Afera Amber Gold może pogrążyć PiS [rozmowa]

Czytaj dalej
Fot. Michał Dyjak
Jacek Deptuła

Afera Amber Gold może pogrążyć PiS [rozmowa]

Jacek Deptuła

Zdumiewające są dziś awanse prokuratorów, którzy „zapodziali” pismo Komisji Nadzoru Finansowego do Andrzeja Seremeta w sprawie piramidy finansowej Amber Gold. Rozmowa z Krzysztofem Brejzą, posłem PO.

- Zostanie pan ministrem albo choć wiceministrem sprawiedliwości po przyspieszonych wyborach parlamentarnych?
- (śmiech) Rzeczywiście, zostałem powołany do gabinetu cieni Platformy, odpowiadam za sprawy związane z wymiarem sprawiedliwości i zobaczymy, co przyszłość przyniesie. Na razie skupiam się na pracy w komisji śledczej do sprawy Amber Gold, choć nie ukrywam, że uważnie przyglądam się pracy ministra Zbigniewa Ziobry.

- Czy premierzy „gabinetu cieni”, posłowie Schetyna i Kopacz, są w stanie poprowadzić partię po tak druzgocącej porażce?
- Druzgocącej? Bez przesady, 24 procent poparcia po ośmiu latach rządów to niezły wynik. Gdyby nie przegrana SLD, która dała nienaturalny wzrost liczby mandatów partii Jarosława Kaczyńskiego, nie byłoby tak źle.

- O Grzegorzu Schetynie i Ewie Kopacz trudno jednak powiedzieć, że mają charyzmę.
- To niezwykle doświadczeni politycy, świetni na ciężkie czasy. Używamy pojęcia totalnej opozycji, ponieważ PiS ma totalną władzę i nie ma żadnych zahamowań. Myślę, że nasi liderzy to politycy, którzy podołają wyzwaniom.

- W poprzednich kadencjach Sejmu był pan mniej widoczny, a od roku szturmuje pan telewizyjne czołówki i pierwsze strony gazet. To symptomy pokoleniowej zmiany warty w Platformie?
- Zapewne też, ale do radykalniejszej postawy wobec rządów PiS zmusza mnie choćby to, że napisałem doktorat z prawa konstytucyjnego. I nie mogę godzić się z tym, co rząd wyrabia z Trybunałem Konstytucyjnym i w jak ordynarny sposób łamie ustawę zasadniczą. A jeśli twarzą zmian konstytucyjnych państwa jest prokurator stanu wojennego Stanisław Piotrowicz, człowiek totalnie skompromitowany, mój sprzeciw jest tym bardziej uzasadniony. Tu nawet nie chodzi o jego kłamstwa z lat 80., w które brnie od dawna. Ale jak można zaufać komuś, kto uzasadniał bezsilność prokuratury wobec pedofila z Tylawy posługując się kompromitującymi prawnika argumentami?

- Chodzi o obronę proboszcza z Tylawy, kiedy Piotrowicz przekonywał, że dotykanie miejsc intymnych dzieci to przejaw „zdolności bioenergoterapeutycznych”?
- Nieważne, że on nosił sutannę, ważne, że wszystkie dowody wskazywały na pedofilię, do czego sam się przyznał i za co został skazany. Tymczasem Piotrowicz bronił go perfidnie twierdząc, że jego czyny nie miały podtekstu seksualnego. I ten obrońca pedofila jest dziś przewodniczącym sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka - to jakiś ponury chichot historii!

- Dlaczego PiS tak zaciekle go broni?
- To rzeczywiście dziwne, przecież Piotrowicz ewidentnie szkodzi tej partii. Dla mnie nie jest problemem udział w życiu publicznym byłych członków PZPR czy ZSL. Problemem jest zakłamanie i niebywała hipokryzja środowiska PiS: antykomunistyczna partia, której twarzą jest członek aparatu bezpieczeństwa PRL i obrońca pedofila.

- Sądząc z badań opinii społecznej suwerenowi to nie przeszkadza.
- Elektorat PiS jest ciekawy, składa się w części ze sfrustrowanych wyborców Samoobrony, bo przecież oni nie zniknęli. Z drugiej strony elektorat partii Kaczyńskiego to ludzie przywiązani do wartości, mogę się z nimi nie zgadzać, ale szacunek trzeba im oddać. Tyle że między tymi dwiema grupami widać już pierwsze pęknięcia. Część nie akceptuje już tych karkołomnych zmian w prawie w wykonaniu rządu i sejmowej większości.

- Piotrowicz nie jest dla prezesa Kaczyńskiego problemem, natomiast pan twierdzi, że będzie nim Donald Tusk. W jaki sposób, skoro prezes nie ukrywa, że w kraju czekają go kłopoty „natury prawnej”?
- Były premier i szef PO nie ma się czego obawiać, natomiast PiS - owszem. Donald Tusk nadal stwarza zagrożenie dla Kaczyńskiego. Wynika to z moich dotychczasowych ustaleń w komisji ds. Amber Gold. Tusk udowodni, że im bliżej administracji rządowej, tym bardziej państwo wobec Amber Gold było skuteczne. Natomiast prokuratorzy, których dziś PiS powołuje do najważniejszych organów, ,,zapodziali” gdzieś fundamentalne dla sprawy dokumenty. A to podporządkowane Tuskowi służby wpadły na aferę Amber Gold poprzez analizę dokumentów linii lotniczych OLT.

- Prokuratorzy winni karygodnych zaniedbań za zbagatelizowanie afery awansowali na wysokie funkcje?
- Krzysztof Urgacz, jeden z przewodniczących składów orzekających, który uniewinnił prokurator Barbarę Kijanko - to ona zlekceważyła doniesienia o Amber Gold - awansował do Prokuratury w Katowicach. Jacek Radoniewicz, były rzecznik dyscyplinarny Prokuratury Generalnej , który odpowiadała za postępowania dyscyplinarne, trafił do Prokuratury Krajowej. Prokurator Małgorzata Sy- guła, z nadzoru Prokuratury Okręgowej w Gdańsku została powołana na zastępcę prokuratora okręgowego. To niesłychane, że pani Wasserman pokrzykuje na tych prokuratorów, stawia ich pod ścianą, a kiedy zadaję jedno pytanie, jaką funkcję dziś pełnią? - to ciśnienie ze strony posłów gwałtownie spada.

- A czym się pan zasłużył, że szefowa komisji Małgorzata Wasserman nazwała pana łgarzem i niegodziwcem?
- Ataki pani Wasserman spowodowane są właśnie tym, że dotarłem do wielu dokumentów psujących narrację PiS w sprawie afery Amber Gold. We wrześniu 2016 roku złożyłem np. wniosek o przekazanie wszystkich akt, którymi dysponuje Prokuratura Krajowa. W październiku je otrzymaliśmy, ale brakowało oświadczeń wysoko postawionych prokuratorów Prokuratury Generalnej, którzy nie przekazali ostrzeżenia mogącego zatrzymać wyprowadzenie milionów z Amber Gold. W dokumencie Komisja Nadzoru Finansowego informowała prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta o tym, że Amber Gold może być piramidą finansową. Ale pisma z KNF utknęły w biurku prokuratora Piotra Wesołowskiego. Tymczasem Małgorzata Wasserman przekonywała, że wszystkie materiały do nas trafiły. Ba, kwestionowała w ogóle, czy takie oświadczenia istnieją. Stąd emocje pani Wasserman, kiedy wychodzą niewygodne dla PiS fakty.

- Dlaczego postać prokuratora Wesołowskiego jest tak istotna?
- On był szefem gdańskiej Prokuratury Apelacyjnej, nadzorował pion przestępczości zorganizowanej. Na stanowisko awansował go za rządów PiS - Samoobrona - LPR ówczesny minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, a później odwołał minister Zbigniew Ćwiąkalski. Pan Wesołowski to dziś postać wpływowa, jest sekretarzem Krajowej Rady Prokuratury, która będzie decydować o dyscyplinarnych karach wobec gdańskich śledczych, którzy nie dopełnili obowiązków w postępowaniu wobec Amber Gold.

- Kiedy możemy się spodziewać pierwszych wniosków komisji?
- Nieprędko, ponieważ pojawił się też wątek osłony marketingowej afery. Pan Marcin Pieńkowski, obecny szef publicystyki w telewizji rządowej TVP, był autorem serii artykułów w jednym z tygodników atakujących Komisję Nadzoru Finansowego. Jeszcze w lipcu 2012 roku, tuż przed wybuchem afery, pisał materiały atakujące KNF za... napaść na Amber Gold. Pytałem pana prokuratora Seremeta, czy mogło być tak, że za sprawą tych artykułów Amber Gold chciał zyskać na czasie i on potwierdził, że chodziło o parę dni, aby zdołali wyprowadzić pieniądze. Atakom PiS na nasz rząd za aferę pikanterii dodaje fakt, że w 2006 roku domagaliśmy się od rządu Jarosława Kaczyńskiego objęcia kontrolą parabanków i kas SKOK, które związane są od lat z PiS i wspomagają finansowo niektóre propisowskie wydawnictwa. Nasza poprawka nie przeszła - przeciw byli m.in. członkowie obecnej komisji - Stanisław Pięta i Marek Suski.

- Można postawić jakieś zarzuty Donaldowi Tuskowi?
- To oczywiste, że PiS chodzi przede wszystkim o to, by skompromitować byłego premiera, ale jak dotąd nie pojawiają się w ogóle jakiekolwiek związki czy poszlaki afery związane z Donaldem Tuskiem. Przesłuchiwani prokuratorzy nic na ten temat nie mieli do powiedzenia. Członkowie komisji z partii rządzącej przeczuwają, jak to się może skończyć, stąd ataki w mediach rządowych. A dopiero przed nami przesłuchania polityków.

- Nie obawia się pan propagandowych widowisk w stylu zatrzymania Józefa Piniora? Okładki niektórych tygodników przedstawiają członków poprzednich rządów w pasiakach więziennych.
- Mam wrażenie, że sprawa Piniora została wykorzystana przez ministra Ziobrę do przykrycia afery z finansowaniem - możliwe że nielegalnym - Solidarnej Polski ze środków unijnych. Europoseł Tadeusz Zwiefka twierdzi, że w sprawie chodzi o nadużycia finansowe na dużą skalę.

- Może służby specjalne zainteresują się też finansami partii ministra Ziobry i SKOK-ami?
- Włóżmy to między bajki. PiS ma całkowitą władzę nad służbami, na kluczowe stanowiska trafili wszyscy z tej partii. Szefem Służby Kontrwywiadu Wojskowego jest Piotr Bączek, bliski współpracownik ministra Macierewicza, szefem CBA jest Ernest Bejda, kandydat PiS na posła, a szefem ABW został Piotr Pogonowski z rady programowej PiS. Natomiast sejmowa komisja ds. służb to nieme ciało. Platforma ma w niej tylko jednego przedstawiciela, Marka Biernackiego. Można więc śmiało powiedzieć, że nie ma już parlamentarnej kontroli nad służbami specjalnymi. Jeśli Jarosław Kaczyński, po spacyfikowaniu Trybunału Konstytucyjnego, zdobędzie kontrolę nad wolnymi sądami, zostanie władcą absolutnym. Pierwszy ruch jest przygotowywany - dyrektorzy sądów mają być powoływani nie w konkursach lecz z nominacji ministra Ziobry.

Jacek Deptuła

Nie cierpię polityki, ale nie mogę bez niej żyć. Pasjonuje mnie historia współczesna, filmy dokumentalne - historyczne i przyrodnicze.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.