100. rocznica wybuchu Powstania Śląskiego: Tego nie było w tradycji: Śląsk, Polska, Niemcy i powstania śląskie

Czytaj dalej
Fot. Fot. APK Katowice, repr. Tomasz Borówka
Tomasz Borówka

100. rocznica wybuchu Powstania Śląskiego: Tego nie było w tradycji: Śląsk, Polska, Niemcy i powstania śląskie

Tomasz Borówka

Ryszard Kaczmarek, Alojzy Lysko i Zygmunt Woźniczka mówią o powstaniach śląskich. Jak na wydarzenia sprzed 100 lat spoglądają historycy i regionalista?

- Koncepcja w ogóle powstań ma taki polski, romantyczny charakter. Można powiedzieć, że Polacy przynieśli pomysł tego powstania tu, na Śląsk, gdzie tych tradycji romantycznych nie ma - uważa prof. Woźniczka.

Nie mamy takiej natury

- Dla nas powstania kojarzą się przede wszystkim z powstaniami narodowymi w XIX wieku, no a pierwsze powstanie śląskie, podobnie zresztą w dużej mierze jak powstanie wielkopolskie, miało trochę inny charakter - podkreśla prof. Kaczmarek. - One miały tworzyć tak zwane fakty dokonane. Czyli stworzyć pewną sytuację na tych terytoriach spornych polsko-niemieckich, które później by mocarstwa tylko by zaakceptowały.

- No, niestety, Ślązacy nie mają takiej natury, by ojczyźnie tyle krwi co na przykład w powstaniu warszawskim czy w innych bitwach przegranych ofiarować. My nie mamy takiej natury, staramy się dochodzić do celu jakimiś takimi uznanymi sposobami - ocenia Lysko. - To się również odbija na dniu dzisiejszym, na współczesności, że też w ten sposób próbuje się pewne rzeczy załatwiać, nie uwzględniając tego rozsądku, tej roztropności śląskiej, że my jesteśmy ludźmi o pewnej godności i staramy się trudne problemy rozwiązywać po ludzku.

„Co Polakom do Śląska”?

- Powstania śląskie były częścią kilku konfliktów granicznych, które miała Rzeczpospolita po pierwszej wojnie światowej - zwraca uwagę Kaczmarek. - Jej granica właściwie we wszystkich kierunkach, i na południu, i na wschodzie, i na zachodzie, budowała się z olbrzymimi trudnościami. Wynikało to z braku granic państwa polskiego przez ponad 100 lat. Nawet kiedy odwoływano się do traktatów rozbiorowych, a właściwie poddawano w wątpliwość samą istotę tych traktatów, nie wystarczało to, by precyzyjnie wykreślić te granice. Dla Górnego Śląska i powstań śląskich o tyle miało to znaczenie, że odwołanie się do traktatu rozbiorowego oznaczało, że Górny Śląsk byłby poza Rzeczpospolitą.

- Jeżeli na forum międzynarodowym nowo tworząca się Polska nawiązywała do granic przedrozbiorowych, Niemcy mieli argument: „No proszę bardzo, Wielkopolska była kiedyś polska, należała do Polski przed rozbiorami. Podobnie Pomorze. Ale Śląsk?” - zgadza się Woźniczka. - Niemieccy politycy, niemieccy intelektualiści argumentowali: „Przecież to tereny czysto niemieckie, co Polakom do Górnego Śląska”? Przecież ten teren Prusy zdobyły w wyniku wojen śląskich w XVIII wieku, pokonując Austrię. Kto by pamiętał, że w XIV wieku Śląsk odpadł w wyniku traktatu trenczyńskiego od Polski? To było tak dawno, że wszyscy w Europie o tym zapomnieli.

- A z drugiej strony, w programach co najmniej części partii politycznych, przede wszystkim Narodowej Demokracji, już na przełomie XIX i XX wieku istniało przekonanie, że Polska musi się odrodzić w granicach etnicznych - mówi Kaczmarek. - To oznaczało, że Górny Śląsk, a pewnie również i inne obszary, takie jak Mazury czy Śląsk Cieszyński, powinny się w tym odrodzonym państwie polskim znaleźć. Traktat pokojowy z Niemcami nie przyznał tych terytoriów Polsce, spowodował konieczność przeprowadzenia plebiscytu, a to z kolei oznaczało, że Polska musiała się zaangażować w walkę o te granice.

Węzeł gordyjski po śląsku

- Gdy się patrzy na ten cały problem, to widzi się całą złożoność sprawy. Bo powstania śląskie były skomplikowanym węzłem gordyjskim. Konfliktem, w którym splątało się ze sobą wiele problemów. Po pierwsze, płaszczyzna konfliktu narodowego Niemcy - Polska i konfrontacja między Berlinem a Warszawą o najbogatszy region przemysłowy w Europie Środkowo-Wschodniej. Po drugie, powstania śląskie to również wielkie wystąpienie społeczne. Niemcy przegrały wojnę, były problemy głodu, bezrobocia. Wracali z frontu żołnierze, dla których nie było pracy w kopalniach, bo gdy oni poszli walczyć, to w międzyczasie w ich miejsce przyjechali robotnicy z Zagłębia Dąbrowskiego czy z innych regionów. Poza tym to było również starcie kulturowe: mamy wtedy na Śląsku ludzi labilnych narodowo, którzy nie wiedzą, czy są Polakami, czy Niemcami, mamy też bardzo silnie wyartykułowane niechęci niemieckich elit wobec Polski, i mamy wreszcie polską nacjonalistyczną działalność wymierzoną przeciwko Niemcom - wylicza Woźniczka.

Wojna, ale jaka?

- Mam dużą rezerwę do historyków, którzy piszą o powstaniach śląskich - mówi Lysko.- Ale ciągle ukazują się nowe opracowania, no i z każdego z nich dowiaduje się człowiek nowych rzeczy o powstaniach (także, że były wojną domową). No i teraz mamy nowe opracowanie pana profesora Kaczmarka, który skłania się ku tezie, że to jednak była wojna polsko-niemiecka, która miała być prowadzona przez naszych, przez Górnoślązaków. No bo zaangażowanie Polski wojskowe było gdzie indziej, na wschodzie, i tutaj tę sprawę polską trzeba było wygrać.

- Trzecie powstanie śląskie, najbardziej przygotowane, było odpowiedzią na plebiscyt - mówi Woźniczka. - Plebiscyt de facto przegrany przez stronę polską, bo tak matematycznie to Polska przegrała 40 do 60 procent. Ale z drugiej strony, zadajmy sobie pytanie, dlaczego aż 40 procent Ślązaków, bardzo zależnych od niemieckiej kultury, niemieckiego kapitału, niemieckiego rynku pracy, zdecydowało się powiedzieć Niemcom „nie”? Z tego punktu widzenia to nie do końca jest niemieckie zwycięstwo...

Kwestia skrywana

- To powstanie na pewno by się nie zakończyło takim rezultatem, czyli zajęciem dużej części terenu plebiscytowego, gdyby nie aktywność państwa niemieckiego i państwa polskiego - mówi Kaczmarek o trzecim powstaniu śląskim.

- Udział Polski to kwestia skrywana - stwierdza Woźniczka. - A Polska była tym elementem dynamicznym. Państwo polskie powstało, budowało swoją strukturę, miało poparcie Francji i było elementem sprawczym. Niemcy były w defensywie. Przegrały wojnę, ponosiły jej konsekwencje i broniły się w jakimś sensie, chcąc zachować Górny Śląsk dla siebie, by móc spłacać reparacje. Nigdy Polska nie była tak blisko Śląska jak wtenczas: skala tych ochotników, skala pomocy finansowej. I teraz pytanie, czy się tego wstydzić czy nie? Bo jedni mówią: no tak, to była wojna domowa, i w sumie Polacy tak jakby dywersyjnie zrobili takie wystąpienie i wbrew swojej woli tych Ślązaków do Polski przyłączyli. Były też i takie elementy, ale nie można dokonać czegoś na taką wielką skalę wbrew miejscowej ludności. Pytanie, na ile Niemcy były w stanie się obronić. Przegrały wojnę, ale pamiętajmy o sile i potędze niemieckiego kapitału, niemieckiej kultury na tym terenie. Niemcy były bardzo trudnym przeciwnikiem. My natomiast uzyskaliśmy skuteczną pomoc ze strony wielkiego, zwycięskiego mocarstwa, jakim była Francja.

Czy będziesz śpiewał te pieśni?

- Polska wykorzystała swoją szansę i stworzyła również szanse dla Ślązaków - ocenia Woźniczka. - Bo w ramach właśnie polskiego państwa była szansa dla rozwoju śląskiej kultury. Niemcy nie wybudowali tu wyższych uczelni. Niemcy nie dawali możliwości awansu Ślązakom. Jeżeli Ślązacy chcieli awansować, to musieli opowiedzieć się za opcją niemiecką. W wolnej Polsce, w II Rzeczypospolitej, mogli być sobą, mogli mówić po polsku, mogli mówić w gwarze, i mogli robić kariery.

Lysko jest odmiennego zdania: - Nie negujemy tego, że Polska potrzebowała Śląska, tylko za tym miały potem iść następne kroki, że część tego Śląska znalazła się rzeczywiście w granicach Rzeczypospolitej, i wszystko byłoby dobrze, gdyby właśnie nie następowały te takie działania, które nas jakoś degradowały: odsuwanie nas od stanowisk, wyśmiewanie naszej mowy, wzgardzenie naszymi od wieków uświęconymi zwyczajami, strojem i tak dalej. W 1980 roku na Mikołaja podarowałem swojemu synowi zbiór pieśni powstańczych. W dedykacji napisałem „Gdy będziesz śpiewał te pieśni, to stań na baczność”. Muszę powiedzieć, że nie ja pierwszy, bo mógłbym tutaj wymienić całą plejadę osób, na których się wzorowałem, miałem dziecięcą chorobę polskości. Kochałem Polskę. Wszystko to, co prowadziło do niej, było dla mnie ważne, cenne i powiem, że to miłowałem. Ja się w aurze powstańczej wychowywałem. I nie wiem, co tutaj zadziałało, że przestaliśmy patrzeć na to bez tej takiej polskiej pobożności. Co się stało, z czyjej winy? Dzisiaj nigdy bym już takiej dedykacji wnukowi czy prawnukowi nie napisał. Zachowuję dystans do wszystkich tych wydarzeń z lat 1919-1921-1922.

Tomasz Borówka

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetawroclawska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.