Bajka o polskich aptekarzach i ingerencja państwa w rynek leków

Czytaj dalej
Fot. 123RF
Dorota Abramowicz

Bajka o polskich aptekarzach i ingerencja państwa w rynek leków

Dorota Abramowicz

Z Markiem Tomkowem, wiceprezesem Naczelnej Rady Aptekarskiej, o znowelizowanej ustawie pozwalającej, by nowe apteki mogli otwierać tylko farmaceuci, rozmawia Dorota Abramowicz

Po przyjęciu przez Senat projekt ustawy Apteka dla Aptekarza czeka tylko na podpis prezydenta. Czy spełni się proroctwo wicepremiera Morawieckiego o wzroście cen leków?

Obawy pana wicepremiera są kompletnie nieuzasadnione głównie dlatego, że nikt nie likwiduje 14,7 tysiąca dotychczas funkcjonujących aptek. Jeśli ktoś wczoraj miał atrakcyjne ceny, będzie je miał też po podpisaniu ustawy, która będzie dotyczyła wyłącznie nowych aptek.

Za to nowe placówki będą zakładać już tylko farmaceuci z prawem wykonywania zawodu...

Polskie prawodawstwo nie idzie tak daleko, jak na Węgrzech, gdzie nakazano sprzedaż sieci indywidualnym aptekarzom. U nas nie ma o tym mowy. Nadal na osiedlu pozostanie np. 15 konkurujących ze sobą aptek, które będą walczyć cenami. Straszenie drożyzną nie ma więc żadnych podstaw. Co więcej - taki wzrost cen mógłby nastąpić po opanowaniu rynku przez kilka dużych podmiotów. Naiwnością byłoby wierzyć, że zagraniczny koncern otwiera w Polsce apteki po to, by do nich dokładać.

Nie przemawiają do Pana argumenty wielu organizacji (m.in. BCC, Konfederacja Lewiatan, Związek Pracodawców Aptecznych PharmaNET, Związek Przedsiębiorców i Pracodawców ), które przewidują, że ograniczenie wolnego rynku zmniejszy dostępność leków w małych miejscowościach?

W 2010 i 2011 r. mieliśmy przykład, co robi wolny rynek z rynkiem leków. Apteki wydawały je za darmo lub za grosz , a budżet NFZ przeznaczony na refundację mógł się w każdej chwili rozsypać. W wyniku gry pacjentem, prowadzonej przez sieci aptek, doszło do wyłudzeń znacznych kwot z budżetu funduszu. Rząd PO podjął wówczas decyzję o wprowadzeniu radykalnych zmian. Warto przypomnieć, że te same organizacje biznesowe, które teraz protestują przeciw Aptece dla Aptekarza, protestowały także przed pięcioma laty przeciw ustawie refundacyjnej. Straszono, że wzrosną ceny, pacjenci będą mieli gorszy dostęp do leków, a sama ustawa jest niekonstytucyjna. Tymczasem ustawa ta, wprowadzając ceny urzędowe dla 4 tys. leków i możliwość negocjacji ich cen przez ministra, uratowała NFZ przed bankructwem i przyniosła tylko w ciągu roku ponad 2 mld złotych oszczędności, dzięki którym można było wprowadzić przez obecny rząd program darmowych leków dla seniorów czy programy leczenia chorób rzadkich. To pokazuje, że ingerencja państwa w tak wrażliwy obszar, jakim jest rynek leków, nie jest zła. Trzeba go kontrolować, gdyż ponad 10 miliardów zł rocznie przeznaczanych w Polsce na refundację leków to pieniądze podatników. Dziś argumenty przeciwników się powtarzają, a pacjenci są znów straszeni. To najprostsza, podprogowa metoda zniechęcania, a za protestami stoją duże firmy, koncerny sieciowe.

Protestują także pojedynczy ekonomiści i politycy...

Wydaje się nam, że słyszymy wielogłos, a to tylko echo. Jeżeli w tej samej sprawie interweniuje czterech ambasadorów: Litwy, Kanady, Izraela i USA, to przecież nie występują oni w imieniu polskich pacjentów, tylko swoich przedsiębiorców. W swoich pismach wprost żądali usunięcia niektórych zapisów, aby sieci z tych krajów mogły się swobodnie rozwijać.

Nie demonizuje Pan siły zagranicznych sieci?

Opowieści, że rynek apteczny w Polsce należy w 95 proc. do rodzimych przedsiębiorców to bajka. Konsolidacja następuje w coraz szybszym tempie, wystarczy wejść na stronę UOKiK, by spostrzec, że apteki są skupywane obecnie przez firmy zarejestrowane np. na Cyprze. Znacznie większy udział zagranicznego kapitału potwierdzali w swoich wypowiedziach sami ambasadorowie.

Jak więc wygląda sytuacja?

Wartościowo wszystkie sieci przejęły już 60 proc. polskiego rynku sprzedaży leków, wycenianego na ok. 30 mld złotych. Jest to moment, w którym należy zatrzymać obecny układ, gdy pacjenci są zadowoleni, apteki konkurują, a siła ministra zdrowia w negocjacjach dalej jest aktywna. Nie można jednak dopuścić do monopolizacji.

Czy hurtownie farmaceutyczne będą dyktować ceny pojedynczym aptekom?

Nikt o tym głośno nie mówi, że już teraz blisko 80 proc. rynku hurtowego opanowały trzy największe hurtownie, z czego dwie mają własne sieci aptek. Znane są przykłady krajów, w których cały rynek przejęły np. trzy sieci powiązane z hurtowniami farmaceutycznymi. Pozycja negocjacyjna ministra zdrowia w zestawieniu z takimi podmiotami jest zdecydowanie słabsza niż wówczas, kiedy rynek jest rozdrobniony.

Nadal na osiedlu pozostanie np. 15 aptek, które będą walczyć ze sobą cenami

Jak rozwiązano „apteczny problem” w innych krajach Europy?Podobne regulacje, jak wprowadzane w Polsce, obejmują 70 proc. aptek w krajach europejskich, w tym tych największych, jak Niemcy, Francja (gdzie aptekarz może mieć tylko jedną aptekę), Włochy, Hiszpania, Portugalia. Co więcej - w 2009 r. KE wystąpiła przeciw rządom pięciu krajów, kwestionując zasadę prowadzenia aptek wyłącznie przez farmaceutów. Sprawa znalazła finał przed Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości, który uznał, że rozwiązanie to jest jak najbardziej korzystne dla pacjentów. Nawet w tak liberalnym kraju jak USA są stany, gdzie obowiązują ograniczenia w otwieraniu nowych aptek. I tu ciekawostka - Donald Trump, skrajnie wolnościowy biznesmen, w trakcie kampanii wyborczej zarzucał Barackowi Obamie, że oddał rynek leków kilku sieciom, przez co ceny poszły w górę.

Czy po decyzji Senatu aptekarze już świętują sukces?

Póki prezydent nie złoży podpisu, możemy mówić tylko o projekcie ustawy. Ustawy, którą poparli nie tylko farmaceuci, ale także minister zdrowia, Naczelna Izba Lekarska, Naczelna Izba Pielęgniarek i Położnych, Krajowa Izba Diagnostów Laboratoryjnych, Polskie Towarzystwo Farmaceutyczne, Konwent Dziekanów, Polskie Stowarzyszenie Studentów Farmacji. Są to organizacje reprezentujące ponad pół miliona ludzi pracujących w białych fartuchach, dla których pacjent stoi przed biznesem. Czy można nazwać ich wszystkich lobbystami?

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Gazety Wrocławskiej.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Gazety Wrocławskiej
  • codzienne e-wydanie Gazety Wrocławskiej
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Dorota Abramowicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.