób, które zajmowały siedzenia w tylnych rzędach sali. Za dekorującymi salę drzewami ukryto orkiestrę, która miała swój dźwięczny udział w dopełnieniu tego jakże uroczego obrazka.

Zaraz potem ukazał się naszym oczom w swej niewyczerpanej pełni lekkie i powiewne dzieła, które wyszły spod rąk przedstawicieli tutejszej i dobrze znanej firmy Wolf (Blusen-Wolf), której siedziba znajduje się na ulicy Piłsudskiego.

Co się teraz nosi?

Sylwetka współczesnej kobiety pokazuje, według zmiennej nastrojem mody, że liczy się przede wszystkim mocne podkreślenie bioder, najlepiej bardzo krótką i obcisłą spódniczką, w różnorodny sposób marszczoną. Przy tym, wzdłuż falban widoczne są wiszące sznury brokatu i jedwabiu. To współczesne poszerzenie bioder (wcześniej niektóre eleganckie kobiety beznadziejnie dążyły do podkreślenia naturalnej figury) będzie osiągalne w rozmaity sposób. Potrzebną zmianę mogą przynieść: koronki podszywane różnokolorowym jedwabiem, części garderoby przypominające spodnie, często z naszywkami, podkreślone jeszcze większą ilością guzików.

Niezwykły wpływ i wrażenie tworzy się również przez oryginalne zestawienia kolorów, na przykład lśniącej czerni z różowym szalem z czerwonego jedwabiu lub szarobrązowego z wykorzystaniem oszczędnej świetlistej zieleni.Jeszcze innym przykładem może być oryginalne połączenie granatu z sycącą czerwienią lub szarego w różnych jego odcieniach z oszczędnym wykorzystaniem kontrastujących haftów.

Jeszcze bardziej osobliwy aniżeli piękny wydaje się szaroczarny ubiór, w którym do krótkiej spódniczki dodaje się tren, sprawiający jednak wrażenie zupełnie niepotrzebnego. Czarująca suknia, poemat delikatnego różowego jedwabiu i koronki, każe spoglądać najpierw na odkryte ramiona, a później na tren, w którym unosi się właścicielka sukni, zupełnie jakby stała się żywym marzeniem o zbliżającej się wiośnie. I tak wędruje przez środek sali, podziwiana, a zazdrości nie kryją niektórzy uczestnicy pokazu.

Drogocenny, ale równie ponętny był także strój wieczorowy: krótsza i jeszcze bardziej czarna spódniczka z jedwabiu z jedynym w swoim rodzaju obszyciu przy talii, sprawiającym, że biodra były jeszcze bardziej podkreślone przez koronkowe wypukłości, podczas gdy z przodu już takiego obszycia nie ma.

Równie bajeczna wydaje się być biała sukienka z woalu, której jeszcze bardziej dziwaczna i nudna narzutka wyróżnia się tym, że jest przetkana „prawdziwymi” złotymi nitkami haftem Richelieu, natomiast została ona uznana za drogocenny wzorcowy egzemplarz.

Wyróżniająca się granatowa sukienka z wełny nie doczekała się aprobaty, ponieważ sposób jej wykonania wydaje się bardziej osobliwy aniżeli rzeczywiście pełny smaku. Sukienki letnie i plażówki charakteryzują się prostotą fasonu. Luźne w talii, pozostawiające swobodę ruchów, są zdecydowanie ostatnim krzykiem mody. Także możliwość rozłożenia luźnego kołnierza pozwala zaakcentować szczupłą i dumną szyję.

Jednakże najpiękniejszym spośród pięknych, palącym punktem wszystkich pokazów i tęsknym marzeniem wielu młodych damskich serc było to, co zaprezentowali przedstawiciele firmy Roderburg, mający swoją siedzibę przy placu Kościuszki. Zaprezentowali oni między innymi suknie ślubne. Drogocenny jedwab koloru kości słoniowej okala biust i zwraca uwagę na wyciętą krótką spódniczkę, z której odchodzi długi, proporcjonalny tren. Firma jest równie znana z eleganckich damskich kurtek, a także ubioróq sportowych i jeździeckich.

Okazuje się, że w tym roku nosi się również paski i teczki, ponieważ można je uznać jako twarzowy dodatek do ubioru.

Szczególnie mocno, jeśli chodzi o stroje wieczorowe, zaznaczyli się również przedstawiciele firmy Rosenstein, której siedziba znajduje się przy ulicy Świdnickiej, dostarczając egzemplarzy, których osobliwe formy wywarły ogromne wrażenie.

W końcu przyszedł czas ba nakrycia głowy. Za nowość uznaje się kolorowe czapki z daszkiem, które przypominają skromne czepki kąpielowe. Uroczy wydawał się również biały kapelusz, dość osobliwie wygięty i przybrany jaskrawą niebieską gumową opaską. Specyficzny był też kapelusz słomkowy. Nie brakowało również tiulowych kapeluszy, sportowych czapek czy toczków.

Dopiero potem mogliśmy przyjrzeć się butom zaprezentowanym przez przedstawicieli firmy z ulicy Biskupiej 14. Tu też nie brakowało jedwabiu i obszyć złotymi nitkami, to zrozumiałe.

Tłumaczenie fragmentów artykułu z „Breslauer Zeitung”(autorką była Editha Bilda), 19 lutego 1920 roku

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Gazety Wrocławskiej.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Gazety Wrocławskiej
  • codzienne e-wydanie Gazety Wrocławskiej
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Kinga Czernichowska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.