.

Biuro Poszukiwań i Identyfikacji IPN

Ślad po otworze wlotowym kuli Ślad po otworze wlotowym kuli
.

Z dr. hab. Krzysztofem Szwagrzykiem zastępcą Prezesa IPN, Dyrektorem Biura Poszukiwań i Identyfikacji IPN rozmawiał Adam Pacześniak

Panie prezesie, Biuro Poszukiwań i Identyfikacji Instytutu Pamięci Narodowej to dość nietypowa jednostka w ramach IPN. Proszę powiedzieć czym się zajmuje.

Dr hab. Krzysztof Szwagrzyk, zastępca prezesa Instytutu Pamięci Narodowej: Biuro Poszukiwań i Identyfikacji Instytutu Pamięci Narodowej powstało w 2016 roku. To wówczas decyzją polskiego parlamentu w ramach Instytutu Pamięci Narodowej utworzono specjalną komórkę, której – jak zapisano w ustawie o IPN – powierzono obowiązek poszukiwania szczątków ofiar zbrodni totalitarnych, ofiar wojen, szczątków tych, którzy zginęli, którzy zostali zamordowani pomiędzy 1917 a 1990 rokiem. Ta decyzja polskiego parlamentu tak naprawdę jedynie sankcjonowała istnienie pewnej komórki w ramach Instytutu Pamięci Narodowej. Komórki, która już od dawna zajmowała się poszukiwaniami nieznanych miejsc pochówku i ekshumacjami ofiar terroru, nie tylko komunistycznego. Początki tej komórki i jej wczesna historia to działania, które rozpoczęły się we wrocławskim oddziale Instytutu Pamięci Narodowej.

A dlaczego akurat we Wrocławiu? Skąd pomysł na to, żeby prowadzić takie działania? Pan wtedy pracował w Oddziale IPN we Wrocławiu…

W oddziale wrocławskim Instytutu Pamięci Narodowej, w dawnym Biurze Edukacji Publicznej od początku istnienia oddziału prowadzono bardzo intensywne badania historyczne, które dotyczyły polskiego podziemia niepodległościowego, głównie na Dolnym Śląsku i Opolszczyźnie. W ramach tych badań usiłowano zebrać wiedzę o ofiarach, o przypadkach zabójstw, straceń, śmierci ofiar systemu komunistycznego na Dolnym Śląsku. A także ustalić miejsca ewentualnego pochówku. Jesienią 2003 roku, czyli już 17 lat temu, przeprowadzono tak naprawdę pierwsze w Polsce poszukiwania ofiary systemu komunistycznego – na Cmentarzu Osobowickim we Wrocławiu na kwaterze 81a. Wykonano wówczas prace ekshumacyjne, następnie prace identyfikacyjne szczątków kapitana Włodzimierza Pawłowskiego ps. „Kresowiak”, założyciela i dowódcy antykomunistycznej lokalnej dolnośląskiej organizacji istniejącej w latach 1949–1951. Sukces tych pierwszych poszukiwań pozwolił na podjęcie w kolejnym okresie dalszych wysiłków realizowanych w ramach Biura Edukacji Publicznej IPN, które doprowadziłyby do ujawnienia nieznanych miejsc pochówków innych ofiar. W marcu 2006 roku takie działania jak we Wrocławiu przeprowadziliśmy na cmentarzu ewangelickim w Opolu przy ul. Wrocławskiej. Ich celem było odnalezienie szczątków straconego w marcu 1953 roku w Opolu Hieronima Bednarskiego. Poszukiwania, podobnie jak we Wrocławiu, zakończyły się sukcesem. W tymże 2006 roku prowadziliśmy powtórnie prace na Cmentarzu Osobowickim we Wrocławiu. Tym razem badaliśmy miejsce, gdzie ukryto w 1951 roku szczątki porucznika Mieczysława Bujaka, straconego w więzieniu przy ul. Kleczkowskiej we Wrocławiu w sierpniu 1951 roku. W 2006 roku prowadziliśmy także badania na innej nekropolii w Opolu – na cmentarzu w Opolu Półwsi. Tym razem poszukiwaliśmy innej ofiary systemu komunistycznego – porucznika Edwarda Cieśli, straconego w więzieniu w Opolu w sierpniu 1952 roku. I tutaj prace również zakończyły się sukcesem, ponieważ odnaleźliśmy szczątki ofiary. Dodać należy, że w tym przypadku po raz pierwszy zetknęliśmy się z sytuacją, kiedy typowane przez nas miejsce ukrycia szczątków w późniejszym czasie zostało przeznaczone do ponownych pochówków. Należało więc najpierw doprowadzić do ekshumacji czasowej szczątków współczesnych, a dopiero później postarać się dotrzeć do szczątków por. Cieśli. Tę metodę wówczas zastosowaną w Oddziale IPN we Wrocławiu stosujemy do dzisiaj w różnych miejscach w Polsce, bowiem często dawne miejsca pochówków więźniów zostały zagospodarowane w inny sposób.

Te pierwsze prace poszukiwawcze i ekshumacyjne, realizowane przez Pana i Pana zespół we Wrocławiu oraz w Opolu pozwoliły na wypracowanie metody, która stosowana jest do dzisiaj. Proszę o niej opowiedzieć.

Metoda wrocławska polegająca na tym, że do prac poszukiwawczych i ekshumacyjnych zaangażowany jest zespół ludzi. Nie pojedyncza osoba, nie pojedynczy wybitny specjalista, ale zespół ludzi z różnych dziedzin wiedzy. Zaangażowani są archeolodzy, zaangażowani są historycy, zaangażowani są archiwiści, zaangażowani są antropolodzy, medycy. Końcowym etapem badań przez nas prowadzonych są prace identyfikacyjne poprzez badania DNA oraz każdorazowo uroczysty pogrzeb, który jest ostatnim punktem, realizowanego przez nas długiego procesu badawczego. I ta metoda stosowana jest przez nas od tamtego czasu stale. Ona przynosi wymierne efekty – w ciągu kilkunastu lat jej stosowania przebadaliśmy w kraju (a także poza granicami) kilkaset miejsc. Odnaleźliśmy szczątki tysiąca kilkuset ofiar zbrodni niemieckich, zbrodni sowieckich, zbrodni komunistycznych czy zbrodni nacjonalistów ukraińskich. W kolejnych latach prowadziliśmy prace poszukiwawcze m.in. na Cmentarzu Osobowickim we Wrocławiu. W czerwcu 2008 roku doprowadziliśmy do odnalezienia szczątków straconego w kwietniu 1953 roku we Wrocławiu marynarza Stefana Półrula. Prowadziliśmy w 2009 roku prace poszukiwawcze i ekshumacyjne na terenie cmentarza komunalnego w Szczecinie.

Doświadczenia zdobyte w tym czasie pozwoliły na zmierzenie się z jeszcze większym wyzwaniem. Rozpoczął Pan poszukiwania w Warszawie na słynnej „Łączce”.

Tak, nabyte przez nasz zespół doświadczenia pozwoliły podjąć niezwykle ważne, bodaj najważniejsze dotychczas, prace prowadzone w całej Polsce – w Warszawie na Powązkach. Nie doszłoby do tego, gdyby nie nasze ogromne działania realizowane we Wrocławiu w latach 2011–2012 na kwaterach 81a i 120 Cmentarza Osobowickiego, których efektem było odnalezienie szczątków 299 osób pochowanych tam w latach 1948–1956 na zlecenie więzienia. Bezcenne doświadczenia przy realizacji tych ogromnych działań na terenie Cmentarza Osobowickiego we Wrocławiu dały nam podstawę do tego, aby podjąć ryzyko przeniesienia naszych poszukiwań na teren kwatery „Ł” Cmentarza Powązkowskiego w Warszawie. Działania tam rozpoczęliśmy w pierwszym etapie w lipcu i sierpniu 2012 roku, stosując te same, opracowane we Wrocławiu metody poszukiwań, metody ekshumacji, metody badań i identyfikacji. Także w 2012 roku rozpoczęliśmy pierwsze poszukiwania związanych z Opolszczyzną miejsc, gdzie we wrześniu 1946 roku funkcjonariusze Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego doprowadzili w ramach operacji „Lawina” do fizycznej likwidacji prawie stu członków oddziału Narodowych Sił Zbrojnych Henryka Flamego ps. „Bartek”. W wyniku zastosowanych wobec nich działań operacyjnych doprowadzono do tego, że oddział wyjechał ze swoich miejsc operowania na terenie Podbeskidzia, został przewieziony w ramach prowokacji na teren Opolszczyzny, a następnie w trzech różnych miejscach tych ludzi wymordowano w niezwykle dramatyczny sposób. Od 2012 roku badaliśmy szereg miejsc, chcąc doprowadzić do ujawnienia masowych dołów ze szczątkami ofiar. Działania rozpoczęte w 2012 roku były kontynuowane w kolejnych latach. Dziś możemy powiedzieć, że szczątki ofiar zostały przez nas odnalezione w dwóch miejscach na terenie Opolszczyzny: w październiku 2012 roku w nieistniejącej posiadłości Scharfenberg w pobliżu Malerzowic Wielkich i wiosną 2016 roku na terenie dawnego lotniska poniemieckiego w Starym Grodkowie, niedaleko Grodkowa. Trzecim, ostatnim w kolejności miejscem, w którym wymordowano grupę żołnierzy „Bartka” jest wieś Barut na terenie powiatu strzeleckiego. Miejsce likwidacji znajduje się tuż obok tej wsi – na Polanie Śmierci leżącej już po stronie województwa śląskiego. Dziś już potrafimy wskazać te miejsca, dziś możemy ujawniać (i czynimy to) nazwiska odnalezionych i zidentyfikowanych ofiar.

Można zatem powiedzieć, że ta maleńka komórka istniejąca w IPN we Wrocławiu rozwinęła się od 2003 roku w sposób, który może budzić podziw.

Kiedy mówimy o rozwoju organizacyjnym naszej komórki, trzeba koniecznie powiedzieć, że w czerwcu 2014 roku w uznaniu dla naszej już wieloletniej wcześniejszej działalności prezes Instytutu Pamięci Narodowej powołał Samodzielny Wydział Poszukiwań – niewielką, skromną komórkę. Ale był to niezwykle ważny sygnał, że oto wreszcie powstaje wydzielona struktura w ramach Instytutu Pamięci Narodowej wyłącznie do poszukiwań i identyfikacji. I ten ostatni, przełomowy dla nas krok w drodze rozwoju, to przywoływana przeze mnie już na początku wypowiedzi decyzja polskiego parlamentu z czerwca 2016 roku o powstaniu Biura Poszukiwań i Identyfikacji. Dziś nasze biuro istnieje już w każdym oddziale, w każdej delegaturze Instytutu Pamięci Narodowej. Pracuje w nim łącznie ponad 60 osób i z całą pewnością nie jest to jeszcze ostateczny kształt osobowy naszego biura. Biorąc pod uwagę, że działania Instytutu Pamięci Narodowej w zakresie poszukiwań i identyfikacji ofiar systemów totalitarnych spotykają się z ogromnym pozytywnym zainteresowaniem polskiego społeczeństwa, trzeba powiedzieć, że wszystkie dotychczasowe nasze badania i sukcesy z nimi związane nie byłyby możliwe do przeprowadzenia bez tych naszych wcześniejszych działań wykonywanych we Wrocławiu, bez metody, która została w oddziale wrocławskim Instytutu Pamięci Narodowej opracowana i jest stosowana do dziś w różnych miejscach w Polsce i poza granicami. Myślę, że możemy z pełnym przekonaniem powiedzieć, że gdyby nie było prac realizowanych we Wrocławiu, tych, które rozpoczęto już w 2003 roku, nie byłoby powązkowskiej „Łączki”, nie byłoby Cmentarza Bródnowskiego, nie byłoby prac w Gdańsku, w Rzeszowie, w Lublinie, w Białymstoku, w setkach różnych miejsc. I być może nie udałoby się odnaleźć ani majora Hieronima Dekutowskiego „Zapory”, ani majora Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”, ani Danuty Siedzikówny „Inki”, być może także innych osób. Warto pamiętać rozmawiając o jubileuszu 20-lecia istnienia Oddziału IPN we Wrocławiu i o sukcesie poszukiwań ofiar totalitaryzmów, że to wszystko zaczęło się w 2003 roku w Oddziale Instytutu Pamięci Narodowej we Wrocławiu. Dzięki nam państwo polskie realizuje w sposób szczególny swoją powinność wobec obywateli, którzy zginęli z rąk różnych okupantów w walce o niepodległość Polski.

Na uroczystościach poświęconych pamięci ofiar, np. na Cmentarzu Osobowickim we Wrocławiu, w Malerzowicach Wielkich czy w Starym Grodkowie, widać autentyczne wzruszenie rodzin, że po tylu latach ich krewni zostali odnalezieni i zidentyfikowani. Jak wygląda współpraca z rodzinami pomordowanych?

W tym długim procesie badawczym kontakt z rodzinami zawsze dla nas był, jest i pozostanie niezwykle ważny. Rodziny oczekują od kilkudziesięciu lat na uzyskanie informacji gdzie pogrzebano ich najbliższych, chcą wreszcie po tylu latach móc zapalić świeczkę, pomodlić się przy rzeczywistym, a nie symbolicznym grobie. Od rodzin uzyskujemy różnego rodzaju informacje dotyczące ofiar. Czasem są to informacje o charakterze antropologicznym umożliwiające wstępną identyfikację. Bez rodzin nie moglibyśmy potwierdzić genetycznie odnajdywanych szczątków. Aby móc zidentyfikować szczątki ofiary musimy mieć materiał porównawczy od najbliższych krewnych – od dzieci, braci, sióstr, czasem także od rodziców. Tak, zdarza się, że w niektórych przypadkach również od rodziców – wtedy wykonujemy ekshumacje szczątków rodziców. Bez tego materiału porównawczego nie moglibyśmy przywrócić tożsamości niektórym szczątkom. Rodziny bardzo czekają na ten moment końca naszych prac. Bardzo przeżywają, kiedy otrzymują notę identyfikacyjną w Pałacu Prezydenckim. Dzieje się to zawsze w niezwykle podniosłej formie. Wkrótce potem następują uroczystości pogrzebowe z udziałem kompanii honorowej Wojska Polskiego i dopiero wówczas dla tych rodzin kończy się dramatyczny czas oczekiwań na to, żeby ich najbliżsi powrócili.
Nacje, które trzeba wymienić.

.

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.