Barbara Krafftówna: Jednak rola jest ważniejsza niż zupa

Czytaj dalej
Fot. Karolina Misztal
Gabriela Pewińska

Barbara Krafftówna: Jednak rola jest ważniejsza niż zupa

Gabriela Pewińska

W piątkowy wieczór uroczystą galą Teatr Wybrzeże uczcił jubileusz 70 - lecia. Wśród gości była pierwsza aktorka tej sceny Barbara Krafftówna.

Teatr Wybrzeże oficjalnie inauguruje działalność 20 listopada 1946 roku premierą sztuki Tadeusza Gajcego „Homer i Orchidea”. Dzisiejszy gmach na Targu Węglowym leży w gruzach. Aktorzy grają na scenie w Gdyni, w budynku przy placu Grunwaldzkim, zwanym „Stodołą”. Reżyseruje słynny Iwo Gall. Przez lata pielęgnuje własne widzenie teatru i takie zamierza realizować jako dyrektor tworzącego się powojennego teatru na Wybrzeżu. Przybywa tu z własną trupą. To utalentowana młodzież, którą kształcił aktorsko jeszcze podczas okupacji. Pracują razem, mieszkają razem, do granic oddani gdyńskiej scenie, poetyckiemu słowu i Mistrzowi. Jest wśród nich osiemnastoletnia Barbara Krafftówna. W wydanej w tym roku książce „Krafftówna w krainie czarów” tak wspomina tamten czas w Gdyni:

„Dostaliśmy wszyscy miejsca w przedwojennym hotelu Riviera, miał cudowne zaplecze, wspaniałą kuchnię, sale dansingowe, taras. Stał się dobrym miejscem prób, ćwiczeń poza teatrem. W pokojach czekały na nas puste sienniki. Sami wypychaliśmy je słomą. (…) Od razu zorganizowano dyżury w kuchni - przez tydzień połowa zespołu, która nie jest na próbach, pracuje w kuchni, a potem odwrotnie. Chłopcy poznawali sztukę techniczną w malarni, w stolarni. (…) My uczyłyśmy się w pracowni krawieckiej kroju (…), jak reperować kostiumy. Gall chciał, żeby zespół nauczył się każdej czynności składającej się na tworzenie spektaklu”.

Czytaj też: Boskie ciała i chińskie szlafroki. Teatr Wybrzeże w anegdocie

W piątek Teatr Wybrzeże jubileuszową galą uczcił tamtą pierwszą w swej powojennej historii premierę. Gościem uroczystości była Barbara Krafftówna.

- Po 70 latach znów staje Pani na scenie swego pierwszego teatru.

- To jest właśnie owa kraina czarów. Bo niby skąd się wziął tytuł tej książki? Z rzeczywistości.

- Tamten dzień sprzed 70 lat...

- A jak powiem, że nic nie pamiętam?

- A jak nie uwierzę?

- Oczywiście, że pamiętam. Dziś ten krótki kawałek z hotelu do teatru był pełen niezwykłych, zagęszczonych życiem obrazków. Obrazków, które powinny zostać wykorzystane przez literaturę, a może nawet przez malarstwo. A mówię o wrażeniach z ledwie kilkunastu metrów, kilkudziesięciu kroków.

- To w zasadzie, jak klatki filmowej taśmy.

-Rejestracja rzeczywistości, w której żyjemy bywa naprawdę krainą bajek, a w naszym zawodzie przede wszystkim inspiracji. Często tego nie zauważamy, biegniemy przez życie bardzo zdekoncentrowani...

- To byłby bardzo piękny film pt. „Z hotelu do mojego pierwszego teatru”. Choć, oczywiście, Teatr Wybrzeże to dziś zupełnie inny budynek, a nawet miasto.

- Poruszyła pani bardzo ważny temat. Dzisiejszy gmach na Targu Węglowym to teatr, który został przez nowe pokolenie podniesiony z gruzów. My, wtedy na gruzach, usiłowaliśmy wszyscy budować bajeczne, zastępcze sceny. A dziś obchodzimy jubileusz teatru zainaugurowanego przez Iwo Galla, fenomenalnego artystę, twórcę z gigantycznym doświadczeniem, który przez lata pracował z innymi wielkimi polskiego teatru. Był genialnym przedstawicielem sztuki malarskiej, teatralnej, wybitnym selekcjonerem sztuki literackiej, wyniesionej z własnego dzieciństwa, z poprzedniej epoki lub całych epok.

- Ów geniusz, wizjoner dawał adeptom nie tylko strawę duchową, ale i ...zupę. Pani też pomagała obierać marchew?

- Oczywiście! Chłopcy byli od dźwigania ciężarów, a dziewczyny od mieszania. (śmiech) Nie tylko zupy... Byliśmy wszyscy do tego siermiężnego życia nieprzystosowani, świadomi tego, że jednak ważniejsza jest rola niż zupa. Jednak! Cudownym widokiem były wszelakie obrazki właśnie z kuchni, gdzie - jeśli się zdarzyło, że miałam dyżur z koleżanką, z którą grałyśmy razem scenę - mogłyśmy ćwiczyć tekst roli kręcąc jednocześnie łyżką w kotle czy obierając kartofle. Nikomu by do głowy nie przyszło, jak niezwykłą elastyczność formy, myśli, nawet inwencji daje coś takiego. Otóż każda funkcja fizyczna, nawet banalne wycieranie nosa zmienia naszą aktywność, intonację, inne są pauzy, inne akcenty, a wszystko to związane z naturalistyczną formą funkcjonowania naszego organizmu przeniesione na scenę daje bardzo ciekawe obrazy.

- Na ile ten pierwszy Pani teatr, Teatr Wybrzeże sprzed 70 lat, ukształtował Panią, jako aktorkę, jako człowieka?

- Nie widać tego po mnie?

- W sumie, niezła puenta.

- To może zostańmy przy niej?

g.pewińska@prasa.gda.pl

Gabriela Pewińska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.