Biedny jak pracownik budżetówki. Katastrofalne trendy zarobków w tym sektorze

Czytaj dalej
Fot. Fot. Pexels/Max Fischer
Jan Śpiewak

Biedny jak pracownik budżetówki. Katastrofalne trendy zarobków w tym sektorze

Jan Śpiewak

Pracownicy pracujący dla polskiego państwa doświadczają błyskawicznego spadku realnych dochodów. Dzisiaj praca dla państwa staje się drogim hobby, na które coraz mniej ludzi może sobie pozwolić. Ogłoszony budżet na rok 2023 wzmocni ten katastrofalny trend.

Praca dla nauczyciela? Tylko z bogatym współmałżonkiem

Niedawno dostałem wiadomość na temat rekrutacji w jednej z publicznej szkół w Warszawie. Kandydat, który odpowiedział na ogłoszenie, nie miał specjalnego wykształcenia ani doświadczenia. Jednak dyrektor szkoły była bardziej zainteresowana jego sytuacją rodzinną i materialną niż kwalifikacjami. Czym Pana żona się zajmuje? Padło pytanie ze strony dyrektorki do zszokowanego kandydata. Dyrektorka zaraz wyjaśniła, że zadaje to pytanie, bo musi wiedzieć, z czego przyszły nauczyciel będzie żył. Bo przecież nie z gołej nauczycielskiej pensji. Jeśli nie masz bogatego małżonka, własnego mieszkania po dziadkach, to praca w budżetówce nie jest dla ciebie. 

[polecany]23881765[/polecany]

Opłata za wynajęcie kawalerki w Warszawie wynosi więcej niż wynagrodzenie początkującego pedagoga. Zawód nauczyciela zaliczył w ciągu ostatnich lat szalejącej inflacji dramatyczny upadek. Jeśli jeszcze w 2007 roku wynagrodzenie nauczyciela dyplomowanego było wyższe o 135% od płacy minimalnej tak dzisiaj jest wyższe jedynie o jedną trzecią. Początkujący nauczyciel dosłownie zarabia pensje minimalną. Jest to dość szokujące, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że od jakości kształcenia zależy dosłownie przyszłość narodu. Na Zachodzie zawód nauczyciela cieszy się dużym prestiżem społecznym i sporymi zarobkami, w Polsce możemy obserwować spokojny, ale nieubłagany upadek prestiżu tej profesji po 1989 roku.

Budżetówka budżetówce nierówna

Nie tylko nauczyciele w ciągu dwóch lat szalejącej inflacji stali się znacznie biedniejsi. Wedle ogłoszonego niedawno projektu budżetu na rok 2023 podwyżki dla budżetówki mają być dwa razy mniejsze niż inflacja! W ustawie budżetowej zaplanowano około ośmiu procent podwyżki dla pracowników administracji publicznej. Rząd zakłada, że ceny w przyszłym roku wzrosną o około 9,8 procent. Oczywiście te prognozy już dzisiaj niewiele są warte, gdy inflacja sięgnęła we wrześniu tego roku 17,2 procent. Jeśli taki trend się utrzyma, będzie to oznaczać, że cała budżetówka zubożeje: realne pensje spadną o blisko dziesięć procent. Oczywiście budżetówka budżetówce nie równa. Najlepiej zarabia się w ministerstwach, wojsku, coraz lepiej chociaż daleko od ideału w ochronie zdrowia, a najgorzej w opiece społecznej, ZUS-ie, sądach, szkołach czy skarbówce. Te zawody - tradycyjnie bardzo sfeminizowane - powinny być jak najszybciej docenione. 

[polecany]23891311[/polecany]

Państwo bardzo tanie

W sferze budżetowej w Polsce pracuje ponad 1,5 miliona osób. Mówimy o pracownikach administracji rządowej, wojewódzkiej, ochrony zdrowia czy edukacji. Wbrew stereotypom rozpowszechnianym przez fanów prywatyzacji i wolnego rynku, polska budżetówka jest bardzo tania. Polska na administrację publiczną wydaje jedynie 4,2% PKB. W porównaniu do innych krajów europejskich jest to niewiele. Średnia Unijna wynosiła 5,8 procent. Więcej niż Polska na swoją administrację wydają Czechy, Słowacja, Francja, Hiszpania i Austria. Prawdziwy dramat zaczyna się jednak, gdy przeliczymy te liczby na sumy bezwzględne liczone w euro, dzielone przez sto tysięcy mieszkańców. Tutaj mniej na państwo wydają jedynie tacy czempioni jak Rumunia i Bułgaria, ale Rumunia już nam depcze po piętach. Jeśli trend wydatkowy się utrzyma, to niedługo nawet państwa bałkańskie będą miały droższą administrację niż Polacy. Od lat na administrację wydajemy coraz mniej pieniędzy w relacji do PKB. Oznacza to w praktyce, że pracownicy budżetówki mają coraz więcej pracy za coraz mniej pieniędzy. 

Ile zarabiają urzędnicy i urzędnicy?

Jak wyglądają pensje w kluczowych jednostkach administracji państwa? W Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych, wedle przeprowadzonej przez związki zawodowe ankiety, wynika, że większość pracowników zarabia między 2,5 tysiąca a 3300 na rękę. Mediana zarobków pracowników w Urzędach Skarbowych w 2020 roku wynosiła 2600 złotych netto. To znaczy, że połowa zarabiała tyle albo mniej. Mówimy o ludziach, którzy zarabiają dla państwa miliony, których decyzje mają ogromny wpływ na gospodarkę kraju.

[polecany]23879829[/polecany]

Równie dramatycznie jest, jeśli chodzi o pracowników sądów. Wynagrodzenie początkowe asystenta sędziego zaczyna się od trzech tysięcy złotych na rękę. Asystenci muszą mieć wysokie kwalifikacje, czytają akta, robią notatki i to oni często de facto piszą wyroki sędziom. Bardziej techniczne, ale równie odpowiedzialne stanowiska w sądach zbliżają się do minimalnej krajowej. Nic dziwnego może, że na wyroki w Polsce czeka się latami, a bałagan w sądach z roku na rok jest coraz większy. Być może najgorsze zarobki są w opiece społecznej. Opiekunka w Ośrodku Pomocy Społecznej zarabia najczęściej w okolicach minimalnej krajowej. To ogromnie trudna i odpowiedzialna praca, wykonywana w ekstremalnie ciężkich warunkach. Podobne pensje są na większości stanowisk w OPS-ach. To naprawdę przerażające, że do pomocy przy osobach niepełnosprawnych, z ogromnymi problemami zdrowotnymi wysyła się przepracowanych pracowników, których marzeniem jest zarabiać trzy tysiące na rękę.

[polecany]23869285[/polecany]

Państwo musi kosztować

Szukając odpowiedzi na pytanie, dlaczego najgorzej wynagradzani pracownicy jeszcze chcą pracować dla państwa, trzeba wymienić splot czynników. Praca w budżetówce wciąż uważana jest za stabilną, gdzie można w miarę normalnie łączyć macierzyństwo z karierą. Ważnym też czynnikiem jest etos wciąż bardzo wielu urzędników, którzy naprawdę chcą po prostu pomagać ludziom. To właśnie na tych źle opłacanych urzędnikach ciąży codzienne utrzymanie i funkcjonowanie państwa. Gdy politycy się kłócą i robią teatr, to oni na dole pracują ponad siły, dbając, żeby państwo zupełnie się nie rozleciało. Tanie państwo to dziadowskie państwo. Za pieniądze, które wydajemy na nie i tak dostajemy całkiem sporo. Pytanie, ile jeszcze? Co zrobimy, gdy najstarsi pracownicy odejdą z pracy? Wakatów w budżetówce są już dziesiątki tysięcy. Przyszłość wymaga od Polski posiadania sprawnego państwa. A to musi kosztować. I to niemało.

Jan Śpiewak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.