Abyśmy nie stracili suwerenności

Czytaj dalej
Fot. Krzysztof Kapica
Roman Laudański

Abyśmy nie stracili suwerenności

Roman Laudański

Najpierw przez lata rozbrajali ścianę wschodnią, a teraz rzucają kłody pod nogi Obronie Terytorialnej! - irytuje się gen. Leon Komornicki.

- Politycy w Sejmie kłócą się na temat Obrony Terytorialnej. Rząd jest za, a opozycja - przeciw. A co na temat tej formacji sądzą byli wojskowi?

- Do skutecznej obrony państwa niezbędnym wsparciem dla wojsk operacyjnych jest obrona terytorialna - podkreśla gen. dyw. w stanie spoczynku Leon Komornicki. - Państwa, które poważnie myślą o obronie własnego terytorium mają takie formacje. Jesteśmy „na styku” zagrożenia. Nie ma przed nami przedmurza, na którym zatrzymalibyśmy przeciwnik, by zorganizować obronę.

Gen. Komornicki przypomina początek wojny niemiecko - radzieckiej z 1941 roku. (- Może nie na czasie ten ideologiczny przykład, ale dobry - zapewnia). Wtedy Niemcy szybko zajmowali terytorium radzieckie i doszli pod Moskwę. - Ich wojska operacyjne nie były przygotowane do obrony, bo w ogóle wojska operacyjne nie są od zakopania się i obrony miesiącami przesmyków lub strategicznych przepraw. Tylko Związek Radziecki miał przestrzeń, mogli się zorganizować za Uralem. Stracili wielkie terytorium, a my go nie mamy! Musimy być gotowi do odparcia ataku. Nie możemy oddać nawet 50 km przestrzeni. Do stolicy nie jest daleko.

Warszawa i Wisła

- Wisła jest strategiczną rubieżą, a jeśli stracimy Warszawę i Wisłę, to będzie utrata suwerenności - podkreśla gen. Komornicki. - Potrzebne są mobilne oddziały uzbrojone w lekką broń oraz przeciwpancerną. Rosja pręży muskuły, pokazuje nowoczesną technikę i organizuje ćwiczenia. To nie są żarty. A na tzw. ścianie wschodniej nie mamy żadnych jednostek! Na północy, pod granicą z Obwodem Kaliningradzkim mamy 16 dywizję, ale wystarczą desanty zamykające międzyjeziorne przesmyki i drogi, by niewielkimi siłami zamknąć, odciąć i sparaliżować tę dywizję! Przeciwnik ma takie możliwości, potrafiłby to zrobić.

Politycy opozycji podnoszą, że OT może „stanowić skuteczny środek zapobiegawczy wobec działań antyrządowych”. - Wszystko można upolitycznić - komentuje gen. Komornicki. - Co do ewentualnego wyszkolenia (16 dni podstawowego wyszkolenia, przysięga i przez kilka lat po dwa dni w miesiącu), to gen. Komornicki zapewnia, że nie trzeba miesiącami trzymać żołnierzy w kamaszach, tylko szkolić ich intensywnie. Ważna jest też motywacja, żołnierze OT będą „stąd” - będą bronić swojego terytorium. - W czasie wojny nie ma czasu na szkolenie miesiącami - przypomina gen. Komornicki.

Moździerze i rakiety na posterunku?!

- Obrona terytorialna jest potrzebna, ale musimy się zastanowić, czy akurat w tym momencie - mówi kmdr por rez. Maksymilian Dura, ekspert portalu Defence24.pl.

- Programy modernizacji technicznej sił zbrojnych - leżą! Cały system dowodzenia wymaga reformy! Dlatego musimy się głęboko zastanowić nad obroną terytorialną. Powiedzmy sobie też uczciwie, że nadal nie ma wszystkich rozwiązań, aby ta formacja ruszyła. I to najważniejszych rozwiązań, których tak łatwo wprowadzić się nie da. Kto odpowie na pytanie: gdzie przechowywać broń poszczególnych pododdziałów? Policja nie może trzymać broni i amunicji dla żołnierzy OT. Wszystko jest w porządku do momentu posiadania wyłącznie broni strzeleckiej, ale oddziały OT mają mieć też moździerze i przeciwlotnicze i przeciwpancerne rakiety! To gdzie je trzymać, na posterunkach policji?! W kontenerach?! To nie są żarty, a bardzo poważny problem. Także system łączności. Wojsko wykorzystuje system łączności niejawnej. Budowanie kancelarii krypto, to ogromny problem. Jeśli oni będą mieli dostęp do łączność kodowanej, a będą musieli mieć, ażeby porozumiewać się z wojskiem, to gdzie będą kancelarie krypto?!

Zaczęli nie od tej strony, co trzeba

- Najprościej jest zbudować sztab i wymyślić mundury dla OT. A najpierw powinien powstać pakiet ustaw określających zasady, a dopiero później budować obronę terytorialną! - przypomina Maksymilian Dura.

Roman Laudański

Nieustającą radością w pracy dziennikarskiej są spotkania z drugim człowiekiem i ciekawość świata, za którym coraz trudniej nam nadążyć. A o interesujących i intrygujących sprawach opowiadają mieszkańcy najmniejszych wsi i największych miast - słowem Czytelnicy "Gazety Pomorskiej"

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.