dr Maciej Łagiewski

Architektoniczna wizja Maxa Berga

Tak miał wyglądać wrocławski Rynek według Maksa Berga Fot. Max Berg Tak miał wyglądać wrocławski Rynek według Maksa Berga
dr Maciej Łagiewski

Zabytkowy rynek otoczony urokliwymi kamieniczkami z gotyckim ratuszem po środku, a nad tym wszystkim górujący potężny wieżowiec rodem z Nowego Jorku, czy Chicago. Tak mogłoby dziś wygadać centrum Starego Miasta we Wrocławiu gdyby wizja architekta Maxa Berga (1870 – 1947) została urzeczywistniona.

Na początku ubiegłego wieku, dzięki rozwojowi przemysłu oraz handlu, bogaty i zarazem kosmopolityczny Wrocław stał się jednym z najważniejszych miast w Niemczech. Wygląd nadodrzańskiej metropolii kształtowali wówczas utalentowani architekci, z prekursorem modernizmu Hansem Poelzigiem na czele. Wśród nich był również pochodzący ze Szczecina Max Berg, który w 1909 roku objął urząd miejskiego radcy budowalnego. Jego poprzednik na tym stanowisku - Richard Plüddemann - pozostawił we Wrocławiu szereg ceglanych budynków wzniesionych w historyzującym stylu neogotyckim. Dzięki odniesieniom do tradycji niemieckiego budownictwa, gmachy przypominające dachami i wieżami średniowieczne zamki oraz klasztory bardzo przypadły do gustu mieszkańcom. Jednak Max Berg miał zupełnie inną wizję architektury - na zawsze pożegnał gotyckie inspiracje na rzecz nowoczesnej, prostej formy. Jego najsłynniejszym dziełem nadal pozostaje Hala Stulecia ukończona w 1913 roku. Urzędnicy uważali ją za zbyt kosztowną, a wrocławianie ironicznie nazywali „pudłem na kapelusze”.

Nowojorskie drapacze chmur

Mimo tych początkowo niepochlebnych opinii o swoim dziele, Max Berg postanowił pójść o krok dalej, chcąc przenieść architekturę nowojorskich drapaczy chmur do Wrocławia. Choć nigdy nie był w Stanach Zjednoczonych, a europejska architektura wysokościowców dopiero raczkowała, widział potrzebę rozbudowania infrastruktury biurowo-mieszkaniowej, drastycznie wtedy przepełnionych miast. Wieżowce miały być swoistym antidotum, odciążającym czynszową zabudowę z lokali biurowych i użytkowych. Sprzyjały temu nowe technologie oraz rozwiązania konstrukcyjne m.in. coraz powszechniejsze stosowanie żelazobetonu. W tych poglądach nie był osamotniony, ale jako jedyny miał odwagę wcielać swoje projekty w życie. Niestety ta odwaga i upór w dążeniu do celu doprowadziły wkrótce do sporu Maxa Berga nie tylko z władzami miasta, ale równie jego mieszkańcami. Gdy w latach 1919 – 1920 pokazał plany budowy wieżowców atmosfera sięgnęła zenitu. Nikt, poza nim samym, nie był w stanie wyobrazić sobie blisko 90 metrowego kolosa, który miałby zająć całą środkową część rynku. Nawet dziś niezrealizowany projekt nowe ratusza sprzed prawie stu lat wywołuje szok.

Podobne kontrowersje wzbudzał, zaprojektowany przez Berga w okolicach Mostu Grunwaldzkiego, ogromny gmach Urzędu Wojewódzkiego. Władze Wrocławia stanowczo sprzeciwiły się realizacji tych projektów, podając za powód zbyt duże koszty budowy oraz formy zupełnie niepasujące do wyglądu miasta. Max Berg rewanżował się przy każdej okazji, biorąc udział w sądach konkursów urbanistycznych na rozwój miasta. Projekty sprzecznych z jego poglądami nie akceptował. Nie podpisywał także protokołów sprawozdań i kolegialnych rozstrzygnięć, co lokalna prasa uznała za skandaliczne zachowanie. Skrytykowali go również radni, głównie socjaldemokraci - koledzy partyjni Maxa Berga. Na skutek tego konfliktu architekt zrezygnował z członkostwa w SPD, zaś w 1924 ustąpił ze stanowiska głównego architekta miasta, potem postanowił wyjechać z Wrocławia.

Nadciągnie straszliwa wojna

Już wcześniej, w trakcie budowy Hali Stulecia, przeszedł duchową przemianę, żywo interesował się teozofią i mistyką chrześcijańską. Tuż przed wyjazdem miał rzekomo powiedzieć do swojego znajomego: „Nasz czas we Wrocławiu skończył się (…) nadciągnie straszliwa wojna. Nie pozostanie we Wrocławiu kamień na kamieniu. Ogień będzie spadać z nieba. Tysiące ludzi spłonie w płomieniach. Zostanie tylko Hala Stulecia”. Jak czas pokazał jego wizja wypełniła się tylko częściowo, bo do dziś Wrocław zdobi wiele zaprojektowanych przez niego budynków, łącznie z domem własnym przy dzisiejszej ulicy Mikołaja Kopernika, w której niegdyś mieszkał.

dr Maciej Łagiewski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.